czwartek, 23 wrzesień 2010 11:45

Niebezpieczny margines

Napisane przez

Działalność Eriki Steinbach i jej związku postrzegać należy we właściwych proporcjach. Mimo iż BdV jest jedną z największych organizacji pozarządowych w RFN, stanowi margines życia politycznego, a postać jej liderki nie jest powszechnie znana. Z co najmniej dwóch powodów powinniśmy jednak stale mieć na uwadze organizacje niemieckich "wypędzonych". Po pierwsze, pomimo wszelkich gestów i deklaracji, pół wieku ich aktywności niezmiennie uderzało w same fundamenty polskiego istnienia. Po drugie, w historii Niemiec bywało już tak, że organizacje marginalne i lekceważone potrafiły rozpętać prawdziwe piekło.

Zdanie Giordana Bruna, według którego nasi zachodni sąsiedzi jak żadni inni ? chcą być więcej niż cała reszta narodów, powtórzył po stuleciach sam Konrad Adenauer, przyznając, że Niemcy to najbardziej nienasycony naród na Ziemi. Luigi Barzini dodaje, że szczególnie niebezpieczni stają się wtedy, gdy czują się skrzywdzeni i nieszczęśliwi. Nawet, jeśli nie narzekają na niedostatek. Zapewne wnioski wyprowadzane z podobnych sentencji wieść muszą przede wszystkim do utrwalania stereotypów. Trudno się jednak oprzeć celności i aktualności niektórych spostrzeżeń. Myśl znanego włoskiego publicysty wydaje się warta zastanowienia nie tylko w kontekście historycznych doświadczeń, lecz i tego, jak dużo czyni się obecnie w Niemczech dla wzbudzenia poczucia nieszczęścia i niezawinionej krzywdy.
Rudi Pavelka ? przywódca Ziomkostwa Ślązaków i współtwórca Powiernictwa Pruskiego ? zapowiadał zasypanie Polski pozwami o zwrot utraconej własności. W ciągu pięciu miesięcy polskiego członkostwa w Unii Europejskiej do sądów trafiło ich około tysiąca. Sporo, ale nie lawina. Po tak marnych efektach stojąca na czele federacji ziomkostw Erika Steinbach uznała roszczeniowy kierunek działań "wypędzonych" za przynajmniej w tej chwili beznadziejny i budzący coraz mniej zainteresowania elektoratu stanowiącego o jej politycznej karierze. Zwracając się do rządu RFN o wzięcie na siebie odszkodowań za mienie utracone po zmianie granic zapewne skupi teraz wszystkie siły na drugim zasadniczym celu ? utrwaleniu odpowiedniej wersji wydarzeń związanych z wysiedleniem Niemców ? w berlińskim "Centrum Przeciw Wypędzeniom".
Liczne przykłady przemian zachodzących w postrzeganiu przeszłości zawiera np. antologia tekstów pt. "Pamięć Wypędzonych". Według Harolda Welzera mamy do czynienia z ewolucją w kierunku postrzegania siebie jako "społeczeństwa ofiar" w odróżnieniu od "społeczeństwa sprawców", które dominowało wcześniej. Utrwalać się zaczyna obraz zakończenia drugiej wojny światowej nie jako klęski narodu, którego ambicje przyniosły śmierć kilkudziesięciu milionów ludzi, lecz jako nieszczęścia niewinnych ? obciążonych niezgodną z zasadami cywilizowanego świata zbiorową odpowiedzialnością. Czescy publicyści zauważają, że mnożące się artykuły, filmy i wystąpienia polityków zbudowane są jakby na przekonaniu, że świat powstał w roku 1945. Podobnie Ralf Giordano apeluje, by pamiętać, że jednak istniało jakieś przedtem. Wielki chór dziennikarzy odpowiada na to, że przez pół wieku mówiło się przede wszystkim o winach obciążających niemieckie sumienie. W takim razie zasadne jest pytanie ? dlaczego za Odrą nie wie się nic np. o okupacyjnej tragedii Zamojszczyzny? Mimo że na tej ziemi, opróżnianej z Polaków, w rodzinie niemieckich osadników na świat przyszedł m.in. obecny prezydent RFN. Jego poprzednik warszawskie powstanie kojarzył wyłącznie ze zrywem uwięzionych w getcie Żydów. Świadomość przeciętnego Niemca, oczywiście, nie jest większa od poziomu członków najwyższych elit. Günter Grass zauważa, że wiadomości uczniów są wiedzą jednostronną. Niedostatki informacji dotyczą przede wszystkim niemieckich wyczynów w pokonanej Polsce, lecz programy nauczania historii poszerza się właśnie o świadectwa krzywd zaznanych ze strony Polaków. Takie widzenie przeszłości nie jest zresztą niczym nowym ? ono się teraz jedynie upowszechnia. Wszak już w 1950 r. kanclerz Adenauer wygłosił sławne retoryczne pytanie: Czy kiedykolwiek w historii zapadł podobnie bezduszny wyrok skazujący miliony ludzi na nędzę i nieszczęście? Demokratyczny przywódca Niemiec nie miał bynajmniej na myśli holocaustu ani tym bardziej ofiar "Fall Weiss" czy Generalplan "Ost". Taka retoryka dawno została zarezerwowana dla zbrodni, jakich świat wcześniej nie widział, czyli "wypędzenia" Niemców. Prof. Welzer twierdzi, że dziś pod szerokim płaszczem dyskursu ma miejsce stopniowe wyrównywanie cierpień sprawców i ofiar. Obecną falę niemieckich publikacji Joachim Trenkner trafnie nazwał debatą odciążającą. Znajomość tragedii miast nad Renem jest powszechna, wiedza o wojennym losie polskich miast ? prawie żadna. Podkreśla się wyjątkowość krzywdy wysiedlonych po wojnie. Wiedza o wcześniejszych, bardziej brutalnych i jednoznacznie niezawinionych wypędzeniach ? niemal nie istnieje. Pamięć o Auschwitz coraz częściej jest równoważona martyrologią obywateli Rzeszy. W tej kwestii "postawieniem kropki nad i" byłoby berlińskie "Centrum" sprawiające, że topografia stolicy RFN byłaby zdominowana dwoma wielkimi, położonymi blisko siebie, memoratywnymi akcentami ? pomnikiem ofiar holocaustu zrównoważonym olbrzymim miejscem pamięci "wypędzenia".

(?)

Grażyna Ślęzak

Pamięć wypędzonych. Grass Benes i środkowoeuropejskie rozrachunki. Antologia tekstów polskich, niemieckich i czeskich. Wybór i opracowanie Piotr Buras i Piotr M. Majewski. Warszawa
Wyświetlony 4681 razy
Więcej w tej kategorii: « Gloria Victis Holendrzy na Mazowszu »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.