piątek, 24 wrzesień 2010 10:24

Wrześniowe pytania i refleksje

Napisane przez

Czy nasza, polska "wyrazistość" - "impulsywnych zapaleńców" i "niepoczytalnych romantyków" to istotnie powód do dumy narodowej? Czy jest może dowodem niedojrzałości cywilizacyjno-kulturowej? Czy rezygnacja z walki w obliczu zagłady elity narodu oznaczać może tylko wieczną hańbę? Czy dowodzi raczej przewidującego realizmu przywódców narodu? Niewątpliwie kolejna rocznica Września przywołuje takie pytania i refleksje.

Etiopczycy Europy
Rozważania nasze zacznijmy od dziedziny militarnej. Na tym polu, niestety, II Rzeczpospolita przedstawiała sobą obraz bojowego anachronizmu (z udoskonaloną organizacją z 1920 roku). Wielu autorów, także oficerów armii sanacyjnej (m.in. śp. St. Żochowski), stwierdza bez ogródek, że przed wybuchem II wojny światowej:
? nie mieliśmy nowoczesnej artylerii ciężkiej;
? broni pancernej;
? zmotoryzowanego transportu (transport na miarę XVII lub co najwyżej XVIII i początku wieku XIX ? konny);
? nie mieliśmy należycie umocnionych granic (przygotowane na atak ze Wschodu, wg koncepcji nieśmiertelnego Marszałka ? na zachodzie w ogóle ? nie wykończone!);
? lotnictwo polskie było liche;
? zapasy amunicji wystarczały tylko na dwa dni walk ? do tego niewystarczająca jej produkcja (podobnie z produkcją broni!).
Bez decydującej wymowy cyfr nie ma prawdziwych ocen historycznych i nie ma prawdziwych faktów, mawiał historyk Olgierd Górka. Przejdźmy więc do liczb. Stan sił na 1 września 1939 r. między Polską, Niemcami i ZSRR przedstawiał się następująco (wg A.L. Szcześniaka, Historia 1918-1939, Warszawa 1993, s. 191):
Wywiad polski dysponował danymi na temat sił wroga. Dysproporcja była rażąca, pomimo to Beck zdecydował się na rozwiązanie siłowe, licząc na pomoc Zachodu, która jak wiadomo, nigdy nie nadeszła. Pomimo sojuszniczych umów z Francją i Anglią tak naprawdę Polska została zdradzona ? jeszcze bardziej perfidnie niż Czechosłowacja. Czesi, wiedząc doskonale o tym, że zostali przefrymarczeni przez Zachód ? w imię (świętego) światowego (s)pokoju, postanowili ustąpić Hitlerowi, by nie skazywać własnego ? nielicznego bądź co bądź narodu na zagładę. Ocalili w ten sposób substancję biologiczną narodu ? nie wykrwawili się w nierównej walce z Niemcami, ocalili też własne ? bezcenne dobra kultury. Nie była to postawa ? wbrew temu, co się Czechom imputuje ? tchórzliwego narodu bez honoru, ale działanie społeczeństwa myślącego realistycznie. Natomiast my zdobyliśmy się na nierówną walkę, która okazać się wkrótce miała tragiczną pomyłką. Ofiara ok. 200 tysięcy zabitych i rannych (we wrześniu 1939 r.) nie ocaliła naszego państwa od zagłady i od jarzma jeszcze straszniejszego niż czeskie. Co więcej, losy obu słowiańskich narodów po wojnie potoczyły się zadziwiająco podobnie. Tak samo jak Polska, Czechosłowacja stała się państwem zdominowanym przez Sowiety (Stalina). Podobnie też w obu państwach pozbyto się mniejszości niemieckiej (Czesi wydalili z terytorium swojego kraju 3,5 mln Niemców z Sudetów).
Niestety, w takim położeniu, w jakim się znajdowaliśmy, byliśmy skazanymi na przegraną ? Etiopczykami Europy. Sercem była z nami Francja, która jednak nie chciała się krwawić za Gdańsk, i Anglia ? a nawet pozostające w ścisłym sojuszu z Niemcami Włochy! (zob. G. Ciano, Pamiętniki 1939-1943, Warszawa 1991, s. 106). Warto przytoczyć w tym miejscu wypowiedź zięcia Duce, hrabiego Ciano, z 16 sierpnia 1939 roku, kiedy to spotkał na plaży polskiego ambasadora: Mówię z nim ? pisze hr. Ciano ? w słowach bardzo ogólnych i doradzam mu umiarkowanie. Nasz radca w Warszawie donosi, że Polska będzie się bić do ostatniego żołnierza. Kościoły są pełne, modlą się do Boga i śpiewają pieśni: "Boże, ratuj naszą Ojczyznę". Ci ludzie będą jutro zmasakrowani przez żelazo germańskie, choć są zupełnie niewinni... Wiedział coś na ten temat człowiek należący do elity państwa, które to samo zgotowało, broniącym swego honoru i dumy narodowej, Etiopczykom ? przeciwstawiającym nowoczesnej broni swe oszczepy i nieliczne strzelby. Byliśmy, co prawda, w nieco lepszej sytuacji niż Etiopczycy, dysponowaliśmy kilkoma bombowcami i okrętami wojennymi, ale i hitlerowskie Niemcy, to nie były Włochy Mussoliniego ? potęgą militarną wyraźnie je przewyższały. Piękne było przemówienie cesarza Etiopii Hajle Sellasje I na forum Ligi Narodów ? nie mniej piękne niż naszego Becka o honorze w życiu narodów. Nie zmienia to jednak faktu, że idąc na zbrojną konfrontację z Niemcami ? w tym czasie i położeniu ? nie daliśmy dowodu "przewidującego realizmu", ale jego całkowitego braku.
Nie zapominajmy też, że potem była ta "dziwna wojna" (brak jakichkolwiek akcji militarnych ze strony naszych zachodnich sojuszników), podyktowana narodowo-państwowymi egoizmami naszych sojuszników. My natomiast zdobyliśmy się na postawę odwrotną ? godną "Winkelrieda narodów". Wzięliśmy na swoje ciało hitlerowskie "kopie", ginąc w nierównej walce. Co prawda, zwycięstwo nad Niemcami nastąpiło sześć lat później, ale czy było ono tak naprawdę nasze? Czy może raczej był to triumf tyrana Wschodu?

Czeski przykład
Niech mi więc wolno będzie ? wbrew powszechnemu u nas przekonaniu ? nie zgodzić się z opinią, że nie było innego wyjścia dla Polski, jak samobójcza walka z Niemcami we wrześniu 1939 r. ? w imię honoru ? rzeczy, która ? Józef Beck ? w życiu ludzi, narodów i państw jest bezcenna. Niebywały entuzjazm, ofiarność, patriotyczne manifestacje oraz hasła typu silni, zwarci, gotowi nie mogły, niestety, zmienić skrajnie niekorzystnego położenia geopolitycznego Polski (po zajęciu Czechosłowacji granice z Niemcami uległy dalszemu wydłużeniu). Nie mogły też zmienić skrajnie niekorzystnego dla nas stosunku sił!
A jak wyglądałaby "czeska" postawa 1 września 1939 roku? Oznaczałaby ni mniej, ni więcej tylko to, że jeśli Francuzi nie ruszyliby się jeszcze tego samego dnia (!) zza linii Maginota, uderzając na pozycje niemieckie na zachodzie, a Anglicy czyniąc to samo zza Kanału La Manche, to my ogłaszamy bezzwłocznie (jeszcze bez większych ofiar) akt bezwarunkowej kapitulacji, stwierdzając po prostu fakt, że zostaliśmy wystawieni do wiatru przez naszych sojuszników (bez eufemizmów ? zostaliśmy przez nich zdradzeni).
Można więc było pójść drogą czeską ? z pewnością mniej ofiarną i heroiczną niż nasza, polska, ale o ile bardziej realistyczną. Czesi za to samo, co stało się i naszym udziałem, zapłacili nieporównywalnie mniej. My jak zwykle przepłaciliśmy, uważając jak zwykle ten fakt za powód do dumy wobec siebie samych i świata. Nasi południowi sąsiedzi ocalili swój naród przed bezsensownymi ofiarami, nie marnowali swego niewątpliwego heroizmu ? zupełnie inaczej niż my, którzy staliśmy się sumieniem, Winkelriedem i ofiarą całopalną Europy. Pomimo to Zachód, wbrew naszym nadziejom, przeszedł nad tym faktem do porządku dziennego, a u nas pozostała tylko gorycz porażki oraz zdziesiątkowane pokolenie zawiedzionych i sfrustrowanych patriotów. Przeceniliśmy nie tylko własne siły, ale nade wszystko dobre intencje naszych zachodnich sojuszników, słono za to płacąc ? najpierw klęską wrześniową, a następnie zagładą stolicy i kwiatu narodu w warszawskim powstaniu...

(?)
Wojciech Rudny
Wyświetlony 6690 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.