wtorek, 31 sierpień 2010 20:17

Finisz procesu, który się jeszcze nie rozpoczął

Napisane przez

Obrzydliwy, obłudny, zakłamany do szczętu spektakl, nazywany "procesem FOZZ" dobiega swego niechlubnego końca, a aktorom tej farsy, jakby kto pieprzu nasypał pod ogon, wiercą się i kręcą, machając ogonami, jakby wierzyli, że tym machaniem wywołają wiatr, który dokuczliwe ziarenka rozwieje i pozwoli im siedzieć spokojnie i pożywać owoce swego procederu.

 

Kiedy Janina Chim raczyła opuścić salę sądową, sędzia Andrzej Kryże, zamiast spokojnie procedować dalej i prowadzić sprawę pod nieobecność oskarżonej, kazał ją natychmiast aresztować, przez co spowodował cały ten cyrk wokół adwokatów i dalsze spowolnienie procesu. W poszukiwaniu niepokornych adwokatów latają po Warszawie agenci ABW i nie mogą ich znaleźć, bo, jak widać, żadnemu z nich nie wpadnie do głowy, żeby zajrzeć do kancelarii adwokackiej. Adwokatów zaaresztują, nad sprawą obraduje minister sprawiedliwości, sam Pan Premier razem z Panem Prezydentem, na dokładkę Marszałek Sejmu, a niebawem i cały Sejm znowelizuje prawo karne, przepisy kodeksu postępowania karnego i prawo o adwokaturze. Premier powiada: Krew się burzy, gdy się patrzy na historię i na obecny stan procesu FOZZ i jeszcze, nie daj Bóg, dostanie z tego powodu wylewu lub zawału i co wtedy stanie się z Polską? Aby więc uniknąć zawału, powtarza sobie znaną mantrę o państwie prawa, w którym prawo zawsze będzie prawem i, jak to prawo, nie ma prawa działać wstecz, skoro niewyrobione prawnie polskie społeczeństwo oburza się na przedawnianie zbrodni już po 15 latach, to trzeba będzie te okresy wydłużyć, ale, niestety ? twierdzi ? niestety, w państwie prawa nie można już tego zastosować wobec FOZZ, jaka szkoda! Marszałek Sejmu, też przecież były premier i były minister sprawiedliwości, mantruje podobnie, że państwo prawa nie powinno być bezradne wobec groźby przedawnienia i jest już absolutnie gotów znowelizować odpowiednie ustawy. Jakoś nie przychodziło mu to do głowy, kiedy był premierem i ministrem sprawiedliwości i nie możemy sobie przypomnieć jego zaangażowania w wyjaśnienie sprawy FOZZ. Co, mutatis mutandis, odnosi się i do wszystkich innych byłych premierów, byłych ministrów sprawiedliwości, no i, oczywiście, a może przede wszystkim, do wszystkich byłych ministrów finansów i prezesów Narodowego Banku Polskiego i nie tylko.
Dlatego nie wykluczam, że cały ten gwałt i rwetes, całe to "ajwaj!" wokół procesu wynika stąd, że wszystkim tym byłym (i aktualnym) premierom, prezydentom, marszałkom i ministrom byłoby całkiem na rękę, gdyby udało się, ciupasem, skazać Chimową i Żemka na parę lat w zawieszeniu, a Przywieczerskiego oddać pod opiekę kuratora, żeby wszyscy byli szczęśliwi: FOZZ osądzony, przestępcy winni niegospodarności ukarani, możemy spać spokojnie! Może wreszcie zrozumieli, że ta sprawa nigdy się nie skończy, że Michał Falzmann i Walerian Pańko, niczym duchy niepogrzebanych ofiar zbrodni, będą ich ciągle straszyć, żeby nie wiem jakie prawa przedawnienia sobie zapisali, a więc, że tak czy inaczej, wróci, lepiej więc łeb jej ukręcić, może będzie spokój? A może chodzi tylko o kokietowanie gorliwością, tworzenie alibi, szczególnie, że dziennikarze stali się jacyś tacy bezczelni i wypytują o rzeczy, które wcale do pytania się nie nadają? W ciągu jednego dnia dziennikarze trzech dużych dzienników dzwonili do mnie, wypytując o różne aspekty FOZZ. Jest to coś niebywałego: jednego popołudnia zainteresowanie nieomal takie, jak w ciągu całych 13 lat, jakie upłynęły od czasu opublikowania naszej książki Via bank i FOZZ! Co się stało, albo co się dzieje?
W ostatnich tygodniach telewizja "Puls" nadała dwa półgodzinne programy Jerzego Zalewskiego, z Izą Falzmannową, wdową po Michale Falzmannie. Reżyser do programu włączył także autorów Via bank i FOZZ. Powiedzieliśmy telewidzom, że obecny proces FOZZ jest zasłoną dymną nad tym, co się stało i nad ludźmi, którzy powinni siedzieć na ławie oskarżonych, a zamiast tego piastują najwyższe funkcje publiczne. Taką samą zasłoną dymną, jaką był tzw. wykup polskiego długu na wtórnym rynku i sama instytucja FOZZ, które jedynie maskowały i ukrywały prawdziwy rabunek finansów publicznych. Genialna polityka jeszcze bardziej genialnego naszego ministra finansów, prezesa i premiera w jednej osobie (nazwiska nie odważę się wymienić, bo w państwie prawa robić tego nie wolno) uruchomiła mechanizmy spekulacyjne na skalę gdzie indziej nieznaną. Zamrożenie kursu dolara, przy wysokim oprocentowaniu lokat złotówkowych, otworzyło drogę do spekulacji finansowych, pozwalających na niewyobrażalne wzbogacenie się ludzi do tego sekretu dopuszczonych. Ale aby spekulować trzeba mieć czym, jeśli masz w kieszeni 100 złotych, to żeby nie wiem jakie mechanizmy spekulacyjne funkcjonowały, to się specjalnie nie naspekulujesz i nie nabogacisz. Co innego, gdyby ktoś pożyczył ci jakiś drobny milion dolarów albo dwa! O, wtedy to co innego! Mówią, że pierwszy milion trzeba ukraść, ale tak było do czasu FOZZ-u, FOZZ pokazał, że kraść wcale nie trzeba (w państwie prawa nawet nie wypada!), wystarczy mieć znajomości i dobrą ciocię, jak FOZZ, która ten milion, albo dwa, pożyczy w odpowiednim czasie. Bagsikowi i Gąsiorowskiemu ktoś pożyczył 40 milionów dolarów, które zdeponowali w PKO BP, co pozwoliło im wyspekulować w ciągu zaledwie kilku miesięcy ponad 10 razy więcej i z tym zwiali do Izraela! Kto im te pieniądze pożyczał ? nie wnikam, ostatecznie FOZZ nie był jedyną instytucją charytatywną na świecie ? ale FOZZ był właśnie taką instytucją państwową, która pod czapką niewidką wykupywania długów polskich, pożyczała komu chciała i ile chciała. Sąd i prokuratorzy czepiają się teraz tych, którzy nie do końca rozliczyli się z pożyczonych milionów, albo przeszkadza im, że p. Żemek, obracając miliardami, kupił sobie jakieś meble, albo komuś tam kupił, bez szczegółowego uzasadnienia, samochód i temu podobne klituś-bajduś. W ciągu siedmiu lat drobiazgowego śledztwa trochę się tego nazbierało, na jakieś przeszło 300 milionów złotych, ale bez przesady, więc ławka podsądnych robi się coraz krótsza, no, i przykro, że tak w ogóle cały ten teatr nie zakończy się żadnym wyrokiem. Pani Minister Szymanek-Deresz, w imieniu Pana Prezydenta, żałując niezmiernie, że tak się dzieje, stwierdziła, że w państwie prawa i demokracji już przecież dojrzałej, prawo nie może być za bardzo restrykcyjne, takie sprawy trzeba regulować z kulturą i ze smakiem.
W programie reżysera Zalewskiego i ja, i Mirosław Dakowski, i Iza Falzmann mówiliśmy, że po śmierci Michała Falzmanna zdaliśmy sobie sprawę, że wobec takiej, solidarnej, postawy prezydentów, premierów, ministrów, sędziów, prokuratorów i posłów jedyną szansę na wyjście z tego bagna daje perspektywa zmiany systemu wyborczego do Sejmu i wprowadzenie zasady "jeden poseł w jednym okręgu wyborczym", jak w Wielkiej Brytanii czy USA. Zamiast więc, jak Michał Falzmann, biegać po posłach, ministrach, prokuratorach czy śledczych, starając się im wyjaśniać to, czego za nic w świecie nie chcą zrozumieć, trzeba uderzyć w splot słoneczny tej zdumiewającej konstrukcji ustrojowej, która pozwala na publiczne funkcjonowanie ludzi po wielokroć skompromitowanych i nie daje nam szansy wypłynięcia na czystą wodę ? w ordynację wyborczą do Sejmu. Sprawę tę powtarzamy i przypominamy uparcie, jest to szczególnie ważne w tym roku, roku wielorakich kampanii wyborczych, bo politycy, których pragniemy się pozbyć, przekonują nas codziennie, że ważne jest nieomal wszystko, tylko nie ordynacja wyborcza! Organizowane są więc nieustanne debaty, fora, rozmowy i czaty, najwspanialsi prezenterzy stawiają dociekliwe pytania, tworzy się nieustannie nowe "wydarzenia", żeby odwrócić naszą uwagę od tego, co naprawdę mogłoby w istotny sposób oczyścić nasze życie publiczne. Jest to wyzwanie dla inteligencji polskiej ? jeśli taka istnieje i jest zainteresowana tym, żeby mieć swoje państwo ? jak wbrew politykom doprowadzić do tej koniecznej zmiany? Włosi, których tak lubimy za pizzę, spaghetti i wino, pokazali nam, że to jest możliwe. Wprawdzie dojrzewali do takiej reformy ponad 40 lat, bo przed nimi tylko generał de Gaulle tak zreformował państwo, a we Włoszech de Gaulle'a zabrakło. W Polsce p. Roman Giertych przypomina generała de Gaulle'a jedynie wzrostem, polscy liderzy partii nie zrozumieli lekcji de Gaulle'a, że pomyślność Francji zależy od jakości jej rozwiązań ustrojowych, a nie od takiego czy innego nazwiska. Jest jednak przykład Włoch, więc może nie będziemy musieli 40 lat czekać na tę konieczną reformę ustrojową?
Finis coronat opus ? powiada łacińskie przysłowie. Ten finis procesu FOZZ nie zwieńczy żadnego dzieła, ale może się stać początkiem końca obecnej klasy politycznej. I oby tak się, wreszcie, stało!
Jerzy Przystawa
Wyświetlony 5256 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.