poniedziałek, 25 styczeń 2010 18:19

Nie ma różnicy między aborcjonistami a nazistami

Napisane przez
Dlaczego Kościół protestuje przeciwko metodzie In vitro, która, jak przekonują jej zwolennicy, daje nadzieję parom bezdzietnym? Dlaczego katolicy nie zgadzają się na badanie nad komórkami macierzystymi, które mogą doprowadzić do wynalezienia leku na nieuleczalne choroby? Czy filmy s-fi nie są już fikcją i możemy projektować sobie dzieci? Czy Jan Paweł II, wypowiadając tuż przed śmiercią słowa ?Pozwólcie mi odejść do domu Pana?, zgodził się na eutanazję?

 

Z dr. Tomaszem Terlikowskim, filozofem, publicystą, dziennikarzem, autorem programu ?Wojna światów? nadawanego w TVP2, komentatorem tygodnika ?Wprost? i szefem wydawnictwa ?Fronda? rozmawia Łukasz Adamski.
 
Chciałbym, aby dzięki naszej rozmowie czytelnicy mogli dowiedzieć się, jaka w istocie jest bioetyka katolicka i by ten wywiad przełamał pewne stereotypy o nauczaniu Kościoła, jakie promują media. Jednak na początek muszę zapytać o wyrok w sprawie Alicja Tysiąc kontra ?Gość Niedzielny?. Przypomnijmy, że redaktor naczelny ?Gościa?, ks. Marek Gancarczyk został skazany za to, że w swoim felietonie nazwał aborcję morderstwem, co jest zgodne z nauką Kościoła katolickiego. Czy katolicy w Polsce nie będą mogli już głośno manifestować swojej wiary?
Ja liczę na to, że ten wyrok stanie się pewnym przełomem. Katolicy uświadomią sobie w końcu, że aby funkcjonować w przestrzeni publicznej, trzeba o to walczyć i zaangażować się w tę walkę bardzo otwarcie, ponieważ ogromne siły polityczne, społeczne i ideologiczne dążą do tego, żeby głos katolików był zmarginalizowany i jak najmniej słyszalny. Te siły posługują się do tego bardzo różnymi metodami, od mediów począwszy, na sądach kończąc. Wyrok w sprawie ?Gościa Niedzielnego? jest pierwszym tego typu wyrokiem w naszym kraju, ale trzeba się przygotować na to, że nie musi być ostatnim. Bardzo dużo zależy od reakcji katolików na to, co się wydarzyło, i jeśli będzie ona odpowiednio silna, to jest nadzieja na to, że wolność słowa i wolność sumienia zwycięży.
 
Aborcja, przerwanie ciąży, zabieg. Odnoszę wrażenie, że te eufemizmy coraz mocniej wpływają na podświadomość ludzi, którzy nie kojarzą aborcji z pozbawieniem kogoś życia. Aborcjoniści utrzymują, że traktowanie płodu jako dziecka jest tylko poglądem religijnym. Jednak również wiele organizacji ateistycznych protestuje przeciwko aborcji. Abstrahując od katolickiej nauki, czym jest tzw. płód?
W momencie połączenia komórki jajowej i plemnika powstaje nowy, zupełnie odrębny byt, jakim jest człowiek. W jego genomie, nie żadnej duszy, zawarte jest wszytko: jego kolor oczu, włosów, wzrost, czy będzie miał skłonności do tycia, czy będzie miał skłonności do zapadania na raka, jaki będzie miał głos, do którego z rodziców będzie bardziej podobny; to wszystko jest już zapisane od momentu poczęcia. Jest wysoce prawdopodobne, że nawet jest zapisane, na co umrze, o ile jego życie nie zostanie w nienaturalny sposób przerwane. Jest to więc zupełnie nowy, niepowtarzalny byt. Nie ma biologa, który by powiedział, że to nie jest człowiek. Zwolennicy aborcji mówią, że nie wiadomo czy to jest osoba. Być może nie wiadomo, ale to już nie jest spór biologiczny, tylko spór, co definiuje osobę.
 
A co definiuje osobę?
Dla mnie osobą jest każda istota, która należy do gatunku ludzkiego. Niezależnie od tego jakie ma cechy i czy jakichś cech jej brakuje. Generalnie zwolennicy procesualnej koncepcji tworzenia osoby mówią, że to świadomość, samoświadomość czy możliwość odczuwania bólu definiuje osobę. Jeżeli jednak przyjmiemy, że to samoświadomość definiuje osobę, to możemy zabijać również trzyletnie dzieci, bo one jej nie mają. Natomiast kryterium zdolności do myślenia abstrakcyjnego podnosi nam możliwość zabijania jeszcze starszych dzieci. Dlatego jedynym sensownym rozwiązaniem jest przyjęcie, że w momencie poczęcia powstaje osoba i wtedy spory teoretyczne o początek życia są bez znaczenia. Prawnie w przypadku wątpliwości rozstrzygamy na rzecz życia. Cały ten spór bierze zresztą w łeb już w 30, 40 dniu ciąży, kiedy dziecko wygląda jak człowiek. W trzecim miesiącu ciąży, kiedy dokonuje się większość aborcji, 10-centymetrowemu człowieczkowi bije serce, bardzo często ssie on palec i ucieka przed narzędziami chirurgicznymi. Biologicznie jest to więc istota gatunku ludzkiego, a aborcja polega na tym, że tę istotę rozrywamy na kawałki.
 
Alicja Tysiąc domagała się odszkodowania za brak możliwości zabicia swojego dziecka, którego urodzenie mogło pogorszyć jej wzrok. Coraz częściej sądy, również w Polsce, przyznają odszkodowania rodzicom, których dzieci urodziły się upośledzone, za to, że ci w porę ich nie abortowali. W krajach anglosaskich istnieje cały prawniczy biznes, który zajmuje się sprawami źle urodzonych dzieci. Jak mogą się czuć dzieci, które kiedyś dowiedzą się, że ich rodzice domagali się odszkodowania za to, że one żyją?
Jak się mogą czuć wszystkie te dzieci, które się urodziły upośledzone? Są obywatelami drugiej kategorii, ponieważ można je było zabić. Ja bym zadał również pytanie o to, jak się mają czuć rodzice, którzy są dyskryminowani ze względu na moralność? Domagać się kasy za to, że nie zabiłem swojego dziecka, mogę tylko wtedy, jeśli chciałem je zabić. I jak widzimy na przykładzie wyroków polskich sądów, taką kasę dostaję. Jednak jeśli nie chciałem zabić swojego dziecka, chociaż wiedziałem, że jest ono upośledzone, to wtedy kasy nie dostaję. Państwo i sądy zaczynają mówić: chcesz być moralny, to cię za to ukarzemy. Nie chcesz zabijać, to będziesz na tym stratny. Jesteś zwolennikiem życia, to płać i nikt ci w tym nie pomoże. To jest istota tego problemu. Jeśli godzimy się na możliwość odszkodowania za życie, za złe poczęcie czy złe urodzenie, to w istocie godzimy się na to, że ci wszyscy, którzy chcą żyć jak ludzie, godnie, z szacunkiem dla życia i moralności, będą przez państwo karani, a ci wszyscy, dla których zabicie własnego dziecka nie jest problemem, będą nagradzani, jeśli państwo im uniemożliwi to morderstwo.
 
Rozmawiałem całkiem niedawno z panią doktor z Białegostoku, która zajmuje się dziećmi z rozmaitymi wadami genetycznymi. Stwierdziła ona, że jej najgorszym problemem jest uświadomienie rodzicom, którym urodziło się dziecko upośledzone, że warto żyć z tym dzieckiem i ono ma swoją wartość. Rodzice pytają wtedy, że skoro to dziecko jest tak wartościowe, to dlaczego nasza ustawa pozwala je zabić. Przeskoczenie tego progu jest dla niej dramatyczne. Nasza ustawa stanowi, że upośledzeni są gorsi, są bowiem mniej chronieni przez prawo. W takim wypadku nie ma żadnych ontycznych czy prawnych powodów, żeby tę gorszość ograniczyć tylko do życia płodowego. Jeśli te dzieci są gorsze jako nienarodzone, to dlaczego są chronione po urodzeniu? Pomijam już zawodność procedur sprawdzających, które powodują, że abortuje się wiele zdrowych dzieci. Jeżeli przyznajemy społeczeństwu czy rodzicom prawo do decydowania kto ma prawo się urodzić, a kto nie, to ze społeczeństwa inkluzywnego stajemy się społeczeństwem ekskluzywnym, czyli takim, do którego trzeba być z jakichś powodów dopuszczonym. A skoro dopuszczamy do istnienia w takim społeczeństwie, to mamy również prawo z niego wykluczać. A wiemy, że tam gdzie pojawia się prawo do aborcji, szybko pojawia się prawo do eutanazji?
 
O eutanazji jeszcze porozmawiamy. Chciałbym jeszcze skupić się na zabijaniu nienarodzonych. W Polsce nie karze się za spędzenie płodu w trzech przypadkach: gdy mamy zagrożenie życia i zdrowia matki oraz dziecka, i w przypadku gwałtu. Znam wiele osób, które w rozmowie o tych trzech przypadkach stosują szantaż emocjonalny, mówiąc: a co ty byś zrobił, gdyby twoja żona została zgwałcona albo byłoby zagrożone jej zdrowie bądź dziecko urodziłoby się z zespołem Downa? Jak racjonalnie wytłumaczyć osobom mającym takie wątpliwości, że aborcja w każdym przypadku jest złem?
Ja nie wiem, jak bym się zachował. Wiem, jak się zachować powinienem. Między tym, że ja, być może, nie dorastam do pewnych reguł moralności, a tym, jakie one są, nie musi być sprzeczności. To jest takie głębokie przekonanie współczesności, że jak ja nie jestem w stanie czegoś zrobić, to trzeba zmienić regułę moralną. Mówiłem już o niepełnosprawności dziecka, więc przejdę do kwestii gwałtu. Dlaczego dziecko ma być odpowiedzialne za to, że jego ojciec jest gwałcicielem? Dziecko nie ponosi odpowiedzialności za to, że zostało poczęte w taki, a nie inny sposób. A jednak prawodawstwo karze dziecko najwyższą z możliwych kar, natomiast ojca gwałciciela wsadza się najwyżej na kilka lat do więzienia, jeżeli zostanie w ogóle złapany. Nie można dyskryminować kogoś ze względu na pochodzenie. Koniec. Kropka. Nie możemy zapominać, że dziecko poczęte z gwałtu nie jest agresorem. Jest jeszcze jednak istotniejsza rzecz, o której zapominają aborcjoniści. Tak jak gigantyczną traumą dla kobiety jest gwałt, tak aborcja jest dodaniem do tej traumy kolejnej, jaką jest zabicie dziecka. To nie jest tak, że aborcja pomaga kobiecie w uporaniu się z traumą gwałtu, ona ją wręcz potęguje! Sprzeciw wobec aborcji w przypadku gwałtu nie jest tylko troską o życie nienarodzone, ale również o zdrowie i życie zgwałconej kobiety.
 
(...)
Wyświetlony 1305 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.