poniedziałek, 13 wrzesień 2010 12:23

Nie tędy droga

Napisane przez

Międzynarodowe instytucje zajmujące się ochroną zdrowia mają zbyt duży wpływ na kształtowanie polityki regionalnej w tym zakresie. Regionalizacja wymusza także prowadzenie określonej polityki wewnętrznej w poszczególnych krajach. Tymczasem takie instytucje jak Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), same wymagają radykalnej restrukturyzacji.

Biurokratyczny system globalnej ochrony zdrowia znalazł się na zakręcie historii. Pomimo gigantycznych kwot łożonych na programy prozdrowotne, liczba chorych na śmiertelne choroby zakaźne rośnie z roku na rok. Być może, trudno w to uwierzyć, ale najgroźniejszymi chorobami, z którymi boryka się świat, jest nie tylko AIDS, ale przede wszystkim malaria i gruźlica. Niestety, prowadzona przez WHO polityka zwalczania wymienionych schorzeń jest nieskuteczna. Zamiast zdrowieć, coraz więcej pacjentów zostaje zakażonych. Wyciągane z kieszeni podatników środki są zwyczajnie marnotrawione. Zmiana prowadzonej polityki jest nieunikniona.

Przerażające fakty
Na świecie jest coraz więcej chorych, ponieważ urzędnicy zatwierdzają do użytku leki, które są nieskuteczne. Światowa opinia publiczna była wstrząśnięta, gdy tę wiadomość podały najbardziej znane czasopisma naukowe "The Nature" i "The Lancet". Liczba zgonów z powodu malarii zwiększyła się o 15 proc. Dramatycznie wzrasta liczba zachorowań na AIDS i gruźlicę. Na choroby zakaźne umiera rocznie kilka milionów ludzi. Co to nas obchodzi? Jedne z największych ognisk zapalnych wymienionych chorób znajdują się tuż obok, za wschodnią granicą.
Cóż robią urzędnicy, aby zatrzymać globalną epidemię chorób zakaźnych? Najczęściej przeszkadzają korporacjom we wdrażaniu nowych leków. Latem tego roku, Światowa Organizacja Zdrowia zahamowała proces wdrażania dwóch nowych preparatów antyretrowirusowych, produkowanych przez firmy indyjskie. Powód? Łamanie praw patentowych, a potem niezgodność składników preparatów z normami. Sprzeczność? Tak. Nikt na rynku nie kwestionuje jakości odpowiedników leków produkowanych przez indyjskie firmy farmaceutyczne. Nikt, poza urzędnikami.
Są jeszcze inne czynniki uniemożliwiające hamowanie rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych na świecie. Urzędnicza machina praktykująca centralne planowanie i rozdawnictwo stała się niewydolna. Rządy krajów ubogich, które często są niczym innym, niż reżimami socjalistycznymi, uczyniły z pomocy międzynarodowej źródło pewnych zysków. Na rejestracje leków w Afryce czeka się nawet lata. Preparaty stają się coraz droższe, bo są obkładane cłami importowymi, opłatami rejestracyjnymi i podatkami. Biurokraci stworzyli więc dodatkową barierę oddzielającą chorych od pomocy.

Prześwietlić urzędasów
Reformę światowego systemu ochrony zdrowia należy więc zacząć od jej biurokratycznej nadbudowy. Oczywiście, najlepiej byłoby rozwiązać nikomu niepotrzebne i archaiczne instytucje, które przynoszą korzyści nie chorym, ale zatrudnionym w nich pracownikom. Dopóki jednak takie organizacje jak WHO istnieją, wszelkie procedury koncesjonowania pomocy międzynarodowej powinny być krystalicznie przejrzyste. Być może, wtedy dowiedzielibyśmy się, dlaczego leki, które zamierzała włączyć do swojej terapii organizacja Lekarze bez Granic (fr. Medicines Sans Frontiers), zostały nagle usunięte z list WHO?
Światło jupiterów powinno być rzucone na system finansowania międzynarodowej pomocy humanitarnej. Warto zauważyć, że wszystkie programy są opłacane z kieszeni podatników, a Unia Europejska wezwała ostatnio Polskę do zwiększenia środków na ten cel, o czym poniżej. WHO, UNICEF, Bank Światowy i USAID wydają rokrocznie 30 mld dolarów na ten cel. Co dzieje się z tymi pieniędzmi, skoro ich wydawanie nie przynosi efektu?
Wreszcie rentgenowskim badaniom powinni poddać się urzędnicy odpowiedzialni za wydawanie poszczególnych decyzji. Najwięcej korzyści z "darmowej" pomocy humanitarnej czerpią kraje biegłe w wypełnianiu procedur biurokratycznych. Nietrudno się domyślić, że w czołówce znajdują się Indie, mimo iż sytuacja w tym kraju nie jest tak dramatyczna, jak np. w Czarnej Afryce, gdzie ludzie zmuszeni są do przeżycia za dolara dziennie i chorują często na kilka chorób jednocześnie.
Naturalnie także w przypadku rozwiązywania globalnych problemów zdrowotnych brakuje wolnego rynku. Hamowanie rozwoju epidemii nie musi być tak drogie. Nowoczesne leczenie gruźlicy za pomocą terapii DOTS kosztuje 1/17 tego, co wydaje się na leczenie AIDS. Tylko konkurencja i dopuszczanie do użycia innowacyjnych preparatów może uzdrowić sytuację. Leczenie malarii jest tak drogie, ponieważ choroba uodporniła się, uwaga!, na blisko 90% podawanych leków! Wreszcie rządy, do których napływa pomoc międzynarodowa, powinny zrezygnować z opodatkowania i regulacji na rynku medycznym, aby pomóc tym samym swoim obywatelom. Jak państwo ma stanąć na nogi pod względem ekonomicznym, skoro większość jego mieszkańców zamiast pracować ? choruje?

Nie ulegajmy propagandzie
Właśnie w mediach głównego nurtu ruszyła kampania, wspierana przez instytucje międzynarodowe, mająca uświadomić Polakom, w jakim szczęśliwym kraju żyją i że powinni być zadowoleni ze swego położenia. Mało tego, z globalnej perspektywy, jesteśmy narodem zamożnym. Dlatego powinniśmy dzielić się z tymi, którzy nie mają szczęścia żyć w zdrowiu i dobrobycie.
Z dramatycznym apelem do sumień rodaków wystąpił w "Gazecie Wyborczej" Włodzimierz Cimoszewicz. W tekście, który zapewne odwołuje się do mitycznej lewicowej wrażliwości, minister spraw zagranicznych przekonuje, że Polskę stać na pomoc humanitarną. Oczywiście, szefa MSZ stać na każdy gest, dysponuje on bowiem środkami podatników. Jeśli ktoś odwołuje się do etyki miłosierdzia i solidarności, wydając cudze pieniądze, prezentuje duże poczucie humoru.
Polakom nie trzeba przypominać o dobroczynności. Polacy są szczodrzy, dowodzi tego każda akcja pomocowa, spotykająca się z masowym odzewem. Natomiast szkodliwe jest nawoływanie do poddawania się przymusowej redystrybucji globalnej. Międzynarodowe instytucje, bazujące na centralnym planowaniu, straciły bowiem zdolność do rea-gowania na potrzeby Trzeciego Świata.

(?)

 

Tomasz Teluk

Wyświetlony 2427 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.