wtorek, 31 sierpień 2010 21:06

Blaga czy sztuka?

Napisał

Przed kilkoma laty rządowa telewizja nadawała audycję poświęconą pornografii. Do studia zaproszono ekspertów, m.in. panią prof. Marię Szyszkowską, która, jak wiadomo, jest z zawodu filozofem. Pani prof. Szyszkowska zauważyła m.in., że zdefiniowanie pornografii przekracza możliwości umysłu ludzkiego. Złośliwy przypadek zrządził wszelako, chyba nawet już następnego dnia po tym programie, że na warszawskim Bazarze Różyckiego sierżant policji schwytał sprzedawcę kaset wideo, na których były filmy pornograficzne. Wbrew przypuszczeniom pani prof. Szyszkowskiej okazało się, że rozpoznanie pornografii, które musi przecież być poprzedzone jej zdefiniowaniem, nie przekracza bynajmniej możliwości umysłowych sierżanta policji z komisariatu przy ul. Cyryla i Metodego w Warszawie. W takim razie opinię pani prof. Szyszkowskiej, która, być może, wyrobiła ją sobie na podstawie kontaktów z pracownikami naukowymi Instytutu Filozofii UW, trzeba uznać za nazbyt pesymistyczną.

Na ten mankament filozofów zwrócił uwagę pan Bogusław Wolniewicz, też profesor filozofii, ale znany z precyzyjnych i jasnych wypowiedzi na różne tematy. Przyczyna tej precyzji i jasności z pewnością wynika z intelektualnych zalet prof. Wolniewicza, ale być może, pewną rolę odgrywa też okoliczność, że jest on już na emeryturze, dzięki czemu nie musi w takim, a może nawet żadnym stopniu akomodować się do wymagań politycznej poprawności i wyznawania innych zabobonów, jak filozofowie nadal pozostający w zatrudnieniu. Mówi się, że starość nie radość, ale wydaje się, że ma ona pewne zalety, podobnie jak niektóre śmiertelne choroby. Tak w każdym razie uważał pewien mężny Czech, kiedy we wrześniu 1968 roku, po interwencji wojsk Układu Warszawskiego, Gustaw Husak zapowiedział, że teraz zostanie wprowadzony "prawdziwy komunizm". ? Ja se ne boim, ja mam raka! ? zakrzyknął nasz bohater. Podobne trudności, jak zdefiniowanie pornografii, sprawia dzisiaj zdefiniowanie sztuki. Kiedyś sztuce stawiano pewne wymagania, np. żeby charakteryzowała się harmonią, ale te czasy należą, niestety, do zamierzchłej i zapomnianej przeszłości. Dzisiaj za sztukę uważane jest wszystko, co zostało zrobione przez artystę, nawet jeśli jest to tylko kupa. No dobrze, to jest już jakaś wskazówka; teraz trzeba tylko ustalić, kto jest artystą, a kto nie, i sprawa załatwiona. Pewnej wskazówki w tym względzie dostarcza nam niezawodny język francuski, w którym znajdujemy dwa bardzo podobne słowa: l"artiste ? oznaczające artystę oraz l"artisan ? oznaczające rzemieślnika. Jak nietrudno się domyślić, obydwa te słowa wywodzą się od trzeciego, mianowicie od słowa l"art., oznaczającego sztukę. Można zatem powiedzieć, że zarówno l"artiste, jak i l"artisan oznaczają ludzi, którzy potrafią robić sztukę. Jeśli, dajmy na to, akrobata potrafi wykonać salto, uważamy go za artystę cyrkowego. Posiadł on bowiem pewne umiejętności, bez których wykonanie salta nie jest możliwe. Kto nie wierzy, niech spróbuje. Wydaje się zatem, że posiadanie pewnych umiejętności i to umiejętności raczej rzadkich, jest warunkiem sine qua non uznania kogoś za artystę, a przynajmniej ? za rzemieślnika. To kryterium pozwala nam odróżnić artystę od osobnika, który biega na golasa po Nowym Świecie w Warszawie, albo od damy, która pozwala fotografować się bez majtek, a potem rozwiesza te zdjęcia w galeriach sztuki. Bieganie na golasa po ulicy czy pozowanie bez majtek do fotografii, nie wymaga żadnych rzadkich umiejętności poza odrobiną tupetu, który, zwłaszcza w pewnych środowiskach, spotykany jest raczej w dręczącym nadmiarze, zatem z pewnością nie jest rzadki, o ile w ogóle można uznać go za umiejętność. Ten tupet, mówiąc nawiasem, ułatwia osobom podszywającym się w ten sposób pod artystów, wmawianie innym, że tego rodzaju ich wyczyny charakteryzują się jakąś metafizyczną otchłannością czy ukrytymi pod warstwą zwyczajności tajemnymi znaczeniami. Wielu półinteligentów, zwłaszcza dysponujących państwowymi pieniędzmi lub uprawiających w mediach tzw. krytykę, w obawie przed zdemaskowaniem i ośmieszeniem, skwapliwie tupeciarzom potakuje i napycha im kieszenie pieniędzmi zrabowanymi Bogu ducha winnym podatnikom. Tupeciarzy zatem możemy śmiało i z czystym sumieniem wykluczyć z szacownego grona artystów, a nawet ? z grona rzemieślników, bo ani jedni, ani drudzy nie mogą być wyłącznie blagierami. Wydaje się, że artyści i rzemieślnicy powinni tępić ich ze szczególną bezwzględnością we własnym interesie, bo niewątpliwie przede wszystkim w ich interesie leży oddzielenie królestwa sztuki i rzemiosła od blagierskiej strefy łobuzerii.

(?)

 

Stanisław Michalkiewicz
Wyświetlony 5458 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.