piątek, 24 wrzesień 2010 12:43

Polska ściekiem Europy? (przyczynki do asenizacji europejskiej)

Napisane przez

Nobel by tego nie wymyślił
Z parady gejów (czy to od Gai ? Wielkiej Matki Natury?), mówiąc wprost, by nie powiedzieć dosadniej, czyli z parady homoseksualistów, która odbyła się pod Wawelem w przeddzień św. Stanisława, zaskoczył mnie i zarazem zasmucił tylko jeden obrazek, reszta była przewidywalnie groteskowa. To widok dwojga nobliwych staruszków, Miłosza i Szymborskiej, wykorzystanych jako logo do promocji tego ruchu nowych męczenników opresyjnego społeczeństwa polskiego. Wisława Szymborska miała minę dość niewyraźną, Czesław Miłosz chyba nie takie rzeczy widział, był zapewne przygotowany na wszystko.


Pomyślałem raczej o Alfredzie Noblu. Gdyby nie wymyślił prochu (czy też dynamitu), nasi nobliści nie mieliby kłopotu, a tak muszą nawet na starość nadążać i poświęcać się na ołtarzu misji cywilizacyjnej, nieść oświatę i standardy na Wschód. Jako ludzie Wschodu przyjmujemy z wdzięcznością i wyrozumiałością te dary i ofiary. Czekamy na eutanazję, nieskrępowaną aborcję, prostytucję i pornografię jeszcze bardziej oświeconą, wolność aż do samobójstwa itp., itd. Świadomi zobowiązań wynikających z europejskiej przynależności, zobowiązujemy się rozwijać i pomnażać wspólne dzieło, wnosząc jeszcze śmielsze propozycje, a to: eugenikę humanitarną, świadome ludożerstwo (z inspiracji niemieckiej), prawa dla pedofili (również adopcję dzieci), zniesienie dyskryminacji zoofilii, małżeństwa transzoologiczne, nekromancję i nekrofilię, a także swobodną astrologię i astronautykę, zniesienie grawitacji i wiele innych projektów. Zobowiązujemy się też do odrzucenia oscypka i św. Stanisława jako spraw przebrzmiałych i zaściankowych. A geje na Wawel!
Wygląda natomiast na to, że w przeciwieństwie do grodu pod Smoczą Jamą, Warszawa dzięki prezydentowi Kaczyńskiemu, została ocalona przed najazdem "homo". Zakazał on homodemonstracji 11 czerwca, czyli dzień po Bożym Ciele. Homofile wyraźnie upodobali sobie sąsiedztwo ważnych i powszechnych uroczystości religijnych. Prezydent Kaczyński nie przysporzy sobie tym krokiem sympatyków w Brukseli czy Strasburgu, gdzie mamy teraz centralę moralności, a i nie zyska ich zapewne w okolicach Krakowskiego Przedmieścia i Nowego Światu. Ja też wcale nie jestem przekonany, że wybrał najwłaściwszą drogę. Gdybym miał mu coś doradzić, to podsunąłbym mu nie zakaz, lecz przeciwnie, nakaz defilady, tyle że w wyznaczonym terminie i w specjalnie przygotowanych okolicznościach. Więc jeśli miało być 11 czerwca, to proszę bardzo, ale trochę później, powiedzmy 22 lipca, to data również magiczna i symboliczna, jak obecnie liczba 11 (według założeń współczesnej numerologii stosowanej 11+11+1=22), data do niedawna również uroczysta, co gejów, zwolenników radości, powinno usatysfakcjonować.
Proponowałbym tu wykorzystać niedawne doświadczenia zlotu globalistów i antyglobalistów w Warszawie, gdy przygotowując się do najazdu, zamieniono stolicę w wioskę "zabitą deskami". Ta mimikra na zapadłą prowincję okazała się fortelem na miarę dawnej sztuki wojennej. Przeciwnik znalazł się w szachu, mógł demonstrować, ale bez skutku i bez świadków. Więc niech geje maszerują sobie podobnie radośnie Traktem Królewskim zabitym deskami, jak najdalej, może nie pod Wawel, bo już tam byli, a do samej Brukseli, tyle że bez publiczności i kamer. W celach wychowawczych, dla kuracji wstrząsowej, może warto poświęcić trochę pieniędzy podatników. Ale, proszę państwa, najbardziej skuteczną terapią na "gay's proud" jest po prostu pełna obojętność, zamknięte okna, puste ulice, żadnych kamer i mikrofonów, nawet brak Młodzieży Wszechpolskiej. Ta niech przygotowuje się do poważniejszych krucjat.
"Towarzystwo" z "Gazety Wyborczej" grzmi, oczywiście, o tyranii prezydenta Kaczyńskiego, który tłumi i dyskryminuje, ale jest to schemat "bankowo" przewidywalny tej gazety, jak niegdyś "Trybuny Ludu". Wiadomo z góry, co w niej będzie, a co być nie może, i dlatego coraz bardziej "Trybunę" przypomina, tyle że misja cywilizacyjna z Zachodu, a nie ze Wschodu, ale żarliwość, wierność idei i zaciekłość w tępieniu ciemnoty i jej zwolenników, podobna. Nie mogą wybaczyć Kaczyńskiemu, że nie zbratał się z b. generałami, co miało też tworzyć pewien standard. Nie mamy więc czego zazdrościć, współczuję tylko młodemu legionowi żołnierzy GW na służbie ? czy własnej idei ? choć dla niezłej chyba kasy. Przyboczny Redaktora Naczelnego Piotr Pacewicz załamywał ostatnio ręce nad jednym z nielicznych wartościowych programów dyskusyjnych TVP, prowadzonym przez Jana Pospieszalskiego. Poprzednio był to właśnie program o homoseksie, ostatnio o wychowaniu seksualnym, ściślej o ingerencjach w życie prywatne, osobiste i intymne za pomocą urzędowych, unijnych programów edukacyjnych i rozmaitych badań naukowych, które, czego się nie zauważa, też stają się dyskretnym instrumentem przemocy. Z programu wynikał dość ponury i niepokojący obraz roszczeń urzędników i profesjonalistów, nie mówiąc o ideologach, do władania nie tylko duszami, ale i ciałami. Nasuwało się pytanie, jakim prawem ktoś instytucjonalnie i w majestacie nauki uzurpuje sobie władzę nad czyimś życiem, w tym wypadku życiem młodszych, słabszych, nieświadomych rzeczy? Kto przyznał tym ludziom takie prawo, odbierając to prawo rodzicom i rodzinom. Czy to nie prawdziwy zamach na wolność, na co GW jest tak uwrażliwiona? Ale poziom dyskusji i polemiki tamże również przewidywalny: zawsze ta sama demagogia i sofistyka uzasadniana tylko prawem silniejszego.

Na klęczkach do Unii
To wszystko byłoby dość groteskowym folklorem, nad którym nie warto by się dłużej zatrzymywać, gdyby nie była to część całego syndromu i standardu, a mówiąc handlowo ? pewnej oferty lewicowo-liberalnej, którą łącznie z feminizmem, propagandą aborcji i eutanazji, tolerancją dla prostytucji i pornografii, mamy importować z Unii. Nasi niektórzy ministrowie i niektóre urzędy już pilnują, byśmy nie odmawiali sobie tych dobrodziejstw i nie odrzucali wspaniałomyślnych prezentów. Nie wiem, czy te zjawiska są w krajach Unii marginalnym folklorem, czy też stanowią istotną treść unijnej ideologii, co by mnie wcale nie cieszyło. Nie może mnie bowiem cieszyć Unia, od której jesteśmy teraz jakoś zależni, zdominowana przez pochody gejów, feministek, aborcyjnych samarytanek i lekarzy chętnych do eutanazji czy dziennikarzy "Gazety Wyborczej". Teraz byłoby to nasze wspólne nieszczęście. Martwi mnie to tym bardziej, że jesteśmy podatni, jak było widać w ostatnim dziesięcioleciu, na najgorsze wpływy z powodu naszych ciężkich kompleksów niższości wobec Zachodu.

(?)

 

Marek Klecel
Wyświetlony 7525 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.