piątek, 24 wrzesień 2010 12:49

Polski interes narodowy

Napisane przez

Z Bartłomiejem Tomaszem Parolem z Centrum Obrony Interesów Narodu Polskiego im. Ryszarda Kuklińskiego rozmawia Artur Adamski

Artur Adamski: Zdumiewająco głośno grzmią w polskich mediach, powtarzane wielokrotnie, głównie przez Magdalenę Środę, słowa: "Polski interes narodowy jest trudny do zdefiniowania". Skoro problem ze zrozumieniem tego pojęcia mają nawet osoby kreowane przez TVP na głównych komentatorów życia politycznego ? nie od rzeczy będzie chyba prośba o lakoniczną werbalizację tej niezrozumiałej dla niektórych filozofek kwestii...

Bartłomiej Tomasz Parol: Oczywiście, jest szereg pojęć leksykalnych, które trudno zdefiniować jednym zdaniem, ale przecież każdy wie, o co chodzi. W tej grupie mieszczą się zwłaszcza pojęcia fundamentalne, takie jak: miłość, patriotyzm, prawda, ojczyzna, naród, życie, ale także i śmierć, ból, zdrada, zło, strach. "Polski interes narodowy" jednak takim pojęciem nie jest. Paniom: Środzie, Szczuce, Koffcie czy też Paradowskiej ? wybitnym przedstawicielkom salonów "Gazety Wyborczej" (czytaj: dogmatyczkom i specjalistkom od sączenia nihilizmu, relatywizmu i nowomowy) wyjaśniam: polski interes narodowy to inaczej Polska Racja Stanu ? a więc zbiór działań sprzyjających rozwojowi Polaków. Szczególne znaczenie ma to pojęcie teraz, gdy bez wystarczającego przygotowania znaleźliśmy się w dziwnej, bo nieprzewidywalnej wspólnocie państw. Kiedy słabną granice państwa, gdy lekką ręką pozbywamy się suwerenności decyzji dotyczących jego rozwoju ? najważniejszą dla Polaków sprawą staje się właśnie interes narodowy. Chcę przez to wyraźnie powiedzieć, że jeżeli chcemy przetrwać i zachować godność, to nie możemy już więcej dać się manipulować lewakom, postkomunistom czy innym "umoczeńcom" (jak ich trafnie nazwał Waldemar Łysiak), dla których właśnie polski interes narodowy jest trudny do zdefiniowania ? w przeciwieństwie do interesu własnego. Osłabienie państwa polskiego nie było w żadnym stopniu w interesie narodu, ale było na pewno w interesie grup i grupek "trzymających władzę". Te same powody zresztą były źródłem gmatwania prawa, zagrabiania mediów, kpin ze sprawiedliwości czy zbyt wysokiej reglamentacji administracyjnej. W mętnej wodzie nie tylko łatwiej łapać pstrągi, ale i dna nie widać. Centrum Interesu Narodu Polskiego im. Ryszarda Kuklińskiego będzie się starało właśnie informować i uświadamiać nasze zmanipulowane społeczeństwo, co naprawdę się dzieje, i chronić Polaków przed zakusami z zewnątrz oraz ze strony naszych rodzimych "Olków", "Adasiów", "Borówek" czy innych "Mulatów".

Jakie, według Centrum, są największe realne zagrożenia polskiego interesu narodowego?

Niewątpliwie teraz, po dokonaniu się swoistego Anschlussu państwowego, największym zagrożeniem staje się groźba Anschlussu kulturowego, gospodarczego (własności i majątku Polaków) oraz mentalnego (wartości, religii, etosów). Obawiamy się dwóch tendencji: agresywnej indoktrynacji przez narody lepiej zorganizowane, których utrwaloną strategią jest powiększanie swoich wpływów kosztem innych narodów (oczywiście, środkami dostosowanymi do danych realiów) oraz tworzenia europejskiego odpowiednika homo sovieticusa, czyli "homo euroticusa". Czyli człowieka, który nie będzie się utożsamiał z żadną kulturą, będzie bez korzeni, a jego poglądy na większość zagadnień będą "tak samo europejskie", i to bez względu na to, czy będzie mieszkańcem Warszawy, Brukseli czy Madrytu. Piłsudski mówił: Różność jest wartością. Gdy wszyscy się zgadzają i niczym nie różnią ? to po co demokracja, przecież zamiast wielu ludzi wystarczy głos jednego człowieka. Indii przed Anglikami nie ochroniły zamki, twierdze, strażnice... Ich twierdzą była ich kultura.
Polacy są narodem wyróżniającym się szacunkiem dla innych narodów. Po tysiącu lat naszej państwowości wciąż jesteśmy tam, gdzie żył Mieszko. Proszę natomiast spojrzeć na naszych zachodnich sąsiadów ? zaczynali za Łabą, a są za Odrą. Byli już nawet nad Wartą. Rosjanie też byli kiedyś bardzo daleko od Kamczatki i Kaukazu. I nie mówię tu o zasięgu państwa, ale narodu. Polacy z Litwinami tworzyli jedno państwo, ale wzajemnie szanowali swoje wartości narodowe. Największa polska epopeja narodowa zaczyna się od słów: Litwo, ojczyzno moja ? czego wiele narodów europejskich nie potrafi zrozumieć. Za czasów I Rzeczypospolitej na Ukrainie też rządzili swoi "Rusini" (np.: przesławny Jarema Wiśniowiecki), kultywujący rodzimą religię i kulturę. Proszę mnie źle nie zrozumieć ? to, co mówię, to nie szowinizm, ale świadomość zagrożeń i wielka chęć obrony tej naszej polskiej odrębności. Kiedyś jeden z nas zapytał śp. księdza Bernarda Sychtę ? dlaczego tak walczy o dorobek kultury kaszubskiej i kociewskiej, zamiast, np. w imię polskiej wspólnoty narodowej, polonizować ten trudny język. Ksiądz Sychta odpowiedział:
W języku polskim są tylko dwa pojęcia opisujące pewnego nakrapianego chrząszcza: "boża krówka" i "biedronka". Natomiast język kaszubski ma tych określeń 17. To razem 19. Gdy zapomnimy, że język polski tworzy też język kaszubski, to zostaną nam tylko te dwa pojęcia. A więc większość przepadnie. Nie możemy sobie na to pozwolić. My, Polacy, też nie możemy sobie pozwolić, by zapomnieć o naszej odrębności. Musimy ją chronić przed wpływowymi głupcami i tymi, co uważają się za na tyle silnych, że są zdolni, by tego "Anschlussu" kulturowego i mentalnego dokonać.

Przez pół wieku rządzący w Polsce reżim wszystkie aspekty naszego życia przekształcał w myśl przykazań marksizmu. W jego cieniu wyrosły całe pokolenia i nie ma co się łudzić, że nie pozostawiło to śladów poważnych i trwałych. Może to jest przyczyną tego, że ogromna część Polaków nie rozumie pojęcia interesu narodowego (przejawia się to choćby w przyzwoleniu na wyprzedaż narodowego majątku)?

Na pewno tak. Marksizm był doktryną wygodną dla reżimu, bo odczłowieczał społeczeństwo, a człowieka zamieniał w osławionego homo sovieticusa. Upadek wartości i niszczenie tradycyjnego modelu społeczności miało doprowadzić i doprowadziło do atomizacji jednostki (nie ufało się już nawet swojej rodzinie), zatracania umiejętności wyrażania własnych przekonań, powszechnej zgody na relatywizm moralny (donosicielstwo, służalczość, "wynoszenie" różnych dóbr z zakładu pracy i "załatwianie" spraw) oraz braku poczucia więzi narodowej. Słowo "naród" zbrzydło wszystkim, bo marksiści eksploatowali je, mając na myśli zupełnie coś innego. Stąd "Front Jedności Narodu" czy słynne Rodacy! w odezwie PKWN. Do tego doszła manipulacja gospodarką, gdzie bogacenie się i dbanie o interesy przestało być wartością, a zaczęło być naganną cechą każdego tzw. złego spekulanta. Taki szedł do paki, był wskazywany palcem po imieniu i nazwisku oraz niszczony domiarami. W tej chwili zbieramy owoce poletka, które marksiści obsiewali przez kilkadziesiąt lat. Nie znamy własnej historii, nie tępimy szubrawców, nie znamy znaczenia podstawowych słów i nie rozumiemy najprostszych mechanizmów, wreszcie ? nie potrafimy określić, co jest w naszym interesie. Polacy żyją wciąż z przetrąconym kręgosłupem, przyzwyczajeni do tolerowania niegodziwości, wybierają do parlamentu ludzi krańcowo skompromitowanych i nie reagują na rozkradanie majątku narodowego. Proszę zobaczyć, jak za podszeptem lewaków "myśli się tylko o przyszłości". Bo myślenie o przeszłości mogłoby znowu doprowadzić do tzw. polowania na czarownice (czytaj: elementarnej sprawiedliwości i napiętnowania tego, co podłe), a jednocześnie ci wszyscy nie robią nic, by o tę naszą przyszłość naprawdę zadbać. To spory problem ? jak po "odnaradawianiu" kilku pokoleń przez marksizm doprowadzić do powstania polskiego społeczeństwa obywatelskiego, które będzie dbało o właściwe dla nas miejsce na świecie? Amerykanie pracują dla zachowania amerykańskiego stylu życia. Polacy muszą się nauczyć pracować w imię polskiego interesu narodowego. Pocieszające w tym wszystkim jest jednak to, że pomimo wieloletnich wysiłków ? marksistom nie udało się w Polsce wyplenić całkowicie rodziny, religii, indywidualizmu, zafałszować zupełnie historii czy rozkopać wszystkich grobów. Mamy więc na czym budować. Tylko ocknijmy się.

Skąd wywodzą się ludzie tworzący "Centrum"?

W Polsce przyzwyczailiśmy się, że wszelkie inicjatywy powstają na bogato wyściełanej "kanapie". Wszelkie partie i znane organizacje są tworzone odgórnie, przez osoby znane, wpływowe, dysponujące możliwościami finansowymi i medialnymi, które dopiero potem otaczają się szerszym wianuszkiem współpracowników i starają się przyciągnąć do siebie te tzw. doły. Nie na tym jednak polega funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego. My jesteśmy właśnie inicjatywą oddolną. Jeden z Polonusów na portalu internetowym wołał niedawno: Kto organizuje te "Centrum"? Nikt nie zna tych ludzi!, samemu nie robiąc nawet tyle, by zadzwonić do nas po informacje. Tymczasem Centrum im. Ryszarda Kuklińskiego tworzą ludzie bardzo znani, ale w swoich środowiskach lokalnych. O zgodę na przyjęcie imienia patrona poprosiliśmy natomiast jednego ze znanych nam pełnomocników rodziny Pana Pułkownika. Do Centrum należą nauczyciele, dziennikarze lokalnych rozgłośni radiowych, prawnicy, działacze samorządowi i z większych lub mniejszych organizacji pozarządowych. Są to ludzie, którzy nie tylko wiedzą, czego chcą, ale także wiedzą, czego nie chcą. Zorganizowaliśmy się, gdyż siła przebicia każdego z nas osobno przez szum "politycznej poprawności" i hałas "ogłupiaczy medialnych" jest niewielka. W Polsce karty zostały rozdane przy okrągłym stole i nie słychać tych, co mają rację, lecz przede wszystkim tych, co te karty rozdawali. To jak taki większy brydż ? tylko oni licytują. Proszę spojrzeć, jak skutecznie zostały wykluczone z obiegu i świadomości społecznej osoby, które nie chciały się bratać z "Kiszczakami" i "Jaruzelskimi". Jest Wałęsa, ale już nie ma mowy o Gwieździe, Walentynowicz czy Kornelu Morawieckim i jego "Solidarności Walczącej". Gracze lansują Gretkowską, Tokarczuk czy literaturę dresiarską Masłowskiej, a ani się zająkną o wybitnej prozie wspomnianego Waldemara Łysiaka. Ten ostatni autor zresztą jako jedyny potrafi bronić się sam. Ale już Zbigniew Herbert bronić się nie może i obserwujemy manipulację polegającą na wspominaniu poezji (bo wybitna i nic na to nie poradzą) bez pamiętania o poecie (po uprzednim "skopaniu" jego osoby). My nie mamy takiego talentu, jak Herbert czy Łysiak, ale będziemy się starali wykorzystać możliwości, jakie daje fundacja jako forma prawna. Tak, jak pan czy pana koledzy-dziennikarze wykorzystują możliwości, jakie daje "Opcja na Prawo".

(?)
Wyświetlony 6728 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.