czwartek, 23 wrzesień 2010 10:30

Niemcy i Polacy - nie zawsze było źle

Napisane przez

Dzieje konfliktów z zachodnim sąsiadem stanowią jeden z filarów naszej świadomości historycznej. I trudno, żeby było inaczej, skoro większą część ostatnich stuleci w niemiecko-polskich stosunkach wypełniają rozbiory, wojny i okupacje. Rozmiar zaznanych krzywd przesłania nam liczne wątki przyjaźni, współpracy, a nawet walki po tej samej stronie barykady.

Wprowadzając swoje państwo do świata chrześcijańskiego Mieszko I wolał uniknąć zbliżenia z Niemcami. Obawiając się uzależnienia od zachodniej potęgi ? wybrał pomoc południowych pobratymców. Starsza od naszej czeska struktura kościelna aż przez blisko cztery stulecia musiała jednak tkwić w podległości metropolii mogunckiej. Dopiero Karol IV w 1344 r. doprowadził do powstania pierwszego nad Wełtawą arcybiskupstwa. My własne utworzyliśmy już 34 lata po chrzcie, co w istotnej mierze zawdzięczamy cesarzowi Ottonowi III. Jego przedwczesna śmierć przekreśliła oparte na przyjaźni władców Polski i Niemiec plany mające zapewnić naszemu krajowi wyjątkową pozycję w Europie. W X i XI w. niemieckie hufce wspierały nas jednak m.in. w zmaganiach z Czechami i Rusią. W znacznej mierze na nich opierał się odbudowujący państwo Kazimierz Odnowiciel.
Ścisłe związki Piastów śląskich z książęcymi rodami Rzeszy zwykle kojarzą się nam nie najlepiej, gdyż ich koronnym skutkiem było zniemczenie i utrata zachodnich dzielnic Polski. Nie było to jednak efektem jakiegoś przemyślanego, dalekosiężnego planu. Często wręcz przeciwnie ? związki z zachodnim sąsiadem zapisały wiele bardzo pozytywnych kart. Miały miejsce liczne zatargi, ale też wielu Piastów brało za żony niemieckie księżniczki, jak i Piastówny nierzadko wychodziły za niemieckich margrabiów. Małżonka Henryka Brodatego ? św. Jadwiga (księżniczka Andeksu i Meranu) przyswoiła sobie polszczyznę, bez której w nowej ojczyźnie nie mogłaby spełniać misji niesienia pomocy znajdującym się w potrzebie. Sam Henryk Brodaty w 1227 r. ocalał z rzezi w Gąsawie osłaniany ciałem bawarskiego rycerza, który czyn ten przypłacił życiem. W 1241 r. na pomoc w walce z Mongołami nie przybyli proszeni o to Czesi. U boku Henryka Pobożnego stawili się natomiast rycerze niemieccy, templariusze, a podobno nawet oddział... krzyżaków! Według Długosza z posiłkami pospieszył sam mistrz Poppo von Hosterno. Warto pamiętać, że w bitwie pod Legnicą po jednej stronie, w wielkiej liczbie, walczyli obok siebie i ginęli Polacy i Niemcy.
Przez kilka stuleci ogromna część naszych miast była wznoszona i zasiedlana przy znaczącym udziale przybyszów zza Odry. Miewało to negatywne strony, ale też jakże często ? owocowało korzyściami. Niemiecki rodowód mieli Wierzynek, Wit Stwosz, Jan Dantyszek i wszyscy pierwsi drukarze. Imię Polski głosił w Europie wykształcony na krakowskiej Akademii wielki humanista niemiecki Conrad Celtis. Do końca życia na Wawelu działał Hans Dürer (brat Albrechta) ? nadworny malarz Jagiellonów. Sekretarzem Zygmunta Starego i wybitnym ekonomistą był Jost Ludwig Dietz ? Decjusz. Niemal w tym samym czasie wielki wpływ na malarstwo bawarskie wywarł Jan Polak ? renesansowy malarz znacznie bardziej znany w Niemczech, niż w Polsce. Spolonizowanym przybyszem z Wirtembergi był krakowski medyk, który przeszedł do legendy jako Jan Twardowski. Z kolei najsławniejszy alchemik XVI w. ? Georg Faust ? wykształcenie zdobywał na Akademii w Krakowie. Znaczna część naszego mieszczaństwa wywodzi się z dawnych niemieckich osadników. Brzmienie nazwisk wielu ludzi ogromnie dla Polski zasłużonych pozwala przypuszczać, skąd przybyli ich przodkowie. Ileż takich znajdziemy na Powązkach ? wśród mogił bohaterów Powstania Warszawskiego! W okolicach Poznania do dziś używa się czasem słowa "Bamber" na określenie przedsiębiorczego rolnika. Wzięło się ono od siedemnastowiecznych osadników z Bambergu, którzy spolonizowali się, w XIX w. przeciwdziałając już polityce germanizacyjnej.
W polsko-niemieckich kontaktach gospodarczych wcale nie był regułą "ruch w jedną stronę", tj. przybywanie do nas fabrykantów poszukujących miejsc dogodnych do inwestycji. Polacy odnosili też gospodarcze sukcesy w Niemczech. Maszyny Cegielskiego wygrywały konkurencję z wyrobami najlepszych fabryk znad Renu. Wybitnym wynalazcą i przedsiębiorcą był w dziewiętnastowiecznym Berlinie Michał Dobrowolski ? późniejszy dyrektor koncernu AEG. W tamtych czasach niemiecką stolicę zamieszkiwało ok. stu tysięcy Polaków i liczba ta nie zawierała w sobie wyłącznie proletariatu. M.in. w Bochun aktywnie działało Polskie Towarzystwo Przemysłowe. Już w XVIII w. znaczącym właścicielem manufaktur w Berlinie był Jan Ernest Gockowski. Słynął jako właściciel znakomitego zbioru sztuki. W 1759 r., gdy Rosjanie zdobyli Berlin ? jego wspaniała kolekcja została zagrabiona i posłużyła jako przyczynek do utworzenia przez Katarzynę II pinakoteki Ermitażu. Jak wiadomo, fundamentem tego petersburskiego muzeum jest to, co zostało zrabowane Polakom. Skoro kolejny raz o artystach mowa ? nie sposób pominąć "monachijczyków". "Polnische Landschaften" powstające pod pędzlami Gierymskiego, Chełmońskiego, Brandta i kilkunastu innych malarzy przez długi czas cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, osiągały wysokie ceny i do dziś są ozdobą salonów.
Wielu Niemców przybywających na polską służbę oddawało się jej naprawdę bez reszty. Zasłużonym sekretarzem Stefana Batorego był Reinhold Heidenstein. Martin Opitz w podobnej roli występował u boku Władysława IV. Wielu dowódców i żołnierzy walczących w obronie Rzeczpospolitej w XVII w. pochodziło z Niemiec. Naszym sojusznikiem w czasie szwedzkiego Potopu były wojska Melchiora Hatzfelda, a bitwa wiedeńska z 1683 r. to kolejna z tych, w których Polacy i Niemcy walczyli po tej samej stronie. Ciekawostką jest, że wywodzący się z niemieckich kręgów i żonaty z Niemką twórca Legionów Polskich we Włoszech gen. Jan Henryk Dąbrowski do końca życia słabo władał polszczyzną. Wielbił kulturę naszego kraju, życie poświęcił walce o jego wolność, ale nawet rozkazy wydawał często z pomocą tłumacza.
Także w okresie niewoli narodowej nie brakowało Niemców gotowych "przejść na polską stronę". Późniejszy dyrektor paryskiej Szkoły Centralnej Sztuk i Rzemiosł ? Filip Neriusz Walter nie znał dobrze naszego języka, gdy podążył na pomoc Powstaniu Listopadowemu. Później był cenionym współpracownikiem m.in. Josepha Gay-Lussaca, do końca życia będąc postrzeganym jako polski patriota o niemieckich korzeniach. Wojciech von Winkler języka polskiego zaczął się uczyć dopiero w czasach studenckich. Przyjął nazwisko Kętrzyński, walczył w Powstaniu Styczniowym, zasłynął jako największy badacz historii Warmii i Mazur oraz dyrektor Biblioteki Ossolińskich. Ilu z nas pamięta, że nauczyciel Mickiewicza, wielki historyk i prezes Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu ? Joachim Lelewel wcześniej nazywał się Loelhoeffel de Loevensprung i pochodził ze świeżo osiedlonej w Królewcu niemieckiej rodziny?

(?)
Grażyna Ślęzak
Wyświetlony 5644 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.