piątek, 24 wrzesień 2010 12:44

Wolność i nowy ustrój

Napisane przez

Baczny obserwator historii dostrzega zależność między rozkwitem pewnych idei a natężeniem ruchów społecznych, zjawisk gospodarczych czy zmian politycznych. Moim celem nie jest analiza korelacji między wspomnianymi zdarzeniami oraz stwierdzenie właściwego łańcucha przyczynowo-skutkowego. Dlatego możemy się chyba na tym etapie zgodzić na taką konkluzję, że istnieją pewne sprzyjające okoliczności, w obecności których dochodzi do owych zdarzeń.

Obecnie, w Polsce nastąpiło skumulowanie wielu zjawisk (korzystnych i niekorzystnych ? tych drugich w stopniu przeważającym) na tyle istotnych, że powinny one stanowić punkt rozpoczęcia otwartej debaty politycznej lub nawet szerzej ? społecznej, i w jej konsekwencji przeprowadzenia poważnych zmian ustrojowych w naszym kraju. Osiągnięcie apogeum skutków wcześniejszych złych rozwiązań gospodarczych i politycznych sprzyja decyzjom może i trudnym, ale za to ozdrowieńczym. Doszliśmy w Polsce do takiej bowiem sytuacji, w której akces do UE traktowany jest już chyba nie jako wypracowanie dla Polski nowych możliwości w drodze do budowania dobrobytu, ale jako ostatnia deska ratunku, przeznaczenie. Wydaje się, że bez dotacji europejskich w Polsce już nic nie da się naprawić. Sytuacją jest żenującą, kiedy politycy bronią barykad z oscypków, kefiru i wódki jako naszego wkładu do strategii lizbońskiej, a minister rolnictwa przypomina i pomaga rolnikom w składaniu wniosków o dopłaty. A ja się pytam ? od kiedy dopłaty są źródłem innowacyjności, przedsiębiorczości i przezorności oraz źródłem wzrostu gospodarczego?
Jeżeli mówimy o zjawiskach mobilizujących nas do podjęcia zdecydowanych decyzji naprawczych, to powinniśmy dostrzec, że z jednej strony mamy do czynienia z kwestiami o znaczeniu międzynarodowym ? wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, przed nami wciąż otwarty problem referendum w sprawie przyjęcia konstytucji europejskiej. Z drugiej strony wkrótce odbędą się krajowe wybory parlamentarne oraz wybór nowego prezydenta. Dodatkowo cierpimy na, wydawałoby się, nieuleczalną chorobę deficytu budżetowego, dług publiczny sięgnął ponad stu miliardów dolarów amerykańskich, borykamy się z wciąż niewydolnym systemem opieki społecznej i medycznej, ZUS stoi na krawędzi bankructwa. Co i rusz słyszymy o przenikaniu polityki do sfery gospodarczej, co daje pożywkę korupcji. Bezrobocie sięgnęło blisko 20. procent! Powinno to być nie tyle ciekawym materiałem do badań i dyskusji ekonomicznych, ale alarmem o tragicznym stanie gospodarki, wynikającym nie z immanentnej cechy kapitalizmu (najlepiej "dzikiego", jak głoszą niektórzy), a wręcz przeciwnie, z silnego przywiązania dotychczasowych ekip rządzących do rozwiązań socjalistycznych, a eufemistycznie nazywanych społeczną lub sterowaną gospodarką rynkową. Nasza trzecia droga. Jeżeli dajemy wiarę tym kilku procentom wzrostu gospodarczego w Polsce, to wiemy, że wystąpiły one nie dzięki działaniom rządu, a mimo nich.
W tych okolicznościach część polityków tak zwanej prawicy wyczuwa potrzebę zmian ustrojowych, co wyraża w dość enigmatyczny sposób, nawołując do powołania IV Rzeczypospolitej. Jedne ugrupowania postulują liberalizację gospodarki, jeszcze inne przeciwnie, nieoddawania "kluczowych" branż prywatnemu, a co gorsza, obcemu kapitałowi. Propozycje te w mniejszym lub większym stopniu, w zależności od programu partii ? a raczej obietnic złożonych elektoratowi, przywiązania do często niejasnych i niespójnych wewnętrznie zasad oraz okopaniu się w wybranych przez siebie niszach rynku politycznego ? wypływa z potrzeby tych partii do uprzątnięcia bałaganu (zawsze po poprzednikach), a następnie urządzenia Polski według własnego, rzekomo sprawiedliwego i efektywnego modelu. Nawet lewica, w obliczu nadciągającej klęski, ostatkiem sił stara się chwycić gospodarczego, nibyliberalnego koła ratunkowego w postaci modyfikowanego w nieskończoność planu Hausnera. Każda partia ma inną, według niej sprawdzoną, formułę wyjścia z kryzysu. My, widzowie politycznego spektaklu, codziennie jesteśmy konfrontowani z nowymi pomysłami naprawczymi. Kasy chorych zmieniają się w Narodowe Fundusze Zdrowia, odprawy przyznawane są jednym, odbierane drugim ? w imię wyrównania sprawiedliwości "społecznej", dotuje się upadające branże, bo przecież nie można patrzeć, jak ludzie tracą pracę, zabrania się budowy supermarketu, bo drobny handel musi istnieć, zwiększa się akcyzy na finansowanie nowych inwestycji, których finalnie nie widać, dopłaca do hektara, bo musi się rolnikowi opłacać, wprowadza się w szkole jedno, zabrania drugiego (nie wspominając o koncesjnowaniu usług edukacyjnych i odebraniu rodzicom wpływu na treści przekazywane w szkołach), niektórzy ministrowie naciskają na Radę Polityki Pieniężnej, ta z kolei stopy procentowe podwyższa lub obniża, jakby miała wiedzę tak potężną, że uważa, iż lepiej spełnia funkcje regulujące popyt na pieniądz niż sam rynek (vide sterowana gospodarka rynkowa), bezpośrednie podatki obniża się (CIT), ale pośrednie już nie, wręcz przeciwnie ? podwyższa. Jednym słowem, jesteśmy codziennie wystawiani na ciężką próbę dokonywania analizy skutków różnorakich działań. Którą decyzję rządu lub propozycję partyjną poprzeć, która jest właściwa, która sprawiedliwa? Bez efektywnego klucza, według którego będziemy mierzyć rezultaty takich decyzji, nie damy sobie rady w ocenie trafności proponowanych lub już eksperymentowanych na nas rozwiązań.
Zatem podstawowym i wyjściowym kryterium oceny każdej decyzji rządu (i nie tylko) jest kwestia, czy decyzja taka nie narusza wolności jednostki. Wolność jednostki jest kwestią zasadniczą! Świadomi jesteśmy tego i zgadzamy się z tym, że nie wolno nam używać siły wobec innych osób. Zorganizowaliśmy się w państwa, ustanowiliśmy władzę sądowniczą i wybieramy rządy, aby chroniły nas przed agresją innych państw lub współobywateli. I na tym rola rządu powinna się zakończyć. Powinno obowiązywać nadrzędne prawo, że "czego mnie nie wolno, tego nie wolno rządowi". Motorem działania rządu powinna być sprawiedliwość, a nie współczucie, a osoby zasiadające w rządzie i Sejmie powinny zdawać sobie sprawę, że wierność nienaruszalnej i uniwersalnej zasadzie nieograniczania wolności jednostki jest ważniejsza niż czynienie przez nich "dobra", zwłaszcza według własnych, zmieniających się co wybory parlamentarne, kryteriów. Ministrowie, wczorajsi szarzy obywatele, muszą pamiętać, że bez ich pseudotwórczej działalności wszyscy doskonale damy sobie radę. Wypływa to właśnie z zasady wolności jednostki opierającej się na takich aksjomatach, jak (1) występowanie trwałej tendencji gatunku ludzkiego do rozwoju (prokreacja, tworzenie przyjaznego człowiekowi środowiska), (2) wolnej woli człowieka i wolności, jak czynnika sprawczego wszelkiego postępu (wynalazczość, kooperacja, zawieranie umów) oraz (3) oparciu działalności człowieka na takich wartościach jak sprawiedliwość i prawda.

(?)

 

Jacek Matulewicz
Wyświetlony 5885 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.