czwartek, 23 wrzesień 2010 10:51

Jak prywatyzował się PKO BP

Napisane przez

Stojący w kolejkach po akcje największego banku w Polsce wieszali psy na ministrze skarbu. - Socha powinien wylecieć za ten numer – uważała większość kolejkowiczów. Pospolite ruszenie, jako instrument propagandowy, okazało się niewypałem.

W piątek około dziewiątej rano pod oddziałem PKO BP zaczęli się kręcić pierwsi chętni. ? Przyleciałam, bo sąsiadka mówiła, że jej pacjent jest szefem kolejki. Zapisałam męża i córkę ? będziemy stali na zmianę ? mówi kobieta w średnim wieku. Ktoś szuka kartki, ktoś podaje długopis, padają pierwsze nazwiska.

Trzy dni do otwarcia
? Dostałem prestiżowy numer 17, w tak zwanej pewnej dwudziestce ? chwali się Maciek. Ktoś na liście dyskusyjnej "Parkietu" ? forum często odwiedzanego przez inwestorów, obliczył dzieląc liczbę akcji prywatyzowanego banku przez ilość oddziałów, że pierwsza 20 inwestorów może być pewna swego, nawet, jeśli kilka osób będzie upoważnionych do złożenia kilku zleceń. Koło 11.00 na liście wpisanych jest już 30 osób. Na 12.00 zostaje zwołane pierwsze zebranie organizacyjne.
W południe, gdy na wieży pobliskiego kościoła zaczęto bić na Anioł Pański, będzie sprawdzana obecność. Listą społeczną opiekuje się Andrzej ? wysoki blondyn około 30. architekt i budowlaniec. Pewnie dlatego sprawnie kieruje grupą nieznanych mu ludzi, przydzielając im zadania i organizując porządek wokół banku. W żółtym renault Clio siedzi dwóch górali, którzy stawiają domy mieszkańcom Śląska. Nie opuszczą do końca obywatelskiego posterunku dyżurując 24 godziny na dobę.
Kolejka stanowi przekrój społeczny średniej wielkości miasta: przedsiębiorcy, studenci, emeryci. Zauważam dwóch emerytowanych wojskowych, protetyka, żonę znanego adwokata. Wszyscy będą stali po kilka godzin na dobę, dobrowolnie, bez żadnego przymusu. Organizacja przebiega nadzwyczaj sprawnie. Dyrektor oddziału przyjmuje delegację kolejkowiczów. Padają pomysły, jak sprawnie przeprowadzić zakładanie lokat prywatyzacyjnych i jak nie dopuścić do ekscesów w poniedziałek.

Dwa dni do otwarcia
Ludzie zaczynają się poznawać. Odżywają kolejkowe obyczaje. Pojawiają się krzesełka, emeryci okrywają się kocami ? widać to ich nie pierwsza kolejka. Ktoś intonuje nostalgiczny temat ? panie, ile to się kiedyś stało w tych kolejkach, ale nikt nie jest skory go ciągnąć ? panuje raczej atmosfera wstydu, upokorzenia. Bo czy ktokolwiek wyobraża sobie, aby jakikolwiek bank na świecie wystawiał swoich przyszłych akcjonariuszy na kilkudniowe stanie w ogonku?
? Wie pan co, to żenujące. Cały rząd powinien podać się do dymisji ? sugeruje elegancka pani po pięćdziesiątce. Pamiętam stałam kiedyś całą noc w kolejce za komuny, gdy ukradli mi oponę od malucha, pan pewnie nie pamięta tych czasów ? mówi. ? Od tego czasu przyrzekłam sobie, że nikt nie będzie mną pomiatał w ten sposób. Do widzenia ? uśmiecha się i odchodzi.
Do chłopaków w samochodzie podchodzi kobieta, która mieszka w bloku naprzeciwko. ? Panowie tak marzną. Proszę kanapki. Zaraz zniosę herbatę, z cukrem czy bez? ? częstuje, zażenowanych tą niespodziewaną życzliwością, górali. Ktoś stoi z psem. Następni zapisują się na listę. Jest tylko 70 osób, niewiele w porównaniu z sytuacją w innych miastach. Emeryt w prochowcu sieje defetyzm: ? Eeee, panie, to się nie opłaca, ta cała prywatyzacja to złodziejstwo, po co mam stać, jak i tak nic za to nie dostanę.

24 godziny do otwarcia
Jest niedziela. Siedzę w samochodzie przed bankiem z Basią i Markiem. Przyjechali toyotą Avensis ojca Basi, który jest kierownikiem w hucie. Pożyczyli pieniądze od rodziców. Zamierzają się pobrać. Za zarobione na prywatyzacji pieniądze chcą umeblować mieszkanie, które wciąż stoi puste. Marek pracuje w firmie, Basia w aptece. Po raz pierwszy inwestują na rynku kapitałowym.
Giełdowych debiutantów jest sporo. Niektórzy liczą, że dzięki tej inwestycji ich życie zmieni się tak, jak po wygranej w totolotka. ? Będzie tak jak z Bankiem Śląskim, zobaczycie ? marzy pan z siwymi włosami. Inni deklarują, że będą trzymać papiery co najmniej przez rok, aby zarabiać na dywidendach. Bardziej niecierpliwi odgrażają się, że akcje upłynnią tuż po debiucie.

(?)

 

Tomasz Teluk
Wyświetlony 3339 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.