czwartek, 30 wrzesień 2010 08:11

Rzecznik urzędokracji

Napisane przez

Minęło 4,5 roku, odkąd zostało utworzone stanowisko Rzecznika Praw Dziecka w Polsce. Taki okres pozwala ocenić, czy działalność danej instytucji jest sensowna czy nie. W polskich realiach ocena wszelakich stanowisk państwowych powinna być nad wyraz krytyczna, a to z racji chronicznych problemów z deficytem budżetowym.

Przypomnę na wstępie, jaka jest ustawowa rola Rzecznika. Otóż art. 1 Ustawy o Rzeczniku Praw Dziecka stanowi, że Rzecznik stoi na straży praw dziecka określonych w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, Konwencji o prawach dziecka i innych przepisach prawa, z poszanowaniem odpowiedzialności, praw i obowiązków rodziców. Rzecznik przy wykonywaniu swoich uprawnień kieruje się dobrem dziecka oraz bierze pod uwagę, że naturalnym środowiskiem jego rozwoju jest rodzina. Równie pięknie brzmi ust. 3 art. 3 owej ustawy: Rzecznik podejmuje działania zmierzające do ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem, demoralizacją, zaniedbaniem oraz innym złym traktowaniem.
Szczytne cele, nieprawdaż? Bez głębszego przemyślenia sprawy można orzec, że instytucja zajmująca się tak ważką dziedziną jak ochrona przyszłych pokoleń, naszych przyszłych biznesmenów, lekarzy, prawników, robotników, rolników, etc. powinna zajmować poczesne miejsce wśród instytucji państwowych, a do tego otrzymywać jak największe środki z kasy państwowej. Szczególnie chrześcijanom powinna być bliska troska o dzieci, a to z racji uwielbienia, jakim najmłodszych darzył Jezus, jak również mając wzgląd na nauczanie "papieża młodych" Jana Pawła II.

"Ja się wcale nie chwalę, ja niestety mam talent"
Gdy przejrzymy jednak listę spraw, które są kierowane do dziecięcego ombudsmana, nietrudno oprzeć się wrażeniu, że Rzecznik zajmuje się głównie problemami, które są pokłosiem funkcjonowania państwa opiekuńczego. Listę spraw otwiera likwidacja szkół oraz zmian obwodów szkolnych. Tak to już jest, że w realiach welfare state urzędnicy decydują procesie edukacyjnym dzieci. Od czasu powołania instytucji Rzecznika przed decyzjami urzędników "chroni" dzieci i rodziców kolejny urzędnik. Równie ważnym zadaniem owej instytucji jest interweniowanie w sprawach złego traktowania uczniów przez nauczycieli, co ukazuje już pełną patologię systemu, gdzie tak lokalnymi kwestiami zajmuje się osoba z najwyższego szczebla administracji państwowej.
Jedną z najważniejszych spraw jest, oczywiście, kwestia socjalna. W państwie opiekuńczym bowiem możliwość kreacji dobrobytu zastępuje się możliwością dostępu do państwowego garnuszka. System taki z natury rzeczy jest niewydolny, a więc sprawy rent, alimentów i lokali socjalnych również kierowane są do Rzecznika Praw Dziecka.
Oddajmy głos samemu Rzecznikowi. W artykułach przez niego opublikowanych na łamach "Rzeczpospolitej" można wyczytać, że powołanie instytucji było istnym strzałem w dziesiątkę, a jego działalność i starania na rzecz ochrony dzieci można by opisać w samych superlatywach. Do pana Pawła Jarosa trafiło w samym 2002 roku "aż" 6035 spraw, a obecnie liczba ta przekracza 10000. Pan Rzecznik chwali się niezliczoną ilością publikacji (książek, ulotek i informatorów) oraz zajmowaniem się tak ważkimi sprawami, jak zapewnieniem dzieciom prawa do wolnego czasu i odpoczynku, troską o dzieci ulicy. Problemem dla Pana Jarosa jest brak rozwiązań systemowych (a więc de facto nowych ustaw), które by dotyczyły zwalczania seksualnego wykorzystywania dzieci, budowania systemu pomocy dziecku-ofierze przemocy, tworzenia baz danych dotyczących dzieci narażonych na wykorzystywanie oraz sprawców tego procederu, jak również zapewniania bezpieczeństwa w szkołach. Widać więc jak na dłoni, że pan Rzecznik tkwi w naiwnym przekonaniu, iż ustawą można wszystko naprawić. Dziecięcy ombudsman załamuje również ręce nad faktem, że nagannie zachowujące się dzieci są zawieszane w prawach ucznia i postuluje zakazanie tego procederu aktem prawnym rangi ustawy. Nie wspomniał jednak o tym, że szkoły nie są i nie będą w stanie sobie poradzić z małymi przestępcami i terrorystami, którzy na siłę (urzędową decyzją) są umieszczani w "normalnych" klasach.

(?)
Krzysztof Nestor Kuźnik
Wyświetlony 5505 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.