wtorek, 31 sierpień 2010 20:02

Od Teheranu, Jałty i Poczdamu do Unii Europejskiej

Napisał

Wielkie mocarstwa decydujące o losach świata mało liczyły się, by nie powiedzieć, że wcale, z Polską, polskim interesem, zobowiązaniami względem Polaków za ich wkład w zwycięskie dla nich wojny i odzyskanie niepodległości. Począwszy od USA, gdzie bohaterami narodowymi są Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski, a skończywszy na ruchu "Solidarność", który zapoczątkował zmiany w podziale politycznym Europy, ustalonym w Teheranie, Jałcie i Poczdamie, udział Polaków w tworzeniu nowoczesnych państw Europy i świata był zawsze znaczący.

W XIX wieku Belgia swoją niepodległość zawdzięczała polskiemu powstaniu listopadowemu. O odkrywcach bogactw narodowych Syberii mówią same za siebie ich polskie nazwy. Najsławniejszym Polakiem w Chile jest Ignacy Domeyko, odkrywca największych na świecie złóż miedzi, które do dzisiaj są podstawą gospodarki tego kraju. O polskich zasługach dla aliantów w drugiej wojnie światowej wspominam tylko symbolicznie, bo jest to temat powszechnie znany. O polskich lotnikach mówi się, że oni ocalili Londyn. Polscy kryptolodzy za pomocą skonstruowanej przez siebie maszyny o nazwie "Enigma" rozszyfrowali tajne niemieckie depesze, przyczyniając się walnie do końcowego zwycięstwa, ratując tysiące i miliony istnień ludzkich. Żołnierz polski od pierwszego do ostatniego dnia II wojny światowej uczestniczył w walce o wolność państw dzisiejszej demokracji zachodniej, dając krwawą ofiarę, zarówno w zwycięskich, jak i z honorem przegranych bitwach tej wojny. Wielkość polskich zasług w tej wojnie powoli przebija się do świadomości współczesnego świata zachodniej cywilizacji. Znaczną rolę w tym miały obchody 60. rocznicy Powstania Warszawskiego, wyzwolenia obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, jak też żenująca debata w Parlamencie Europejskim na temat, kto był sprawcą i oprawcą w niemieckich obozach zagłady. Ostatnio wydana w Polsce książka dwóch amerykańskich autorów pt. Kwestia honoru, omawiająca tylko wkład polskich lotników w zwycięstwo aliantów stała się przed rokiem sensacją wydawniczą w USA.
O wszystkich tych wydarzeniach oraz o tysiącach jeszcze innych, równie ważnych, wiedzieli na pewno uczestnicy Wielkiej Trójki, kiedy podejmowali swoje decyzje na trzech kolejnych konferencjach, które powszechnie w opinii polskiej określane są zdradą polskiego sojusznika na rzecz własnych interesów związanych z dalszym udziałem w wojnie ZSRR, w wyniku czego Polska była okupowana przez dalsze 45 lat przez to komunistyczne mocarstwo. Potępienie dla politycznych decyzji tego gremium zostanie zawsze aktualne i będzie przestrogą dla kolejnych pokoleń Polaków, aby nigdy już więcej nie dopuścili do decydowania o nas bez nas. Wydaje się, że polityczny aspekt Teheranu, Jałty i Poczdamu ulega dalszej erozji, czego przykładem są ostatnie wydarzenia na Ukrainie. Zapewne będą one jeszcze nie raz naśladowane w innych państwach o podobnej do nas historii po drugiej wojnie światowej.
O ile polityczny aspekt układów dotyczących podziału świata na strefy wpływów jest coraz bardziej redukowany, to w części dotyczącej zmian terytorialnych układy te prawie nigdzie nie są podważane ani też nie ma żadnych poważnych propozycji odstąpienia od ustalonych na tych konferencjach granic międzypaństwowych. Ta część ustaleń konferencji w Teheranie, Jałcie i Poczdamie jest całkowicie pomijana w publicystyce, polityce wewnętrznej i międzynarodowej. Potępienie dla ustaleń politycznych tych konferencji na ogół w prasie, radiu i telewizji utożsamia się z całkowitym, absolutnym i uniwersalnym protestem w stosunku do wszystkiego, co tam ustalono. A tak być nie powinno, bo godzi to w polską rację stanu.
Staraniem Stowarzyszenia Związek Dolnośląski na wiosnę 2004 r. wydana została jedyna aktualnie na polskim rynku wydawniczym praca źródłowa dotycząca konferencji w Poczdamie, pt. Z drogi do Poczdamu, którą napisał naukowy doradca delegacji polskiej prof. Andrzej Bolewski. Nie znajduje ona jednak zainteresowania ani u specjalistów, ani też u szerokiej publiczności.
Użyte tu wcześniej wyrażenie, że terytorialne ustalenia tych konferencji "prawie" nigdzie nie są podważane, dotyczy naszego zachodniego sąsiada, czyli Republiki Federalnej Niemiec. Polityka tego państwa odnośnie do powojennych ustaleń jest wielce niejednoznaczna. Oficjalnie wszystko jest tak, jak w całej Europie. Granice są niezmienne, bezpieczeństwo wszystkich narodów gwarantowane, nikt niczego we "wspólnym domu europejskim" nie powinien się obawiać. Niemniej polityka wewnętrzna tego państwa jest trochę inna. Tu wspiera się finansowo setki różnego rodzaju "ziomków", którzy głoszą swoje prawo do opuszczonych w wyniku wojny stron ojczystych. Wydają oni liczne gazety, publikacje, mają swoich przedstawicieli w parlamencie. Ponad 100 prywatnych instytutów naukowych opracowuje różne warianty polityki wschodniej państwa. Od lat pięćdziesiątych jego trzonem była dwustopniowa idea zjednoczenia państwa niemieckiego. W pierwszym etapie wchłonięcia dawnej strefy rosyjskiej ? NRD, co już się stało, a następnie przyłączenia utraconych ziem wschodnich, czyli należących obecnie do Polski, co jest dla nich zadaniem na przyszłość. Te środowiska niemieckie najgłośniej protestują przeciw "zbrodniczym" ustaleniom konferencji w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. Podnoszą one zarzut, że Niemcy nie były równoprawnym uczestnikiem tych konferencji, nie brały w nich udziału i w związku z tym ich ustalenia nie mogą Niemców obowiązywać. Potępienie niemieckie dotyczy zarówno ustaleń politycznych, jak i terytorialnych. Brak rozróżnienia tych dwóch kwestii w polskiej opinii publicznej jest aktywnie wspierany przez stronę niemiecką. Tu jakby polska i niemiecka opinia miały to samo uzasadnienie. Decyzje podejmowano bez udziału przedstawicieli naszych narodów i dlatego są one dla nas nieważne od samego początku. Ta złudna zgodność dotyczyć może tylko ustaleń politycznych, tymczasem przez naszych sąsiadów, a często również przez niezorientowaną polską opinię publiczną, rozciągana jest też na sprzeciw dotyczący zmian granic, jakie narysowano po drugiej wojnie światowej. Pozornie można powiedzieć, że zasadniczo to żadna różnica, i tak uczestnicy tych spotkań nigdy nie uzyskają naszej sympatii. Co do sympatii to zapewne jest zgoda. Gorzej co do podważania skutków owych konferencji. Ich wynikiem jest nasza obecność na całym Górnym Śląsku, Dolnym Śląsku, Śląsku Opolskim, na Ziemi Lubuskiej i na Pomorzu Zachodnim. To najbogatsza część Polski, tu jest węgiel kamienny, brunatny, gaz ziemny, surowce mineralne, chemiczne, kruszywa i kamienie budowlane. Tu znajdują się duże miasta, o kluczowym znaczeniu dla polskiej kultury, nauki i przemysłu, że wystarczy wymienić Gliwice, Opole, Wrocław, Zieloną Górę, Szczecin i Kołobrzeg wraz z setkami kilometrów dostępu do morza. Bez tych terytoriów Polska staje się księstwem warszawskim, ze słabo uprzemysłowioną ścianą wschodnią.
W związku z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej presja polityczna, cywilizacyjna, gospodarcza i kulturalna na tych ziemiach jest szczególnie wyraźna. Niemcy wytrwale i z sukcesami zmierzają do stworzenia takiej sytuacji, w której Polacy sami zechcą podporządkować się Berlinowi, a nie Warszawie. Wszystko temu właśnie sprzyja. Pierwsza kilkusetkilometrowa autostrada A-4 łączy Górny i Dolny Śląsk z Berlinem, dokąd jest znacznie szybciej i wygodniej niż do odległej Warszawy, połączonej z tym terenem prawie że drogami polnymi. Druga sprawa to oddziaływanie na świadomość Polaków poprzez monopolizowanie i wykupywanie na tym terenie wszystkich gazet regionalnych przez niemieckie koncerny prasowe. Utrwalanie tą drogą koncepcji obywatela Europy, który dawno porzucił wszelkie narodowe symbole, jest częścią tej właśnie strategii. Pozostałe media, jak państwowa telewizja, w miarę swoich możliwości też starają się dostosować do obowiązującej w tym zakresie "poprawności politycznej". Efekty tej presji widoczne są wszędzie. W szkole już nie uczy się tego, że to państwo niemieckie rozpętało drugą wojnę światową, dokonało nieludzkich zbrodni na narodzie polskim i wszystkich innych uznanych za ich wrogów i przeciwników. To mieli zrobić hitlerowcy oraz naziści, którzy niby nic wspólnego nie mieli z narodem niemieckim. Zaciera się różnice między ofiarą i katem, który też cierpiał w wyniku wojny! Powszechny staje się relatywizm moralny w ocenie drugiej wojny światowej oraz ich następstw również dla Polski. Ta zmasowana ofensywa medialna, prowadzona stale i uporczywie, daje wyniki. Widać je szczególnie w święta państwowe, kiedy flagi narodowe ośmielają się wywieszać tylko najodważniejsi. Bo dominuje obojętność.

(?)

 

Adam Maksymowicz
Wyświetlony 4810 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.