czwartek, 23 wrzesień 2010 10:53

Na krawędzi

Napisane przez

Kampania przed referendum unijnym ujawniła zasadniczy, głęboki podział społeczeństwa, który dzieli je na niemal dwie równe części. Nie można go zlekceważyć, gdyż w bardzo dużej mierze pokrywa się on z podziałem fundamentalnym, jakim w kraju wciąż ubogim jest poziom dochodów. Ludzie od-rzucający Unię to ludzie odrzucający obecną polską rzeczywistość - i ośmielam się twierdzić, że ich wybór jest przede wszystkim protestem przeciw pauperyzacji, w dalszym planie dopiero mając przyczyny ideowe. Od 1989 r. ze strony "grup trzymających władzę" słyszeliśmy ostrzeżenia przed, jak to sformułował Adam Michnik, "zimną wojną domową". Trzeba stwierdzić, że właśnie w wyniku ich polityki znaleźliśmy się dziś na jej przedprożu.

Podział na ? jak to ujął bp. Pieronek ? Polskę Michnika i Polskę Rydzyka jest podziałem brzemiennym w głęboki, endemiczny konflikt. Są to, mówiąc popularnie, dwa światy ? i będą one musiały zetrzeć się ze sobą w walce o przestrzeń publiczną, czego przedsmak daje kwestia plakatów z pederastami. Jedynym środowiskiem buforowym między tymi potężnymi formacjami jest obecnie Prawo i Sprawiedliwość. PiS na pewno nie zrezygnuje z walki o zaostrzenie represji karnych i głęboką, powszechną sanację aparatu wymiaru sprawiedliwości wraz z policją. Tymczasem żadne z tzw. odpowiedzialnych, jak je nazywa "Gazeta Wyborcza", ugrupowań nie chce się ? jak na razie ? do niego przyłączyć. Establishment nie widzi dla nas miejsca w instytucjach publicznych. Temperaturę konfliktu ilustruje propozycja Janusza Majcherka, by w ogóle wyeliminować prawicę z polityki: Scena polityczna bez prawej strony byłaby anomalią, ale taką, którą można znieść.
Ścisła zależność biznesu od polityków jest objawem anachronizmu historycznego. Jeśli dodamy do tego znany każdemu fakt, że o tym, czy otrzyma się posadę, decydują głównie koneksje ? coraz częściej rodzinne ? otrzymamy obraz Polski, do którego całkiem dobrze pasuje termin "feudalizm".
Okres przechodzenia od feudalizmu do kapitalizmu merkantylnego był niezwykle burzliwy. Byłoby myśleniem życzeniowym sądzić, że w naszym przypadku będzie inaczej. To, co obserwujemy, to "rozdrobnienie feudalne", które można porównać do zasady "wasal mojego wasala nie jest moim wasalem". Widzimy to głównie na przykładzie SLD i grupy prez. Kwaśniewskiego, ale proces ten znajduje także odbicie w innych środowiskach politycznych.
Prawdopodobnie więc stoimy przed okresem Frondy, kiedy to poszczególni magnaci będą próbować wykroić dla siebie udzielne księstwa. W naszych czasach miarą władzy nie jest ziemia, lecz pieniądz, a oznaką prestiżu nie są prywatnie armie, lecz prywatne środki przekazu. Afera Rywina to w takiej perspektywie preludium wojen o telewizję, radiostacje i prasę.
Nowoczesna gospodarka wymaga określonego poziomu innowacji oraz mobilności społecznej, czyli nadziei na awans zawodowy. W Polsce nauka nie ma praktycznie nic do zaoferowania przemysłowi, struktury społecznie zaś uległy zupełnemu skostnieniu. Wystarczy spojrzeć na zjawisko obecne w naszym kraju już od dłuższego czasu, a mianowicie dziedziczenie atrakcyjnych zawodów. Zostało to w ostatnich latach ujęte w formę powrotu do cechów, czyli zamykania się najbardziej dochodowych środowisk zawodowych przed dopływem młodych bez koneksji. To przypadki adwokatów i architektów (a podobny projekt krąży też w środowisku konserwatorów).
Struktury feudalne w Europie załamały się, bo nie były w stanie konkurować z centralizacją władców absolutnych wspartych przez mieszczaństwo. W krajach postkomunistycznych widzimy, że przedsiębiorstwa podłączone do władzy politycznej muszą utrzymywać całe "dwory" opłacanych przez nie (bezpośrednio lub pośrednio) "lobbystów". Otóż widać dziś wyraźnie, że walczące o byt społeczeństwa postkomunistyczne nie są w stanie utrzymać warstwy, którą na własny użytek nazywam szlachtą dworską.
Wbrew nadziejom niektórych, elity peerelowskie nie zdołały odegrać roli przewodnika wielkiej przemiany ? która kraj zatomizowanych grup, trzymających się razem na zasadach towarzysko-konformistycznych miała zmienić w nowoczesne państwo kapitalistyczne, oparte na inicjatywie jednostek i promujące korzystne innowacje tak w gospodarce, jak i w innych dziedzinach.
Zniszczenie kapitału moralnego "Solidarności" było zarazem zniszczeniem kapitału społecznego. Samo słowo "moralista" stało się po 1992 r. rodzajem politycznej inwektywy.
Poprzednie wybory wygrał AWS także dzięki obietnicy rozliczenia okresu PRL. Jednak nie miał warunków ? wewnętrznych i zewnętrznych ? by sprostać tej zapowiedzi. Dziś zaczyna dominować teza o konieczności ostatecznego zamknięcia tego tematu. Mówiąc wprost, stwierdza ona, że w PRL każdy, kto chciał zapewnić dzieciom minimum gwarancji życiowych, musiał pójść na mniejszy lub większy ? ale zwykle większy ? kompromis z władzą. Kto nie decydował się na to, podejmował ryzyko całkiem realnej deklasacji. Komunizm jawi się tutaj jako fatum, a Gomułka, Gierek czy Jaruzelski jako ziemscy namiestnicy bogów. W imię pokoju społecznego należy uznać kleptokrację, wyłonioną za rządów tych dwóch ostatnich, za podstawę klasy biznesmenów i finansistów, która przecież jest niezbędna w kapitalizmie.

(?)

 

Piotr Skórzyński
Wyświetlony 5050 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.