czwartek, 23 wrzesień 2010 11:56

Pomidor wśród dzikich plemion

Napisane przez

Od wielu lat organizuję wyprawy poza obrzeża naszej cywilizacji. Kiedy przekraczam granicę między światem pieniądza a światem dzikich plemion, na styku tych dwóch światów zawsze pojawiają się nieporozumienia. Bywa, że są groźne, innym razem irytujące, są wreszcie nieporozumienia zabawne.

 

Dzisiaj opowiem Wam o tym, jak Indianie postrzegają produkty rolne, na przykład... pomidory.
Pakowaliśmy się właśnie na łódź, którą mieliśmy wyruszyć w górę Orinoko. Dookoła naszych zapasów zgromadziła się w kucki grupka Indian z plemienia Piaroa.
Strasznie nam przeszkadzali! Ale inaczej niż przeszkadzają biali ludzie ? oni przeszkadzali po indiańsku, typową amazońską namolnością i uporem.
Przyciszonymi głosami prosili po kilkadziesiąt razy o jakiegoś pomidora albo o cebulę. Obsiedli nasze zapasy, wypatrywali, co tam się nadaje do pożarcia i delikatnie dotykając wybranego obiektu koniuszkiem palca mówili: ? Daj.
Taki tu obyczaj. Człowiek wychowany w dżungli, w kulturze zbieracko-łowieckiej, zjada wszystko, co znajdzie na swojej drodze. Bez względu na to, czy jest w danej chwili głodny. Tu się je, kiedy jest okazja, a nie kiedy człowiek ma łaknienie.
No więc myśmy próbowali ładować łódź, a Indianie siedzieli w kucki dookoła naszych zapasów i co chwila namolnie prosili:
- Daj.
A kiedy im się odmawiało pokazywali palcem na pomidor leżący obok tego, którego przed chwilą nie dostali, i znowu:
- Daj.
I tak kolejno:
- Daj. (pomidor po pomidorze w pierwszej skrzynce)
- Daj. (w drugiej skrzynce)
- Daj. (cebula po cebuli w worku)
- Daj. (wszystkie marchewki w koszu)
- Daj. (każdą wędzoną rybę z osobna)
- Daj. (kolejne główki czosnku)
Itd.: Daj, Daj, Daj...

***
Odmowa ich nie zniechęcała ? prosili o kolejnego pomidora i absolutnie nie potrafili zrozumieć, że dla mnie wszystkie one są takie same.
To znów cecha kultury zbieracko-łowieckiej, czyli kultury wielkiego niedoboru ? tam każdy pomidor stanowi drogocenną zdobycz, więc tubylcy nie są w stanie myśleć o nich inaczej jak o pojedynczych egzemplarzach. Tak jak biały człowiek o diamentowych pierścionkach, które zawsze liczy na sztuki, a nie na wiadra.
Indianie nie umieli dostrzec skrzynki pomidorów, tak jak my nie umielibyśmy dostrzec kilograma bombek choinkowych ? gdyby leżały przed nami na ladzie, każda innej wielkości, kształtu i koloru, uporczywie pytalibyśmy sprzedawcę o cenę pojedynczych egzemplarzy, każdego z osobna:
- A ta?
- A ta?
- A tamta?
A jeśli sprzedawca wciąż podawałby tę samą cenę, wydawałby się nam dziwakiem. Takim dziwakiem byłem ja, gringo, dla Indian Piaroa.
***
Jak się w takiej sytuacji prawidłowo zachować?
Po prostu na wszystkie uporczywe prośby Indian trzeba cierpliwie i stanowczo odmawiać. Za to się nie obrażą.
Ale, nie daj Boże ustąpić jednemu. Wtedy trzeba dać wszystkim pozostałym. Powyłażą z lasu, zrobi się ich stu i w kilka chwil wyjedzą miesięczny zapas prowiantu. Gdy skończą jeść, poproszą o podarowanie pustych skrzynek po pomidorach, worków po cebuli, i koszy po marchwi, które przecież także są w dżungli cennym towarem.
A gdyby ktoś dał jednemu, ale odmówił następnemu ? ryzykuje wojnę. Indianie z Amazonii myślą kategoriami starszeństwa plemiennego i grupowej lojalności. Jeśli nie wiadomo, kto pośród nich jest najstarszy rangą, lepiej nie dawać prezentów nikomu, bo jeśli dało się któremuś z tych braci naszych najmniejszych, wszyscy więksi przyjdą żądać dla siebie. I wedle indiańskiego obyczaju będą mieli do tego pełne prawo.
***
Po kilku tygodniach żeglugi w górę Orinoko, znaleźliśmy się w wioseczce plemienia Yanomami. Przydzielono nam pustą chałupę do zamieszkania. Przenieśliśmy tam cały dobytek z łodzi ? zapowiadał się kilkudniowy pobyt. Wszyscy byli bardzo gościnni. Indianie chcieli nam nawet pożyczać swoje żony na noc, ale wymówiliśmy się grzecznie względami religijnymi.
Dużo gorzej poszło nam z dziećmi. Macały wszystko, grzebały po tobołach, a kiedy znalazły coś do jedzenia, natychmiast zaczynało się uporczywe indiańskie:
- Daj.
Po godzinie oblężenia miałem ich dość. Ręka mnie świerzbiła, żeby któreś zdzielić w łepetynę.
(?)

Wojciech Cejrowski
www.ccc.art.pl

Wyświetlony 3331 razy
Więcej w tej kategorii: « Dugga Miliony edukowanych domowo »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.