czwartek, 23 wrzesień 2010 11:31

Pierwsza droga czyli co ważniejsze: państwo czy prawo?

Napisane przez

Wiek XX przyzwyczaił nas do przeciwstawienia: kapitalizm kontra socjalizm i do poszukiwania tzw. trzeciej drogi. Pozornie stanowiska i argumenty w tego typu rozważaniach są znane. W rzeczywistości jednak nie zawsze zdajemy sobie sprawę, o co właściwie toczy się spór.

Istotę zagadnienia precyzyjnie ujął belgijski publicysta Gustave de Molinari, który w artykule De la production de la securité z 1849 roku pisał, że istnieją tylko dwie drogi: 1) zawierzenie naturalnemu porządkowi rzeczy i pozwolenie, by o regułach życia społecznego decydowały odwieczne prawa, a nie dekrety urzędników, albo 2) organizacja społeczeństwa według wymyślonego przez legislatorów planu.
Jeśli istnieje wymyślony przez legislatorów plan, to pojawi się konieczność przekonania lub zmuszenia wszystkich, by się mu podporządkowali, czyli powstanie monopol na "produkcję bezpieczeństwa", jak ujmuje to de Molinari. Cały wysiłek intelektualny prawników skupi się na projektowaniu przepisów i cyzelowaniu szczegółów wykonawczych, a nie na poznawaniu prawa odwiecznego, odczytywaniu zasad jego działania i modyfikowaniu w zależności od nowo pojawiających się sytuacji. Czyjaś głowa ? indywidualna lub grupowa ? będzie decydować o losach milionów. Diametralną, choć zarazem trudną do uchwycenia na pierwszy rzut oka, różnicę między tymi podejściami do zagadnienia prawa i organizacji społeczeństw dobrze oddaje Bruno Leoni (Freedom and the Law, Los Angeles, 1972), który tak pisze o pojęciu prawa w starożytnym Rzymie: Sędzia rzymski był kimś w rodzaju naukowca; celem jego dociekań było znajdowanie rozwiązań przypadków, które przedstawiali mu do rozpatrzenia obywatele. Podobnie przedsiębiorca może się w dzisiejszych czasach zwrócić do fizyka albo inżyniera o pomoc w rozwiązaniu problemu technicznego związanego z jego zakładem lub procesem produkcyjnym. Prywatne prawo rzymskie było więc przedmiotem opisania lub odkrywania, a nie czymś, co należało uchwalić. Było światem rzeczy istniejących, częścią wspólnego dziedzictwa wszystkich obywateli Rzymu. Nikt nie mógł tego prawa uchwalać; nikt nie był go w stanie z własnej woli zmienić (...).

Prawo, państwo, wolny rynek
Odgórne projektowanie reguł życia społecznego może przybierać formy ostrzejsze, jak w ustrojach totalnych, gdzie władza decyduje o tym, co obywatele czytają i o czym myślą, lub łagodniejsze, jak na przykład w Unii Europejskiej, gdzie władza decyduje o dozwolonej krzywiźnie banana. Wszystkie te formy będą jednak zbudowane na zasadzie monopolu w dziedzinie rozstrzygania, co wolno, czego nie wolno i w dziedzinie egzekwowania tych wyroków. W Europie monopol na usługi związane z bezpieczeństwem i wymiarem sprawiedliwości przejmowali stopniowo monarchowie i państwa. (por. T. Bell, Polycentric Law). Innym rodzajem odejścia od wolnorynkowej konkurencji w dziedzinie bezpieczeństwa jest ? jak pisze de Molinari ? komunizm, czyli zasada przejęcia wymiaru sprawiedliwości przez "społeczeństwo". Społeczeństwo deleguje swoich przedstawicieli na stanowiska ministrów i sędziów, a państwo utrzymuje ich z przymusowych danin zwanych podatkami. W istocie więc komunizm jest inną postacią monopolu, ponieważ i w tym przypadku społeczeństwo skazane jest w praktyce na jeden system wymiaru sprawiedliwości.
Monopol w dziedzinie zapewnienia bezpieczeństwa jest niekorzystny, jak każdy inny monopol, ale co gorsza, wywołuje o wiele poważniejsze konsekwencje niż inne jego formy. Dzieje się tak dlatego, że producenci innych dóbr szybko zauważają korzyści, jakie mogą uzyskać dzięki zapewnieniu sobie samym monopolu przy wykorzystaniu siły, jaką dysponuje monopolista w dziedzinie bezpieczeństwa. Wystarczy, że władza wsadzi do więzienia konkurenta, a moje przedsiębiorstwo rozkwitnie. Cały problem sprowadza się do ceny i szczegółów technicznych. Tak mniej więcej przedstawiał te zagrożenia de Molinari, a my dobrze znamy przykłady tego mechanizmu z prasy codziennej. Monopol na bezpieczeństwo prowadzi więc nieuchronnie do monopolizowania pozostałych dziedzin produkcji, handlu, usług i życia w ogóle, czyli uniemożliwia istnienie wolnego rynku w ogóle. Jak pisze dosadnie de Molinari, Albo całkowity komunizm, albo całkowita wolność: nie ma trzeciej możliwości!

Zadanie dla wyobraźni
Zrozumienie, że dominujący obecnie system państwowego monopolu w zakresie wymiaru sprawiedliwości nie jest rozwiązaniem najlepszym ani jedynym, wymaga pewnej dozy wyobraźni i wysiłku intelektualnego. Jak pisze Murray Rothbard (O nową wolność, wyd. polskie w przygotowaniu): Być może najtrudniej jest zrozumieć, dlaczego należy również znieść kontrolę rządu nad bezpieczeństwem, policją, sądami itd., czyli nad usługami związanymi z ochroną jednostki i jej mienia przed atakiem i kradzieżą. Jak prywatne przedsiębiorstwa i wolny rynek mogłyby zapewnić takie usługi? Wyobrażenie sobie takiej alternatywy jest tak samo trudne, jak trudne jest wyobrażenie sobie np. mieszkańcowi Północnej Korei, że buty może produkować prywatny szewc, a nie państwowa fabryka. Dodatkową przeszkodę może stanowić stereotyp myślowy polegający na tym, że z faktu istnienia zasadniczo jednego prawa wyprowadza się wniosek, iż musi istnieć także jeden system orzekania. Tymczasem wynikanie takie nie zachodzi: prawda jest zapewne jedna, ale dróg do niej wiele.
Pewną pomocą dla wyobraźni może być to, że alternatywne systemy istniały i istnieją w ograniczonym zakresie do dziś. Przykładem niezależnej od państwa organizacji sfery bezpieczeństwa jest system panujący przez wieki w Irlandii do czasu ostatecznego podboju przez Anglię w XVII wieku. W rozdziale Instytucje świeckie: wczesne społeczeństwo irlandzkie książki M. Dillon, N. Chadwick Ze świata Celtów (PIW, 1975, tłum. Z. Kubiak, s. 94-95) czytamy: Gdy między członkami tuath [lokalnej społeczności] wybuchał spór, strona pokrzywdzona miała różne sposoby dochodzenia swych praw, ale sprawa toczyła się między poszkodowanym a oskarżonym. Zazwyczaj godzili się stanąć przed sędzią, którego obowiązkiem było rozstrzygnięcie sprawy, za co brał zapłatę. (...) Istniał drobiazgowo wypracowany system gwarancji umożliwiający stronie pokrzywdzonej wymuszenie dopełnienia umowy, jeśli druga strona od tego się uchylała. Nawet w przypadku mężobójstwa zbrodnię traktowało się jako krzywdę osobistą. (...) Egzekwowanie prawa nie było funkcją państwa. Sędzią był brehon ? człowiek wykształcony w prawie i obdarzony zaufaniem, który był jednak osobą prywatną, niemianowaną i niezależną od króla. Sam król nie stał ponad prawem i musiał w razie potrzeby poddać się orzeczeniu sędziego, choć w takich sprawach rozstrzygał specjalny brithem rig.
Na podobnych zasadach opierał się system prawny nie tylko wczesnośredniowiecznej Irlandii, lecz także Islandii, Komanczów i tradycyjnych społeczności wiejskich w Europie. W czasach bardziej nam współczesnych zasady te obowiązywały, bądź obowiązują do tej pory, w społecznościach kwakrów, purytan, mormonów, osadników holenderskich, chińskich, żydowskich w Ameryce, w różnych stowarzyszeniach pionierów na Dzikim Zachodzie, w prawie anglosaskim, u Papuasów w Nowej Gwinei i w prawie handlowym.

(?)

 

Witold Falkowski
Wyświetlony 4241 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.