Wydrukuj tę stronę
czwartek, 30 wrzesień 2010 07:48

Polityk niejednoznaczny

Napisał

Fenomenem polskiej publicystyki ostatnich kilkunastu lat są nibyleksykograficzne książki, w których powszechnie znane osoby zawierają skrót swoich poglądów - uporządkowanych "od a do z". Stanowią więc szansę zyskania, wprawdzie dość powierzchownej, ale wieloaspektowej wiedzy o ludziach mających znaczący wpływ na naszą rzeczywistość. Oczywiście – motorem tego gatunku twórczości jest "samokreacja" autorów. Nie jest też zapewne przypadkiem, że np. "Alfabet Rokity" ukazuje się w czasie, gdy zbliżające się wybory mogą lidera "Platformy" wynieść do godności premiera.

Kim jest jedna z najaktywniejszych postaci polskiej sceny politycznej? "Alfabet" w znacznej części ma kształt elementarza myśli konserwatywnej. Gdyby odrzucić to, co wiemy o politycznej drodze i koneksjach Rokity, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z człowiekiem prawicy. Autor twierdzi, że jest zwolennikiem radykalnego ograniczenia kosztów państwa, np. uważa, że służbowe samochody przysługiwać powinny co najwyżej dwudziestu paru dygnitarzom ? łącznie z prezydentem i premierem. Według informacji Rokity, same urzędy wojewódzkie w Polsce to łącznie ponad 13 tysięcy ludzi. Wyraża pogląd, że razem z wojewodami w całej Rzeczypospolitej struktury te nie powinny zatrudniać więcej, niż 400-450 osób. Jeszcze bardziej godna szacunku jest opinia o powiatach ? organach niejasnych, dublujących się kompetencji i służących chyba wyłącznie kaście urzędników. Nie ulega dla niego wątpliwości, że polski aparat publiczny należy do najkosztowniejszych w Europie i w zdecydowanej większości jest nie tylko całkowicie zbędny, ale jednoznacznie szkodliwy. Z książki wynika, że Rokita jest zwolennikiem likwidacji wszystkich agencji i funduszy celowych, które nazywa rakiem toczącym państwo.
Jak wielu prawników, przyznaje się do zainteresowania historią, choć zdradza w tej dziedzinie dość zaskakujące braki. Bez wątpienia też uwielbia postać Józefa Piłsudskiego. Objawia się to głównie wtedy, gdy myśląc, że cytuje marszałka ? w istocie przytacza znane wypowiedzi Aleksandra Wielopolskiego albo Georgesa Clemenceau.
Bez wątpienia jednak na tle posłów obecnej kadencji wyróżnia się wiedzą, błyskotliwością i zdolnością logicznego myślenia. Pomimo tego ? dopiero praca w komisji śledczej przyprowadziła go do wniosku, że część związków towarzyskich, które zaobserwowaliśmy jako niesłychanie szkodliwe dla państwa przy okazji afery Rywina, miała swój początek w Magdalence a nawet wcześniej ? przy okazji Magdalenki się jedynie ujawniła (...) dostrzegam w tamtym spotkaniu prapoczątek złych zjawisk, które zaczęły drążyć Rzeczpospolitą. Wspomnienia z czasów sejmu "kontraktowego" świadczą o tym, że Rokita nie ma też już złudzeń co do jakości pierwszego "solidarnościowego" rządu. Alarmował wówczas premiera, że ma dowody na to, iż SB pali swoje archiwa. Mazowiecki odpowiedział mu wtedy: Niech pan poinformuje o tym Kiszczaka, on będzie wiedział, co z tym zrobić. Według Rokity ? w zasadzie wbrew Mazowieckiemu i dopiero wiosną 1990 r. udało mu się doprowadzić do likwidacji MO, rozwiązania SB i weryfikacji jej funkcjonariuszy.
Wypowiedzi Rokity zaskakują trzeźwością oceny działań Adama Michnika. Autor "Alfabetu" stwierdza jednoznacznie, że naczelny "Wyborczej" od "okrągłostołowego przełomu" wolał współpracować z ludźmi PZPR-u, niż prawicowej opozycji. Więcej zagrożeń dla Polski upatrywał też w katolikach, niż w postkomunistach. Uważał, że prawica spróbuje go pozbawić rządu dusz. Z komunistami jest się w stanie zaprzyjaźnić, a z ludźmi prawicy ? nie. Według Rokity, Michnik popsuł polską świadomość narodową i obywatelską oraz ukrywa winy Kwaśniewskiego i Millera. Nie zaskakuje natomiast to, że najbardziej mętna część książki dotyczy obalenia rządu Olszewskiego ? jedynego, który miał wolę dokonania lustracji i dekomunizacji. W jego torpedowaniu Rokita odegrał bardzo aktywną rolę, a zdaje się w ogóle nie kojarzyć, że obecna degrengolada ma swoje przyczyny również w czerwcowej nocy 1992 roku, kiedy to przyczynił się do ocalenia postkomunistycznego status quo. Wtedy też popierał Pawlaka jako kandydata na premiera. A jak wiadomo ? skutek tego jest też m.in. taki, że 80% stanowisk kierowniczych w administracji publicznej dzierżą do dziś ciągle te same osoby, co w czasach PRL-u. Urzędnicza postkomuna nie uchowała się w takim stopniu w żadnym innym kraju byłych "demoludów".

(?)


Alfabet Rokity, Wypowiedzi: J. Rokita, Pytania i opracowanie tekstu: M. Karnowski, P. Zaremba, Wydawnictwo M., Editpresse Polska SA, Kraków 2004

Artur Adamski
Wyświetlony 4556 razy
Artur Adamski

Najnowsze od Artur Adamski

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.