wtorek, 31 sierpień 2010 19:03

Socjalizm na receptę

Napisane przez

Okazuje się, że na straży socjalizmu w służbie zdrowia stoi nie tylko Narodowy Fundusz Zdrowia - centralistyczny twór lewicy. Sojusznikiem NFZ w regulacji rynku farmaceutycznego jest także Naczelna Izba Aptekarska (NAI), lansująca pomysły z piekła rodem - z PRL.

 

W końcu stycznia Naczelna Izba Aptekarska ? lobby właścicieli niektórych aptek, zaapelowała do Ministra Zdrowia o rządowe ustalenie sztywnych cen na sprzedawane preparaty. Co prawda, już powrót do państwowego regulowania cen jest rewolucyjny, uzasadnienie pomysłu przywołuje reminiscencje żywcem wyjęte z kabaretu. Aptekarze ów skrajny postulat państwowego interwencjonizmu argumentują następująco: chory powinien chorować, a nie biegać po aptekach w poszukiwaniu tanich leków. Rozumując analogicznie, należałoby wprowadzić sztywne ceny żywności, bo przecież złakniony człowiek, zanim znajdzie kawał taniego mięsa, gotów wyzionąć ducha. Idąc dalej ? regulacje muszą także objąć sprzedawców sprzętu elektronicznego, bowiem meloman zamiast słuchać Szopena, zmuszany jest do wizyt w sklepach, przez co traci kultura narodowa.

Magister komuch
Zadziwia także inny aspekt omawianego postulatu. Naczelna Izba Aptekarska próbuje odgrzewać tezę z początku hiperinflacji z lat 90., że to rynek jest winny wzrostowi cen leków, a państwo jest w stanie uchronić konsumenta przed drożyzną. Naturalnie jest dokładnie odwrotnie. Polacy konsumują najdroższe leki w Europie (po Łotyszach), tylko dlatego, że wiele z nich to leki "darmowe", czyli refundowane. Ponieważ wiemy, że leki "darmowe" nie istnieją, są to leki opłacane z przymusowych podatków, czyli najdroższe z możliwych. Tylko ostra konkurencja między producentami i sprzedawcami jest w stanie przyczynić się do spadku cen leków na rynku, ergo, tylko rynek może wpłynąć na spadek cen medykamentów. Państwo nie tylko nie jest w stanie zagwarantować tanich produktów, tylko najdroższe z nich. Chorych nie stać na wykupywanie recept, bowiem łupi ich państwo.
Ponadto Naczelna Izba Aptekarska w dość nietypowy sposób zaczęła promować się, jako obrońca pacjentów. W rzeczywistości aptekarze zrzeszeni w tym związku są sojusznikami państwa w łupieniu emerytów i rencistów, o czym świadczą ich kolejne pomysły. Andrzej Wróbel ? prezes NAI proponuje w ogóle zakazać konkurencji cenowej na rynku leków! Argument "panów magistrów" jest skierowany przeciwko wszelkiego rodzaju promocjom i obniżkom cen leków refundowanych przez państwo. Obniżki są złe nie tylko dlatego, że chory musi biegać z apteki do apteki, ale także dlatego że na promocjach traci NFZ, czyli społeczeństwo. W tym przypadku także jest winny rynek, dlatego nowe prawo farmaceutyczne powinno wyeliminować "dziką konkurencję" i zastąpić ją cywilizowanym socjalizmem medycznym.

Fundusz dla Socjalizmu w Służbie Zdrowia
NFZ ? placówka dysponująca gigantycznym budżetem wynoszącym 33 mld złotych, powinien zmienić nazwę na bardziej odpowiednią dla swej działalności, np. Fundusz dla Socjalizmu w Służbie Zdrowia. Placówka podległa Ministerstwu Zdrowia za wszelką cenę stara się nie dopuścić do jakichkolwiek reform w resorcie. Zamiast prywatyzacji i liberalizacji rynku, prowadzi się działania w stronę tzw. komercjalizacji służby zdrowia, czyli wprowadzeniu dodatkowych opłat dla pacjentów, od których są oni ubezpieczeni. Będzie to praktycznie podwójne opodatkowanie, dublowanie przymusu wnoszenia opłat za usługi, z których obywatele muszą korzystać.
Mimo że wydajemy prawie 100 dolarów rocznie na prywatne leczenie, a rynek chętnych do korzystania z prywatnych praktyk szacuje się na kilka milionów Polaków, państwo stara się umocnić monopol na rynku ochrony zdrowia i zapewnić sobie dodatkowe wpływy do budżetu z tytułu opłat za leczenie. Tymczasem prywatnych firm oferujących usługi tańsze i znacznie lepszej jakości jest coraz więcej. W interesie pacjentów leży więc wolność wyboru między usługodawcami. Wolny rynek wyeliminowałby także szarą strefę, korupcje i malwersacje, które są na porządku dziennym.

Medyczny beton
Posada szefa NFZ jest na tyle intratna, że do wyścigu na dyrektorskie stanowiska w tej instytucji ustawił się już medyczny beton. Dotychczasowi włodarze okopali się na swoich stołkach i opierają się reformom jak mogą. Dyrektorzy NFZ mogą zmieniać plany finansowe oddziałów. Odpowiedzialni są też za zawieranie kontraktów. Nie jest także tajemnicą, że działają z politycznego nadania. Tak więc znów walka nie toczy się o dobro pacjenta, ale o dostęp do ogromnych pieniędzy, które można intratnie rozdysponować w stworzonym przez siebie układzie.

(?)

 

Tomasz Teluk

Wyświetlony 3057 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.