piątek, 24 wrzesień 2010 12:30

Karl Marx, komunista

Napisał

Czym jest komunizm?
Chrześcijańska wizja relacji Bóg-człowiek jest wizją w gruncie rzeczy optymistyczną. Bóg stworzył świat i człowieka obdarzonego wolną wolą z powodu miłości. Właśnie przez to pozytywne uczucie wykreował świat i ofiarował go człowiekowi. Jednakże skoro człowiek został obdarzony wolną wolą, to może podejmować wybory słuszne lub błędne. Takim wyborem było zerwanie jabłka przez Adama. Przez to pojawiła się alienacja Boga od człowieka. Nie jest to jednak alienacja metafizyczna, tylko alienacja moralna. Odseparowanie od Boga wynika z tego, że człowiek dopuścił się takiego, a nie innego wyboru. Należy także wyraźnie podkreślić, że człowiek nie musi popełniać błędów i grzeszyć, aby być wolnym. Można być wolnym i jednocześnie nie popełniać błędów (w praktyce jest to niezwykle trudne). Jednakże sama wolność nie implikuje konieczności popełniania grzechu jako świadectwa wolności.


W tej wizji człowiek jest jednostką indywidualną, która pracuje nad samym sobą i kontroluje swoje własne żądze. Wszystko zależy od niego samego, od człowieka. Podstawą religii chrześcijańskiej jest, oczywiście, wolność. Co więcej, jest to wolność indywidualna, którą jest obdarzony każdy człowiek z osobna.
Największym zaprzeczeniem wolności człowieka jest doktryna determinizmu, opierająca się na tezie, że człowiek nie podejmuje wyborów, ponieważ jego działanie jest rezultatem czynników środowiskowych (w zależności od nurtu decydują różne czynniki). Jednakże, jak zauważa Gary North, doktryna determinizmu powstała bardzo szybko, zaraz po tym, jak człowiek został obdarzony wolną wolą. Kiedy Adam podjął świadomą decyzję o zerwaniu jabłka i zgrzeszeniu przeciw Bogu, nie postanowił przyznać się do tego. Zamiast tego sięgnął po uzasadnienie typowo deterministyczne: to nie ja, tylko niewiasta, którą dla mnie stworzyłeś. To nie Adam zgrzeszył, tylko ona!
Uzasadnienie Ewy nie różniło się jakościowo od marnych tłumaczeń Adama: to nie ja, tylko ten wąż. Biedny wąż już nie miał na kogo zrzucić winy (chociaż teoretycznie, zgodnie z zasadami determinizmu, mógłby wskazać na Boga, ponieważ Ten jest początkiem wszystkiego). Determinizm nie jest zatem dużo młodszym wynalazkiem niż wolna wola. Wprost przeciwnie: już w momencie, gdy człowiek został obdarzony wolną wolą, szukał absurdalnych uzasadnień dla popełnionych błędów w jakichś czynnikach niezależnych od niego samego. Jak się przekonamy dalej, determinizm będzie fundamentem teorii marksistowskiej.
Zupełnie inną wizję stworzenia świata mieli komunistyczni heretycy. Komunizm jest bowiem wynalazkiem znacznie starszym, niż się to niektórym wydaje i jest ruchem, który wykształcił się z perwersyjnych poglądów religijnych. Ruchy te wychodziły z założenia, że stworzenie świata przez Boga nie jest aktem miłości. Wprost przeciwnie, jest to akt dokonany jakby z nudów i akt ten stanowi rozłączenie człowieka od Boga ? wcześniej byli jednością. Pojawia się problem alienacji metafizycznej. Odseparowanie od Boga jest wyrazem wygnania i przekleństwa, które zaczyna ciążyć na człowieku.
Widzimy zatem, że tutaj stworzenie świata jest postrzegane pesymistycznie. Co gorsza, nie dość, że człowiek został odseparowany w swojej postaci od Boga, to na dodatek każdy z nas ma nieszczęsne indywidualne cechy. Stąd kolejny wyraz okropnego zjawiska: podział pracy i specjalizacja. W wizji chrześcijańskiej każdy człowiek ma swoje własne uzdolnienia i umiejętności. W wizji tej także człowiek powinien miłować swojego bliźniego. Zupełnie inaczej jest zgodnie z podejściem millenarystów. Jak zauważył Chesterton, oni nie każą nam kochać sąsiada; oni chcą żebyśmy byli sąsiadem. Stąd ostatecznym celem komunistów było stworzenie utopii, w której znika wszelka indywidualność, którą zastępuje się całkowitą kolektywizacją życia.
Reformacja, która była próbą odpowiedzi na pewne błędy, które popełniał Kościół w średniowieczu, doprowadziła do powstania radykalnych komunistycznych ruchów heretyckich. Dobrym przykładem są taboryci, którzy zakładali komuny i to z całkiem dużym "sukcesem".
Celem miało być wytępienie wszelkich oznak indywidualności. Własność prywatna była całkowicie zakazana. Małżeństwo, jako instytucja dwojga ludzi, musiało zostać szybko unicestwione ? stąd pomysł na "wspólnotę" żon. Osoby, które sprzeciwiały się woli specjalistów od kolektywizacji, były karane śmiercią. W miarę jak cała indywidualność człowieka zanikała, ponowna unia z Bogiem miała być coraz bliżej. Kiedy wszyscy staniemy się homogeniczną papką, nikt nie będzie odróżnialny od nikogo innego, nastąpi koniec historii, ponowne złączenie człowieka z Bogiem. Nieszczęsna alienacja dobiegnie końca. Tak w skrócie wygląda eschatologia komunistów.
Pojawia się jednak problem. Człowiek jest istotą, która żyje w świecie fizycznym. Oznacza to, że jego życie ucieka, czas jest ograniczony, a środki rzadkie. Ponieważ środki są rzadkie, należy nimi gospodarować, aby zaspokajać potrzeby. W momencie, w którym podważone zostaje prawo własności, rozpoczyna się permanentna walka o rzadkie zasoby. Jednostka A, korzystając z jedzenia, jednocześnie uniemożliwia do tego jedzenia dostęp wszystkim innym, ponieważ nie występuje ono w nieograniczonej ilości. Dotyczy to absolutnie wszystkich dóbr.
Cywilizacja opiera się na prywatnej własności. Rozpoznaniu, że własność jest tworzona wtedy, gdy człowiek zagospodaruje rzadki zasób przez nikogo wcześniej nie zagospodarowany. Potem następuje dobrowolna wymiana takich tytułów własności. Jeśli nie obowiązuje zasada wyłącznego posiadania własności, to naturalnie ludzkość znajduje się w stanie, w którym nikt nie uznaje żadnego tytułu własności, co kończy się dominacją najsilniejszych i najpotężniejszych pod względem zastosowania środków przymusu i niewolnictwa.
Naturalnie tak kończyły się budowane przez heretyków kilkaset lat temu reżymy komunistyczne. Rzadkość jest stanem faktycznym świata, w którym żyjemy i rzadkości nie da się wyeliminować żadnym działaniem. Najpierw jest rzadkość, a dopiero potem działanie. Człowiek działa i gospodaruje, ponieważ istnieje rzadkość. Niezrozumienie właśnie tego fundamentu staje się podstawą ruchów komunistycznych. Dla nich rzadkość jest produktem działania, a nie na odwrót.
Coraz więcej ludzi ginęło i było terroryzowanych, gdy tylko ujawniali swoją indywidualność, a sytuacja się coraz bardziej pogarszała. Im bliżej kolektywizmu, tym coraz bardziej nieludzkie stawało się życie w komunie, którego celem było wytępienie wszelkiej indywidualności i osiągnięcie kolektywnego ideału. Był to niezbędny, zdaniem komunistów, etap pewnego rodzaju oczyszczenia, po którym nastąpi piękny dzień, dzień nadejścia raju. Jak ma jednak do tego dojść, skoro rzadkość jest faktem, z którym rozsądny człowiek nie dyskutuje? Heretycy znaleźli "rozwiązanie": po osiągnięciu ideału nasze cielesne powłoki po prostu znikną i niematerialna postać ponownie połączy się z Bogiem w harmonii.
Zasadnicza różnica między heretykami a chrześcijanami polegała na tym, że ci drudzy traktują wolność i indywidualność jako istotę człowieczeństwa. Każdy człowiek decyduje o swoim losie, każdy człowiek może odwracać się od Boga, każdy człowiek może kochać lub nienawidzić bliźniego. To zawsze indywidualny człowiek odpowiada za grzechy, umiera, idzie do królestwa niebieskiego. Komuniści mieli radykalnie inne podejście1.
Podsumujmy zatem istotę ruchów komunistycznych. Ich celem jest zaprowadzenie na ziemi drogą terroru kolektywnego zbiorowiska, w którym tępione są wszelkie oznaki indywidualności, rodzina, własność prywatna, małżeństwo. Świat, w którym żyjemy, jest światem okrutnej i wstrętnej specjalizacji, którą należy szybko wytępić. Po okresie terroru nadchodzi obiecany raj, koniec historii i wybawienie ze zgniłego świata.

Rothbard: Marx to komunista
Marx miał, oczywiście, wielu krytyków. Murray Newton Rothbard był jednym z najlepszych, głównie dzięki temu, że nazywał rzeczy po imieniu. Karl Marx był po prostu komunistą i bynajmniej nie chodzi o to, że słowo "komunista" jest obelgą. Stwierdzenie takie z początku może wydawać się niezbyt odkrywcze, ale Rothbard przekonuje nas, że jest to linia, od której nigdy nie wolno odchodzić2. Komunistyczne poglądy Marxa są bowiem punktem wyjścia do analizy jego poglądów filozoficznych, historycznych, ekonomicznych i socjologicznych.
Marx, jak wszyscy komuniści, nienawidził podziału pracy, własności prywatnej i całego porządku, który go otaczał (nie znosił pracy, często się upijał i szastał pieniędzmi na lewo i prawo3). Dlatego chciał ten porządek zniszczyć. Dlatego właśnie był komunistą.
Nie miał jednak podejścia "utopijnego". Świat urodził zbyt wielu utopistów, by Marx mógł odnieść sukces i zasadniczo wyróżnić się wśród nich. Dlatego jego celem było zbudowanie teorii "socjalizmu naukowego", w odróżnieniu od prymitywnych romantyków, którym tylko marzył się komunizm, ale nie przedstawiali naukowych koncepcji związanych z jego nadejściem. Stąd celem Marxa stało się zbudowanie takiego systemu myśli, który uzasadni nieuchronne nadejście robotniczej rewolucji, po której przyjdzie czas na komunistyczny raj.
Nie jest to wszakże jedyna różnica, dzielącą Marxa od innych komunistów. Marx był wystarczająco mądry, aby wyciągnąć wnioski z wcześniejszych poczynań utopistów.
Przede wszystkim w odróżnieniu od nich nie przedstawiał dokładnej wizji społeczeństwa komunistycznego. Poza trywialnymi sloganami o nadchodzącym raju, nie otrzymujemy odpowiedzi, jak zostaną rozwiązane podstawowe problemy gospodarowania i zaspokajania potrzeb. Takie podejście wynikało z trzech powodów. Po pierwsze, snucie wizji dotyczących tego, jak będą wyglądać domy, kto będzie się, czym zajmował, jaka będzie podstawowa liczba mieszkańców w bloku itd. miałoby charakter wybitnie nienaukowy i odznaczyłoby się ewidentnie romantycznymi snami utopisty (tymczasem Marx chciał, by jego twórczość była naukowa).
Po drugie, snucie takiej wizji, implikowałoby także podanie daty nadejścia komuny powszechnej szczęśliwości. Kiedy by się okazało, że komuna jednak nie nadchodzi w obiecanym dniu, zwolennicy Marxa przekonaliby się, jak bardzo myli się ich guru w proroczych wizjach (co nie przeczy temu, że pewnie na początku wypieraliby się, że to na skutek jakichś magicznych opóźnień). Poza tym byłoby to pewnego rodzaju zepsucie niespodzianki. Bajka jest piękna i pociągająca, dopóki nie znamy oficjalnego jej zakończenia.
Po trzecie, gdyby Marx zaprezentował wizję komunistycznego społeczeństwa, zostałby bardzo szybko sprowadzony do parteru. Nie mógłby podważyć faktu, że rzadkość jest faktem rzeczywistości, w której przyszło żyć człowiekowi.
Pamiętamy, jak "ratowali się" przed kapitulacją wobec tego faktu komunistyczni heretycy: po nadejściu komunizmu zniknie materialna powłoka i nastąpi unifikacja z Bogiem. Jednakże Marx nie mógł przyjąć tej wizji, ponieważ jego filozofia ma charakter głęboko materialistyczny (przez co z pozoru "naukowy"). Boga nie ma, a wszystko, co "niematerialne", jest tylko "nadbudową", wręcz fikcją i totalną iluzją. Stąd Marx nie mógł uporać się z tym problemem, dlatego nie podejmował się dyskusji na temat przyszłego komunistycznego społeczeństwa.
Zamiast tego konstruował "naukę", pokazującą, że utopijne społeczeństwo już wkrótce nadejdzie. Filozofia, socjologia i ekonomia stają się w rękach Marxa narzędziami ilustracji tego nieuchronnego zdarzenia. Chociaż Marxa od "wierzących" komunistów teoretycznie różniło wiele, to możemy bez żadnej przesady stwierdzić, że w praktyce niezbyt różnił się od nich. Jego celem było zaprowadzenie na ziemi zniszczenia wszelkiego bogactwa, kapitału, podziału pracy, różnorodności charakterystycznych dla człowieka. Słowem chęć zniszczenia całej cywilizacji i rodzaju ludzkiego.
I proszę nie łudzić się, że dzisiejsi marksiści (albo wcześniejsi) wyznają takie zasady w praktyce. Wszelkie komunistyczne organizacje, obojętnie czy patrzymy na antyglobalistyczne nurty, stowarzyszenia akademickie, czy też "Lewą nogą" i różne wydawnictwa, działają w oparciu o specjalizację. Gdyby w "Lewą nogą" nie było wiadomo, kto jest redaktorem naczelnym, kto korektorem, kto pisuje artykuły, kto dostarcza materiałów, kto drukuje, kto rozprowadza, kto podpisuje umowy z dystrybutorami itd., "Lewą nogą" gruchnęłoby z hukiem, jak każda prymitywna organizacja, która nie uznaje podziału pracy za fundament efektywności.

Filozofia Marxa
Karl Marx w dużym stopniu inspirował się Heglem. Głównie ze względu na postrzeganie rozwoju ludzkości jako nieuchronnie następujących po sobie etapów. Jeden etap zastępuje kolejny, ponieważ takie są prawa historii i nic tego nie może zmienić. Marx objawia się zatem jako skrajny determinista i uznaje, że ciąg wydarzeń jest całkowicie niezależny od woli człowieka. Wręcz nie ma czegoś takiego jak "wola człowieka".
Co zatem "decyduje" w filozofii Marxa? Magiczne "siły produkcyjne", które pchają rozwój ludzkości przez kolejne etapy historii. To one są podstawą, bazą wszelkich relacji społeczno-gospodarczych. Wszystko inne, nauka, religia, literatura, gospodarka, więzi między ludźmi to zwykła nadbudowa, superstruktura do bazy, ponieważ technologia jest siłą sprawczą całego procesu dziejowego. Ot, całe "siły produkcyjne" i "historyczny materializm".

(?)

____________
1 Leszek Kołakowski odnajduje marksistowskie inspiracje już w starożytnej Grecji (Plotyn). Spór indywidualizm a kolektywizm można obserwować u dwóch największych filozofów tamtych czasów, Platona i jego ucznia Arystotelesa. Ten pierwszy nie lubił podziału pracy, traktował świat realny tylko jako cień, złe odbicie świata doskonałego, idealnego, od którego człowiek jest wyalienowany. Proponował zniesienie własności prywatnej i ustanowienie idealnej kolektywnej utopii (chociaż, co ciekawe, zhierarchizowanej). Arystoteles natomiast miał zupełnie inne, realistyczne podejście, popierał własność prywatną i nie przyjmował pesymistycznej wizji platońskiej.
2 Podobnie błyskotliwe stwierdzenie miał Rothbard na temat Keynesa: "Keynes był keynesistą". MNR należał do myślicieli jasno i precyzyjnie formułujących myśli. Praktycznie niemożliwa jest jego błędna interpretacja. Takich myślicieli doprawdy trudno odnaleźć.
3 Jednym z wielkich mitów promowanych przez marksistów jest teza jakoby Marx żył w Londynie w wielkiej biedzie. Naturalnie jest to nieprawda. Ze względu na talent do naciągania dostawał od rodziny i przyjaciół tyle datków, że gwarantowały mu poziom życia kilkukrotnie (jeśli nie kilkunastokrotnie) wyższy niż średni zarobek w Wielkiej Brytanii (górne 5% społeczeństwa). Nie powinien zaskakiwać fakt, że nie znosił stopy procentowej, która stanowi hamulec na zachowania takich pasożytów jak on.

Mateusz Machaj
Wyświetlony 5534 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.