czwartek, 30 wrzesień 2010 07:31

W kapitalizmie decydują konsumenci, a nie urzędnicy

Napisane przez

W nr. 5 "Opcji" p. Jerzy Pawlas w tekście pt. "Barbarzyństwo supermarketów" przemycił sporo antykapitalistycznej, lewicowej i niemal totalitarnej retoryki. Jego populistyczno-etatystyczne hasła, wygłoszone chyba tylko ku poklaskowi aktywistów z biało-czerwonymi krawatkami (ale czy "Opcja na Prawo" to jest to właściwe medium?), nie tylko niewiele mają wspólnego z prawicowością, ale i naszą zachodnio-łacińską cywilizacją (etatyzm to przecież bizantynizm czystej wody!).

 

A oto trzy najbardziej rażące niedorzeczności, w kontekście prawicowości "Opcji na Prawo", autora "Barbarzyństwa supermarketów".
1. Jacques Chirac ? pisze autor: w swej kampanii prezydenckiej obiecał wprowadzenie zakazu budowy dużych sklepów. I dotrzymał słowa. Tymczasem w naszym kraju nie ma na to sposobu. Dlaczego miałby być!!!? Jeżeli konsumenci wolą kupować w dużych sklepach, to jest ich wolna wola! I nikt, łącznie z prezydentem, nie może im tego uniemożliwiać albo zakazywać! Albo kapitalizm, albo socjalizm. Aut, aut.
2. Kłamie p. Pawlas, kiedy pisze, że ludzie chcą mieć niedzielę dla siebie, a nie dla handlu (zresztą jak w innych krajach). Jeśli gros obywateli naszego państwa ? wbrew temu co pisze p. Pawlas ? właśnie w niedziele wybiera się na zakupy na bazary czy do supermarketów, to oznacza, że chcą kupować w tym dniu! I żaden urzędnik nie może im tego uniemożliwiać albo zakazywać (tak jak w innych krajach)! Jeśli oczywiście chcemy kapitalizmu.
3. Autor pisze: W krajach brukselskich (Niemcy, Wlk. Brytania) budowa dużego sklepu wymaga zgody lokalnych organizacji kupieckich. W naszym kraju decyzja ta należy do samorządu terytorialnego, co jest rozwiązaniem o tyle wątpliwym, że nie zawsze reprezentuje on interesy lokalnych społeczności. Co i kto w takim razie ma reprezentować interesy lokalnych społeczności? Czyżby tylko właściciele małych sklepów i ich organizacje? To chyba jakieś nieporozumienie. A co z konsumentami? Głosu nie mają? Zupełnie jak przysłowiowe ryby i dzieci?
Jedyna pozytywna myśl pojawia się dopiero w zakończeniu artykułu, kiedy to tow. Pawlas pisze, że w tych trudnych warunkach "rodzime kupiectwo i wytwórczość są skazane na własną inicjatywę". I dzięki Bogu, bowiem tylko to może uchronić ich przed bankructwem i bezrobociem. Własna inicjatywa to fundament kapitalizmu. I oby w Polsce był jak najmocniejszy!
W przeciwieństwie do autora, nie tęsknię za uregulowaniami urzędniczymi protekcjonizmem i etatyzmem, ograniczającym wolność gospodarczą. Sam prowadzę działalność gospodarczą w otoczeniu potężnej w porównaniu z moimi skromnymi środkami konkurencji, ale nie chcę i nie życzę sobie pomocy ani prezydenta, ani urzędników III Rzeczypospolitej. Radzę sobie bez nich, a nawet często wbrew nim! I ani w głowie mi jakieś urzędnicze ograniczenia wolności dla mojej konkurencji: zakazy, nakazy, dyrektywy...
"Wikingów stworzył północny wiatr" ? mówi stare skandynawskie przysłowie. Silnych i przedsiębiorczych tworzą trudy, konkurencja i walka, a nie błogi spokój, pomoc rządowa (m.in. w formie zakazów nie dopuszczających konkurencji do gry wolnych sił) i zasiłki. Historia kapitalizmu pokazuje, że można konkurować z kolosami. Małe firmy chcąc się rozwinąć, muszą konkurować z większymi. Często przewaga wielkiej firmy, jak napisała w jednym ze swoich artykułów internetowych Wanda Loskot (doradca biznesowy polskiego pochodzenia z USA): jest także jej piętą achillesową i można to wykorzystać (głównie właśnie tę ich wielkość). Loskot przytacza m.in. przykład Billa Gatesa, który całkowicie wykosił z konkurencji wielką IBM oraz Amazon.com, która wystartowała jako niepozorna księgarnia w sieci i szybko odebrała miliony dolarów, łącznie z przewodnictwem w branży, wielkiej i znanej firmie Barnes and Nobles.
A czy wielkie sieci sklepów ? obecnie światowe potęgi finansowe i korporacje - nie były kiedyś małymi sklepami i sieciami tworzonymi przez przedsiębiorcze jednostki? (...) W kapitalizmie to konsumenci, a nie urzędnicy w ich imieniu (jak w socjalkomunie) mają decydować o tym, czego chcą i co jest dla nich dobre ? także o tym, gdzie i kiedy chcą robić zakupy. Dobrze by było, gdyby tę prawdę uświadomili sobie także niektórzy ? najwyraźniej lewicujący ? publicyści "Opcji na Prawo".
Wojciech Rudny
Wyświetlony 6649 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.