Wydrukuj tę stronę
czwartek, 30 wrzesień 2010 09:11

Okiem liberała (stronniczy przegląd prasy)

Napisane przez

W lewackim periodyku "Rewolucja" (nr 3) w zasadzie nihil novi sub sole. Artykuły wielkiego socjalistycznego humanisty Lwa Trockiego, apologia wybitnego wenezuelskiego reformatora Hugona Chaveza, pochwała wyzwoleńczej walki palestyńskiego ludu roboczego. Czytelnikom "Opcji na Prawo", jako próbkę charakterystycznej stylistyki pisma, przedstawię fragment artykułu pod jakże uroczym tytułem "Amerykański popęd śmierci".

Autorem owego dziełka, które zapewne wśród "antyglobalistów" osiągnie status klasyku, jest niejaki Valerio Evangelisti, współpracownik francuskiej "Le Monde Diplomatique", były wykładowca historii na uniwersytecie w Ferrarze (założyciele uniwersytetów w Padwie i Bolonii prawdopodobnie przewracali się w grobach, widząc podobną postać na akademickich salonach). Evangelisti formułuje takie oto oceny w kontekście wojny w Iraku: Trudno o coś bardziej obscenicznego i żałosnego niż napięta i schizoidalna maska Blaira, błazeńska aparycja Aznara, kremowane zmarszczki Berlusconiego, gdy wszyscy trzej kamuflują ceremonialne tchórzostwo na widok rozszerzonych i obłąkanych źrenic [...] amerykańskiego pryncypała ? godnego spadkobiercy dynastii seryjnych morderców. Nie ma to nic wspólnego z ciepłymi, wilgotnymi i ludzkimi [podkr. S. L.] oczami niewinnych Irakijczyków. Dalej Evangelisti mówi o bandzie miernot-morderców, cechujących się zwierzęcą [podkr. S. L.] niedorzecznością, poszukujących swojego ocalenia w orgii barbarzyństwa i będących rzecznikami likantropii, czyli obłędu wilkołaczego. Wkrótce zresztą ci bezużyteczni ludzie będą przewracać się w kałuży moczu, a człowiecze sumienia nadadzą im odrażającą formę. Tekst w zasadzie mówi sam za siebie, ale pozwolę sobie jednak na jeden krótki komentarz. Skoro lewica tak często stosuje wobec przedstawicieli prawicy bardzo popularny zabieg delegitymizacyjny, zwany zgrabnie reductio ad Hitlerum, to nie zamierzam pozostawać dłużny. Otóż powyższa dehumanizacyjna retoryka budzi ewidentne skojarzenia z wokabularzem ideologów nazistowskich. Niewykluczone, że w kolejnym numerze "Rewolucji" ujrzymy, jak Blair, Bush czy Berlusconi nazywani są "pijawkami", "szczurami", "pasożytami" itp. Evangelistiemu do zastosowania frazeologii parazytologicznej naprawdę zabrakło niewiele. Najbardziej groteskowy (a może raczej najsmutniejszy) jest fakt, że podobne sformułowania wcale nie przeszkadzają rozmaitym "telewizyjnym" filozofom czy politologom ględzić, że komunizm oraz socjalizm to w sferze słów i doktryn szlachetne idee, wypaczone i skompromitowane tylko przez partackich wykonawców, nie pojmujących istoty tych wizji. Niech nas Bóg uchowa przed dojściem do władzy eksponentów tak "szlachetnych" koncepcji, jak te propagowane choćby przez redaktorów i publicystów "Rewolucji".

***
"Rzeczpospolita" (49/2004) publikuje bardzo interesujący artykuł Rafała Ziemkiewicza na temat zjawiska współczesnego antysemityzmu (istotny zwłaszcza w kontekście pojawienia się na ekranach kin "Pasji" Mela Gibsona). Ex-rzecznik prasowy Unii Polityki Realnej pisze tam: Instrumentalizując walkę z antysemityzmem do swoich celów politycznych, lewicowo-liberalne media dokonały znacznego zafałszowania historii i istoty zjawiska, w taki sposób, aby móc jednoznacznie skojarzyć je z prawicą. Zatuszowano całkowicie jadowity antysemityzm niektórych pism Karola Marksa i przemożny wpływ, jaki na ukształtowanie się nowożytnego antysemityzmu miały idee walki z kapitalistycznymi "wyzyskiwaczami", a zwłaszcza bankierami i finansistami. Przemilcza się oczywistą prawdę, że holokaust nie byłby możliwy, gdyby nie udzielone z góry przez lewicę i przejęte przez narodowy socjalizm rozgrzeszenie dla eksterminacji w imię postępu "warstw próżniaczych", pasożytujących jakoby na "ludziach pracy". Nawet utożsamienie tych pierwszych ze zdegenerowanymi w bogactwie Żydami, a drugich z żyjącym z pracy własnych rąk, zdrowym moralnie, aryjskim ludem nie było oryginalnym pomysłem Hitlera, ma swoje korzenie już u samego Marksa. Dla większości czytelników "Opcji na Prawo", taki opis sytuacji zatrąca o truizmy, ale nigdy nie za wiele podobnych wypowiedzi w wielkonakładowych dziennikach. Ziemkiewicz dodaje również, że współcześnie antysemickie brednie głoszone są przez postępową młodzież, ubrane w hasła, które są "trendy" [np. sprzeciw wobec globalizacji, radykalna krytyka USA, negacja polityki Izraela w Palestynie ? S.L.], przyozdobione sierpem i młotkiem oraz portretem Che Guevary. A europejski intelektualista, wychowywany w kulcie "idealistycznej" rewolty 1968 roku, przewodniczącego Mao i zbrzydzenia burżuazyjną demokracją, siedem razy ugryzie się w język, nim potępi kogokolwiek, kto używa tej miłej jego sercu symboliki. Będzie raczej wynajdywał setki usprawiedliwień dla "nieco uproszczonej" wizji świata propagowanej przez idealistycznie nastawionych aktywistów i udawał, że nie widzi, jak łatwo najbardziej radykalni z nich stawiają kropkę nad "i", demaskując, kim mianowicie jest "międzynarodowa finansjera" lub "zarządy globalnych korporacji". Po lekturze omawianego tekstu nasuwają się w szczególności dwie refleksje. Po pierwsze, prawica powinna zdecydowanie piętnować instrumentalizację antysemityzmu przez wszelkiej maści Sergiuszów Kowalskich (ojojoj, chyba dopuściłem się w tym momencie "mowy nienawiści"), wskazując na wyraźnie lewackie inspiracje antyżydowskich uprzedzeń i odrzucając promowaną zbitkę antysemityzm-faszyzm-nacjonalizm-konserwatyzm-prawica. Po drugie, niezwykle zasmucającym faktem są dziwaczne ideowe sojusze antyglobalistycznych lewaków z pewnymi polskimi środowiskami narodowo-katolickimi, budowane na gruncie odrzucenia kapitalizmu, krytyki amerykańskiego "imperializmu" i apoteozy "wyzwoleńczej" walki palestyńskiego ludu. Oczywiście, nie wolno bezrefleksyjnie akceptować wszystkich posunięć rządów USA i Izraela, jeżeli tylko zasługują one (a często zasługują) na bezkompromisową replikę. Niektórzy ludzie podpiszą się jednak pod najbardziej absurdalnymi sugestiami, jeśli są one wymierzone we wspomniane kraje.
***
A propos "Pasji" Mela Gibsona. "Tygodnik Powszechny" (10/2004) zamieszcza artykuł teologa Gezy Vermesa, poświęcony właśnie wspomnianemu filmowi. Zatrzymajmy się tylko nad jedną konstatacją autora, która wydaje się reprezentatywna dla przeważającej części krytyków gibsonowskiej ekranizacji Męki Pańskiej. Vermes pisze: Gibson twierdzi, że ani on, ani jego film nie są antysemickie. Problemem nie jest jednak postawa czy deklarowane intencje reżysera, ale fakt, że obraz na ekranie może inspirować lub umacniać antysemickie nastroje w tych odbiorcach, którzy mają do nich skłonność. Fakt, iż powyższa opinia zyskała tak znaczące poparcie w zróżnicowanych wyznaniowo i konfesyjnie środowiskach, w niczym nie umniejsza jej oczywistej absurdalności. Z takowych sugestii logicznie bowiem możemy wnioskować, że miarodajna ocena "Pasji" opierać się musi na opiniach takich np. osobników, jak Leszek Bubel czy Bolesław Tejkowski. Jeśli więc określone dzieło sztuki "umacnia" ich niewątpliwe wszak antysemickie skłonności, to należy owo dzieło potępić. Furda z kryteriami artystycznymi, światopoglądowymi, religijnymi ? "Tygodnik Powszechny" piórem Vermesa uznaje pp. Bubla i Tejkowskiego za arbitrów w kwestii antysemityzmu... Świat się kończy.
***
No i proszę, nawet w dwumiesięczniku "Res Humana" (nr 1-2/2004), piśmie krzewicieli kultury świeckiej, można okazjonalnie znaleźć bardzo interesujące artykuły. Oto Zbigniew Jaworowski rozprawia się tam z "fundamentalistycznym ekologizmem", przypominając o słynnym raporcie Klubu Rzymskiego z 1972 roku zatytułowanym "Granice wzrostu". Jak podkreśla autor, dokument ów został wydany w dwunastu milionach egzemplarzy i malował przyszłość świata w barwach ponurych. Wszystkie zasoby Ziemi powinny się zaraz skończyć, środowisko ulec skalaniu i zniszczeniu, a grzeszna ludzkość, samym faktem swego istnienia, miała skazywać biosferę na zagładę. Z raportu wynikało, że biosfera jest niesłychanie kruchym tworem, który nasz gatunek (określany [...] przez "zielonych" jako "rak biosfery") może łatwo zniszczyć. Nasuwał się z tego wniosek, że doprowadzenie przez ewolucję do powstania intelektu, stało się największą katastrofą, jakiej doznała Matka Ziemia. Niczym wobec niej było całkowite zamarznięcie planety 700 milionów lat temu, podniesienie przed 550-600 milionami lat zawartości tlenu w atmosferze do obecnego poziomu, śmiertelnie toksycznego dla ówczesnych organizmów, czy też wielokrotne uderzenia asteroidów, których katastrofalne skutki ogarniały cały glob. Wszystko to biosfera jakoś przetrwała i dopiero my sprowadzamy Koniec Świata. Jedno z proroctw klubu głosiło np., że już w około 1970 r. stężenie tlenu w Bałtyku spadnie do poziomu zerowego i przestanie podtrzymywać życie. Zasoby surowców naturalnych, bez których cywilizacja musiałaby upaść, miały się już wkrótce skończyć: złoto w 1982 r., rtęć, cyna i srebro w 1985 r., cynk w 1990 r., miedź i ołów w 1993 r., gaz naturalny i ropa 1994 r., a aluminium w 2003. Rzecz jasna, jak skrupulatnie odnotowuje Jaworowski, żadna z powyższych kasandrycznych przepowiedni nie sprawdziła się, podobnie zresztą, jak supozycje dotyczące spadku na Ziemi produkcji roślinnej netto czy dramatycznego wzrostu skażenia atmosfery przez pyły i metale ciężkie. Dzisiaj nawiedzeni ekologowie znaleźli sobie odmienny przedmiot walki, którym zostało zapobieganie "efektowi cieplarnianemu". Stąd fetyszystyczny stosunek "zielonych" do protokołu z Kioto, dokumentu absurdalnego nawet z czysto ekologicznego punktu widzenia. Jak ponadto pisze Jaworowski, przyjęcie wspomnianego protokołu doprowadziłoby [...] do ekonomicznej klęski w skali światowej, zapoczątkowałoby dezindustrializację, zahamowanie rozwoju cywilizacji, a nawet jej cofnięcie w mroki średniowiecza, a może i na poziom owego "szlachetnego dzikusa" z paleolitu, urojonego przez Rousseau. Cały artykuł podparty jest przekonującymi cytatami i statystykami. I właśnie na zakończenie trzy wyśmienite cytaty z wypowiedzi prominentnych działaczy ruchu ekologicznego: Możemy dojść do punktu w którym jedyną drogą ocalenia świata będzie doprowadzenie do zagłady cywilizacji; Winniśmy propagować sprawę ogrzewania klimatu. Nawet jeśli teoria ogrzewania klimatu jest nieprawdziwa, będzie to właściwe działanie; Globalny układ w sprawie klimatu musi zostać wprowadzony, nawet jeśli nie ma żadnych dowodów na poparcie efektu cieplarnianego. Fanatyczni "zieloni" nie wahają się zatem wykorzystywać sentymentów i emocji przeciętnego zjadacza chleba, który wszak naprawdę pragnie żyć w nieskażonym środowisku naturalnym.
***
W "Więzi" (3/2004) Tomasz Wiścicki przeprowadził wywiad z ojcem Maciejem Ziębą ? dominikaninem i czołowym medialnym komentatorem współczesnych wydarzeń. Wiścicki postawił tam następujące pytanie w kontekście wojny irackiej: Czy jakikolwiek polityk ma prawo się powoływać na Papieża? Może powiedzieć: Papież przyznał mi rację? Odpowiedź Zięby jest jednoznaczna i bardzo klarowna: Zdecydowanie politycy robić tego nie powinni, choć oczywiście wielu pragnie i tak działa. Politycy dążą do prostych rozwiązań, natomiast nauczanie papieskie jest skomplikowane. Zawsze istnieją rozbieżności między punktem widzenia papieskim a wizją polityków, bo Papież myśli w innej przestrzeni niż polityka, rozumiana jako doraźne działanie. Dlatego porządny polityk nie powinien powoływać się na Ojca Świętego, bo to jest instrumentalizacja nauczania papieskiego. Tylko przyklasnąć tej wypowiedzi. Zastanawiam się wszelako, gdzie przebywał Zięba w okresie przed europejskim referendum, kiedy to rozmaite wypowiedzi Jana Pawła II były używane w charakterze młota na politycznych przeciwników przystąpienia Polski do Unii Europejskiej? Jakoś nie pamiętam protestów skierowanych przeciwko wykorzystywaniu papieskiego autorytetu w tej materii.
***
Być może niektórych Czytelników tej rubryki zaskakuje często obecna w niej krytyka polskich partii "prawicowych". Wyjaśniając ewentualne wątpliwości, zastrzegam, że podług mego sposobu pojmowania prawicowości, ani pseudoliberalni prointegracjoniści z Platformy Obywatelskiej, ani socjalistyczni państwowcy z Prawa i Sprawiedliwości, ani socjalistyczni narodowcy z Ligi Polskich Rodzin nie zasługują na to szacowne określenie. Wysuwane przez te ugrupowania projekty niejednokrotnie powodują wręcz kompromitację prawicowych idei w różnych środowiskach. W tym właśnie kontekście warto zapoznać się z artykułem Stanisława Michalkiewicza w "Naszej Polsce" (nr 9/2004). Publicysta pisze: Pan poseł Zbigniew Ziobro, który wykonywał kiedyś zawód prokuratora, zaproponował ostatnio, by funkcjonariuszom publicznym konfiskować nadwyżki majątku, jeśli nie potrafią udowodnić, dlaczego jego wartość jest wyższa od sumy wynagrodzeń. Pan poseł Ziobro, ma się rozumieć, wie, że jest to przerzucanie konieczności udowadniania swojej niewinności, ale właśnie w takiej skłonności upatrywałbym symptomów choroby zawodowej. Prokuratorowi świat może przedstawiać się jako obszar zaludniony przez podejrzanych. 6 miliardów podejrzanych! Czy jakakolwiek prokuratura będzie w stanie sprawdzić każdego z nich? To, oczywiście, niemożliwe, ale w takim razie należy każdego człowieka postawić w stan podejrzenia i niech sam się tłumaczy. Wprawdzie pan poseł na razie mówi tylko o funkcjonariuszach publicznych, ale rozumiemy, że to tylko na początek, bo niby dlaczego zwykli ludzie nie mieliby skorzystać z szansy na moralne przeczyszczenie? Nikt wszak nie jest bez grzechu wobec Boga i winy wobec cara. Mniej więcej tak samo rozumował Feliks Dzierżyński, który wprawdzie był przedstawicielem radykalnej lewicy, ale z panem posłem Ziobrą łączą go te same [...] pragnienia i upodobanie do konfiskat. Spostrzegawczy byli Francuzi mówiący, że les extremes se touchent. Cóż, być może dla zwolenników PiS-u, także i Feliks Dzierżyński jest prawicowcem.
***
Skoro wdaliśmy sie już w rozstrząsania terminologiczne, to kontynuujmy ten wątek, tym razem pro domo sua. W "Dziś" (nr 3/2004) Marek Ross pisze o szwedzkiej feministce Ewie Moberg, której zasadniczym postulatem było użycie instrumentów prawnych do modyfikacji świadomości społecznej, eliminacji wielowiekowych patriarchalnych uprzedzeń i zmuszenia mężczyzn do odpowiedzialności za dom i dziecko. Krótko mówiąc, Moberg werbalizowała w feministycznym kontekście typowy dla wszelkiej maści lewicy postulat społecznej inżynierii. Nie jest to więc nic zaskakującego. Problem polega jednak na tym, że Ross określa rzeczoną panią mianem "liberałki". Nie ma co, w pięknym towarzystwie znalazł się Stary Liberał. Co ciekawe, w prasie coraz częściej pojawiają się głosy definiujące liberalizm jako polityczny nurt zmierzający do konserwacji i rozbudowy "państwa opiekuńczego", propagujący moralny permisywizm, wrogi wartościom religijnym, stojący na straży założeń "political correctness" i głoszący obsesyjny antyamerykanizm. Być może wkrótce, idąc za przykładem Fryderyka A. von Hayeka, zniesmaczony nadużywaniem terminu liberalizm przez socjalistów i feministki, zostanę zmuszony do zmiany swojego pseudonimu na "Stary whig"? Póki co jednakże, nie zamierzam rezygnować bez walki (na miarę moich skromnych możliwości) z czcigodnego miana liberała. Do Czytelników apeluję zaś, aby nie dawali się nabierać na kolejny element lewicowego przewrotu semantycznego, zmieniającego dawno ustalone znaczenia słów.
***
Jerzy Urban formułuje w tygodniku "Nie" (nr 13/2004) następujący postulat: Lewica działać powinna na rzecz zorganizowanej i wspieranej przez państwo migracji zarobkowej bezrobotnej młodzieży. Stary Liberał ma chyba znacznie lepszy pomysł. Moim skromnym zdaniem, państwo polskie działać powinno na rzecz zorganizowanej migracji (zarobkowej czy niezarobkowej, skolko ugodno) środowisk bezrobotnej i pracującej lewicy. Spodziewam się, że tak zarysowany cel znalazłby wręcz oszałamiającą aprobatę społeczną. Niewykluczone, że nawet libertarianie wyrażą poparcie dla takiego poszerzenia katalogu kompetencji państwa.
***
Paweł Ćwikła, recenzując na łamach "Przeglądu Politycznego" (nr 64) doskonałą pracę Pierre'a Gaxotte'a o rewolucji francuskiej, przytacza niezwykle trafną obserwację wybitnego francuskiego teokraty, papalisty, monarchisty oraz kontrrewolucjonisty, hrabiego Josepha de Maistre'a: Nawet zbrodniarze, którzy zdają się prowadzić rewolucję, wchodzą do niej tylko jako zwyczajne instrumenty; kiedy chcą nad nią panować, haniebnie upadają. Ci, którzy ustanowili republikę, zrobili to bez woli i wiedzy o tym, co robią; byli prowadzeni przez wydarzenia; plan obmyślony zawczasu nie zyskałby powodzenia. Robespierre, Collot czy Barere nie myśleli nigdy o ustaleniu rządu rewolucyjnego i systemu terroru; niezauważalnie zostali do tego doprowadzeni przez okoliczności. Nigdy nie zobaczymy znowu czegoś podobnego. Ci nader mierni ludzie sprawowali nad winnym narodem najstraszniejszy despotyzm, o jakim wspomina historia, i najpewniej sami byli najbardziej zdumieni swoją mocą. W jakim stopniu możemy uznać tę opinię za adekwatną do współczesnych realiów? Pomijając epitety typu "najstraszniejszy despotyzm" czy "system terroru", nasuwają się tutaj wyraźne analogie z doktryną i postępowaniem "ojców-założycieli" Trzeciej Rzeczypospolitej. Oni również u progu "przemian ustrojowych" byli raczej niesieni przez wydarzenia, aniżeli próbowali je kształtować; oni również wykreowali system polityczno-gospodarczo-społeczny "bez woli i wiedzy o tym, co robią"; oni również są dzisiaj najbardziej zdumieni rezultatem swych działań ? korupcją, bezrobociem, pauperyzacją społeczeństwa, zniewoleniem obywateli przez omnipotentny aparat biurokratyczny. Słowa de Maistre'a winny też stanowić memento dla tych polityków "prawicy", którzy po objęciu władzy planują zmienić obecną sytuację bez zakwestionowania podstawowego założenia leżącego u fundamentów "transformacji", tj. bez ostatecznego odrzucenia planów skonstruowania w Polsce demokratycznego socjalizmu na zachodnioeuropejską modłę. Tacy politycy ryzykują bowiem, że podczas sprawowania władzy zostaną zredukowani do roli "zwyczajnych instrumentów" socjalistycznego ducha dziejów. No, ale cóż, dla niektórych Joseph de Maistre to zapewne niegodny lektury protofaszysta...
***

W "Gazecie Wyborczej" (nr 69/2004) polityk śp. Unii Wolności (requiescat in pacem...) Mirosław Czech ubolewa, że Polska coraz wyraźniej rozpada się na kraj "barbarzyńców" oraz "kraj złodziei". W związku z tym ? pisze Czech ? Polsce potrzebna jest partia środka... Ciekawe, czy Czechowi chodzi o partię "barbarzyńskich złodziei" czy "złodziejskich barbarzyńców"? Oj, kondycja intelektualna Partii Ludzi Rozumnych pogarsza się z każdym dniem. Formułka Czecha dorównuje słynnemu bon motowi Lecha Wałęsy o byciu między prawą i lewą nogą. Za to pan Andrzej Lepper powiadomił zaciekawioną publiczność ("Nie", nr 14/2004), że jego partia szanuje człowieka, własność prywatną, kulturę narodową i wiarę ojców. Uff, od dnia dzisiejszego możemy spać spokojnie. Uśmiechnij się ? jutro będzie Lepper! Niestety, wydaje się, że do analogicznej konkluzji dochodzą niektórzy hierarchowie Kościoła katolickiego. Jak informuje "Najwyższy Czas!" (nr 14/2004), Jego Ekscelencja Stanisław Napierała, ordynariusz kaliski, poświęcił tablicę upamiętniającą blokadę Samoobrony w Cieni Drugiej. Oczywiście, mam pełną świadomość, że Kościół musi umieć koegzystować z nawet najpaskudniejszymi reżimami politycznymi, ale chyba JE Napierała wybiegł zdecydowanie przed orkiestrę... Za to moja ulubiona feministka-felietonistka Bożena Umińska uznała za stosowne poinformować czytelników ("Przegląd", nr 14/2004) o swoich widzeniach sennych, podczas których objawia się jej getto dla kobiet strzeżone przez patrol żołnierzy w hitlerowskich mundurach, z psami na smyczach. Ech, kiedy łotewska minister (zresztą najzupełniej słusznie) zestawiła ze sobą totalitaryzm nazistowski i komunistyczny, na salonach podniósł się niebywały krzyk. Gdy zaś Umińska w ekscentryczny sposób porównuje nazizm i patriarchalizm, establishment milczy. Cóż, co wolno wojewodzie... Wydaje się zresztą, że feministki tracą kontakt z rzeczywistością w stopniu jeszcze większym niż dotychczas.

Stary liberał
Wyświetlony 7207 razy

Najnowsze od

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.