czwartek, 23 wrzesień 2010 10:33

Dziennik podróży do kresu doświadczenia

Napisane przez

Z różą i księżycem w herbie, najnowsza (trzecia z kolei) książka Henryka Skwarczyńskiego, publikującego w kraju, ale mieszkającego od lat pod Chicago, skłoni, jak sądzę, wszystkich, którzy w podobnym czasie, na przełomie dramatycznych lat osiemdziesiątych ? znaleźli się nagle i nieoczekiwanie dla siebie, we Francji, w Stanach Zjednoczonych, w Australii czy w Afryce Południowej ? do nieuchronnych, emocjonalnych, ale też refleksyjnych porównań.

Tym razem zaoferował nam ten autor swoisty dziennik peregrynacji polskiego emigranta z epoki "stanu wojennego" po zawiłych traktach późniejszego życia i choć przypomniał tylko pewne punkty, charakterystyczne przystanki i zwroty własnej przygody duchowej minionych lat dwudziestu, otworzył mimowolnie wrota dla rozległej konfrontacji losów całego pokolenia. Na temat którego postawił kiedyś Jacek Kaczmarski bystre pytanie: "Co się stało z nasza klasą?". Albowiem niezależnie od tego, na jaki kontynent i w jakie nowe środowisko rzucił nas wtedy los, najistotniejsze pytania, które pamięta się do dziś, pozostają w końcu takie same. Ujmujący zaś sposób, w jaki spogląda na swoją emigracyjną młodość i lata dojrzałe, spędzone "w wolnym świecie", autor umieszczający we własnym herbie różę i księżyc, czynią lekturę seansem zbiorowej podróży w przeszłość, szczególnym doświadczeniem, które bierze czytelnika w swoje władanie, i nie opuszcza go od początku do końca całej lektury.
Skwarczyński zamyka zbiór swoich refleksji z wielu miejsc i stron pięknego świata, do którego klucz dała mu dopiero emigracja (bowiem obsesyjnym niemal motywem przewodnim jest zawsze u niego podróż, zmieniające się pejzaże i obrazy za oknami z rzadka zatrzymującego się pociągu) swoistą, poetycką klamrą. Oto do pokoju pisarza, który niepostrzeżenie przekroczył conradowską "smugę cienia", w jego spokojnej przystani na południu Chicago, zaczynają nagle pukać postacie i obrazy z przeszłości, których jest tak wiele, że nadchodzi czas na ich spokojniejsze sortowanie, niczym wkładanie wybranych zdjęć do pamiątkowego albumu. Książka jest formalnie wyborem kilkunastu tekstów odnoszących się do minionych etapów własnej kariery i życiowej drogi, ale w istocie pisarza interesuje głównie własna podróż duchowa do kresu osiągniętego doświadczenia. Jak migawki pojawiają się w kolejnych rozdziałach epizody z Paryża (gdzie wystąpił o azyl polityczny), Waszyngtonu (tam podjął pracę w "Głosie Ameryki") czy Kalifornii (gdzie czas jakiś uczył języka i abecadła naszej kultury przyszłych dyplomatów) oraz z Monachium (w związku z pracą dla "Wolnej Europy"), wreszcie z tylu doraźnych podróży, we wszystkie niemal strony świata. To na Maltę, to na "bezdroża Tasmanii", do Buenos Aires i na Machu Picchu, do maoistowskiego Pekinu i świętego azylu Miyajimy. Co w istocie tak gnało przez życie naszego pisarza, i co słyszy on dziś "w krzyku dzikich gęsi", rezydując sobie spokojnie na obrzeżach "Rzeczypospolitej Chicago"?
To bardzo istotne i dobre pytanie ? mimo tylu podróży i docelowych miejsc, które tak namiętnie i niespokojnie "zaliczał" przez całe lata Skwarczyński ? jest on raczej skłonny dzielić się w tej książce raczej tym, co wtedy działo się w nim, w jego świadomości, w procesie budowania własnego wewnętrznego świata, kompletowania pisarskiego dekalogu i zarazem, ludzkiego spełniania. Ta bardzo osobista, urokliwa w szczegółach książka wydaje się niezwykła, zwłaszcza na tle tego wszystkiego, co zaoferowało dotąd pokolenie "emigrantów lat osiemdziesiątych". Symbolem pozostaje wciąż "Konspira", głównie teksty poprzestające raczej na kreowaniu własnej legendy, jako tych, którzy zwalili z piedestału bryłę monstrualnego komunizmu. Ale co na temat ich samych? Przeobrażeń, jakim ulegli, celów, do których ostatecznie doszli? To znów śpiewał o tym tylko Jacek Kaczmarski w gorzkim Dwadzieścia lat później. Polityka i historia jest, nota bene, stale obecna w książce Skwarczyńskiego, który wie, co robi, kiedy dobitnie przypomina czytelnikom: urodziłem się kiedy żył jeszcze Stalin, a zadane ludzkości przez Hitlera rany były świeże. Tak jak wówczas, kiedy wskrzesza teraz, z dystansem i humorem, swój "bieg do wolności" na placu Concorde w Paryżu, kiedy w lutym 1980 r. z bijącym sercem zbliżył się do wartownika ambasady amerykańskiej, domagając się natychmiastowego widzenia z dyżurnym oficerem wywiadu. Już tamta przygoda kryła zapowiedź przyszłych paradoksów, jakie licznie czekać miały na niego na emigracji...
Pasja autora i jego pokoleniowej formacji wyjdzie jeszcze nie raz na powierzchnię, w nieoczekiwanych zresztą miejscach, choćby tak jak w Monachium, kiedy pijąc dobre, zimne niemieckie piwo i bawiąc się z kompanem anegdotami o zwrotach w życiu Adolfa Hitlera, Skwarczyński mrozi wręcz cytatami, które dla niego samego stały się kwintesencją pamięci tamtych czasów, wojny i okupacji. Albo we współczesnym Pekinie, kiedy szybko orientuje się w nasilającej się grze fanatycznej inwestygacji, pozornie dyskretnej, jakiej podlega w komunistycznej rzeczywistości, wraz z grupą "ludzi Zachodu", w której się znalazł. Każda z tych wyjściowych sytuacji jest u Skwarczyńskiego tylko odskocznią dla oferowania czytelnikowi kolejnej porcji własnych przemyśleń o świecie, jego poznanych prawidłach i odpowiedzi na wyzwania, jakie napotkał ? w imię wierności sobie, afirmowania własnych zasad, zachowania integralności duchowej i pisarskiej.
Zaskakując co krok czytelnika swoją wyjątkową bujną erudycją, wyniesioną niechybnie z dobrego, przedwojennego polonistycznego domu (ojciec Henryka, prof. Zdzisław Skwarczyński, był cenionym badaczem literatury) oparta przede wszystkim na rozległych lekturach własnych, autor Z różą i księżycem w herbie oprowadza nas po swoim świecie, którego punkty odniesienia wyznaczają młodzieńcze objawienia ? Rozmyślania Marka Aureliusza, Don Kichot Cervantesa, opis podróży dookoła świata Karola Darwina, a także parę książek Josepha Cambella ? i, jak dowiemy się tego jeszcze gdzieś indziej, wszystkie powieści awanturnicze Roberta Louisa Stevensona...

(?)


Henryk Skwarczynski: Z różą i księżycem w herbie. Wydawnictwo Rosner i Wspólnicy, Warszawa 2004. Stron 200.

Wojciech A. Wierzewski
Wyświetlony 3730 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.