czwartek, 23 wrzesień 2010 10:55

Zabieganie o pamięć

Napisała

Z Romualdem Lazarowiczem rozmawia Natalia Dueholm

Kilka miesięcy temu otrzymał Pan nagrodę Kustosza Pamięci Narodowej za pracę w redakcji wydawnictwa "Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość w dokumentach".
Czy może Pan powiedzieć coś więcej na temat tego ogromnego przedsięwzięcia?
Zbiór Zrzeszenie "Wolność i Niezawisłość" w dokumentach obejmuje sześć tomów w ośmiu woluminach. To łącznie ponad cztery tysiące stron! Wydawnictwo ma sporą wartość dla badań nad najnowszą historią Polski. Sam pomysł nie był nowy. Koncepcję wytyczył zbiór Armia Krajowa w dokumentach, wydany przed laty w Londynie. I ta nasza praca jest w istocie pewną kontynuacją tamtej. Jest to logiczne, bo przecież i organizacja "Wolność i Niezawisłość" była największą niepodległościową organizacją, bezpośrednio kontynuującą tradycje AK.
Znaczenie naszego dzieła jest takie, że każdy, kto obecnie zamierza pisać na temat WiN ? i szerzej, powojennej historii Polski ? musi po tę pozycję sięgnąć. Bez tego rzetelne pisanie o tych sprawach jest po prostu niemożliwe. To ważne, bo wokół WiN przez wszystkie lata komunistycznej propagandy wyrosła cała góra kłamstw, do dziś zresztą podtrzymywanych przez bolszewickich pogrobowców.
Spiritus movens całego przedsięwzięcia był Mieczysław Huchla, człowiek niespożytej energii ? wieloletni prezes Zarządu Głównego Organizacji Społeczno-Kombatanckiej Zrzeszenie "Wolność i Niezawisłość", odrodzonego w tej formie w 1990 roku. Pan Huchla osobiście prowadził poszukiwania, a także sporządził kserokopie materiałów dotyczących WiN-u, znajdujących się w archiwach w kraju i w Londynie. W pracach redakcyjnych ofiarnie uczestniczyli także pp. Józefa Huchlowa (historyczka) i Zdzisław Wierzbicki (kustosz Ossolineum), a spory wkład wniósł również p. Andrzej Zagórski. Ja natomiast pełniłem rolę redaktora technicznego, co w tej akurat pracy wymagało sporego trudu. Przebijałem się często godzinami przez kopie prawie nieczytelnych maszynopisów i rękopisów.

Może jeszcze parę słów o samej nagrodzie?
Pełna jej nazwa to: Nagroda Kustosz Pamięci Narodowej im. Grzegorza Jakubowskiego. Została ona ustanowiona w 2002 roku przez Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej prof. Leona Kieresa. Nagroda przyznawana jest za szczególnie aktywny udział w upamiętnianiu historii Narodu Polskiego w latach 1939-1989. Ma charakter honorowy, a jej laureaci otrzymują tytuł Kustosza Pamięci Narodowej. Wręczana im jest statuetka i dyplom. Nagroda jest formą promocji zainteresowania narodową przeszłością, służyć ma ochronie wartości, dzięki którym Polska przetrwała przez lata zniewolenia.

W jaki sposób można dotrzeć do dzieła Zrzeszenie "Wolność i Niezawisłość" w dokumentach?
Podam może adres, gdzie można zamówić całość lub niektóre tomy:
Zarząd Obszaru Południowego WiN
skr. poczt. 28
30-960 Kraków 1
albo: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

O Waszej nagrodzie napisała "Rzeczpospolita". Czy wiadomo Panu o innych masowych mediach, które zwracają uwagę na takie patriotyczne nagrody?
"Rzeczpospolita" pisała o tym, bo była oficjalnym patronem uroczystości. Poza tym bodaj jedynie "Nasz Dziennik". Ta ostatnia gazeta znacznie częściej od innych pisze na tematy gdzie indziej "nieistniejące" i nie wstydzi się patriotyzmu. Często nie odpowiada mi sposób postrzegania przez nią świata, a na pewno jej lewicowość, ale w Polsce środowiska tradycyjnie patriotyczne prawie nie mają własnej prasy, spychane są w takie właśnie nisze. Cała reszta mediów zajmuje się głównie produkcją nowoczesnego szumu, wychodząc z założenia, że ważne jest tylko "dziś". Poznanie przeszłości wymaga pewnego wysiłku, więc po co im to? Z drugiej strony trzeba uważać, żeby nie przesadzić ? nachalnością można ludzi zniechęcić i do szlachetnych idei, i do poznawania przeszłości. Media zatem winny informować o takich uroczystościach, ale nie skupiać się głównie na nich, bo są one przecież tylko zwieńczeniem określonych działań, nie zaś samoistnymi faktami.
Niestety, wielu z nas przyzwyczajono do tego, że wyrazem patriotyzmu może być tylko celebra (nudna w istocie), sztandary, puste słowa i... można się rozejść. Generalnie nie przepadam za takimi imprezami. Niektórzy ich potrzebują i wiem, że się nimi podbudowują. Gdy jednak zestawić je z tym, co się dzieje w kraju ? z rozkładem państwa, skrajną demoralizacją i polityków, i części społeczeństwa, powszechnym chamstwem, rozszarpywaniem kraju przez grupowe egoizmy ? to patriotyczne imprezy stają się pustą atrapą.

Jest Pan wnukiem majora Adama Lazarowicza, straconego w 1951 roku wiceprezesa WiN. Wielu członków WiN-u zostało straconych po pokazowych procesach. Wie Pan dobrze, jak one wyglądały. Skazywano 12-, 15-letnie dziewczyny...
To, co wtedy władze (nominalnie polskie) wyrabiały z Polakami ? nie dość, że niewinnymi, to jeszcze najbardziej wartościowymi ? nie mieści się w wyobraźni współczesnych Polaków.
Przyjęło się uważać, że po krwawej, okrutnej wojnie nastąpił okres radosnej odbudowy, zgrzebny i twardy, ale de facto pozytywny. Władze nie do końca odpowiadały aspiracjom narodu, ale w sumie były polskie. Tymczasem trzeba na to patrzeć jak na nową okrutną okupację, rządy bandytów i sadystów. Wszystko było kłamstwem. Opróżnione niemieckie obozy zapełniły się ponownie, czasem nawet tymi samymi ludźmi! W pierwszych latach znalezienie się na Syberii ? bez jakiejkolwiek winy i bez sądu ? nie było niczym wyjątkowym, a wróciła stamtąd tylko część ludzi ? wyniszczonych i schorowanych. Terror był powszechny, katowanie i mordowanie tysięcy ludzi odbywało się dzień w dzień przez długie lata. WiN to wszystko dokumentował i alarmował o tym "świat". To było główne pole działania organizacji, nie zaś zbrojny opór. Był on bowiem skazany na niepowodzenie i kierownictwo organizacji dobrze o tym wiedziało. Zepchnięte do lasu grupy poakowskie podporządkowywały się WiN-owi, a ten szukał dla nich dróg wyjścia. Naczelną zbrodnią WiN-u w oczach ludowej władzy nie była bynajmniej działalność zbrojna (znikoma w istocie), lecz, po pierwsze, wierność Polsce i niezależność ideowa, podtrzymywana wbrew całemu terrorowi. I po drugie, demaskowanie przed światem prawdziwego oblicza komunistycznych porządków. WiN bowiem celnie niszczył informacyjny mur, którym komuniści odcinali Zachód od Polski. A było to przecież jedno z głównych narzędzi niewolenia krajów podbitych przez sowietów.
Co miesiąc WiN z wielkim trudem słał na Zachód doskonale udokumentowane obszerne raporty, kolportowane później przez zagraniczne przedstawicielstwo organizacji (notabene wypuściłem odrębną książkę na jego temat: "Dardanele" Jana S. Rostworowskiego). "Świat" jednak nie chciał o tym wszystkim wiedzieć. A cena, jaką przyszło działaczom WiN-u za przekazywanie tych informacji zapłacić, była straszliwa.
Mój dziadek nie był wyjątkiem ? najpierw usiłowano go nakłonić do podjęcia działalności prowokacyjnej, a gdy odmówił, katowano go w "śledztwie" przez długie trzy lata, by po farsie procesu, zamordować strzałem w tył głowy. Do dziś nie ma jego grobu. Nie wiemy, gdzie go pochowano. A był przecież wspaniałym, odważnym człowiekiem, zawołanym żołnierzem, świetnym dowódcą pułku AK.

Czy oprawców Pana dziadka dosięgnie ręka sprawiedliwości?

(?)
Wyświetlony 5897 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.