czwartek, 30 wrzesień 2010 12:55

Człowiek z szamba

Napisane przez

Ich odrażająca siermiężność i przaśność mogła nawet pełnić funkcje propagandowe, wszak deklarowali wyzwolenie klasy wyzyskiwanych, gdy instalowali w kraju swój barbarzyński system. Po zniszczeniach wojennych, po odmóżdżeniu narodu przez dwóch okupantów, przyszło im to nie bez trudu, choć namiestnikowanie wspierał aparat przymusu i propagandy. Jakoś się urządzali. Głosili równość i sprawiedliwość społeczną, grabiąc, rekwirując, konfiskując, nacjonalizując. W latach 60. osiągnęli nawet tzw. małą stabilizację. Sprawnie funkcjonowały sklepy za żółtymi firankami, rozdawano talony samochodowe i mieszkania poza kolejką. Towarzysze zawsze mieli ciągoty snobistyczne (ostatecznie zajęli miejsce tradycyjnych elit), ale parweniuszostwo było raczej powściągliwe, tak jakby starali się zachować pewne pozory.

Dopiero gdy premier Rakowski zezwolił na spółkowanie gospodarki i okrągły stół pobłogosławił nomenklaturowy kapitalizm, dorobkiewiczostwo stało się ideologią, ostentacyjna zaś konsumpcja ? wyznacznikiem statusu społecznego. Aparatczyki i agenci spec-służb wzięli się za biznesowanie, ożywieni prostackim liberalizmem (pierwszy milion można ukraść). Ich działalność w sposób naturalny absorbowała przestępczą aktywność gospodarczą. Politycy, biznesmeni, gangsterzy łączcie się ? to ambitne hasło postkomunistycznych neoliberałów. Towarzysze udają ludzi z towarzystwa, choć na czerwone salony lepiej nie wstępować bez ochroniarzy czy magnetofonu. Niemniej, nikogo nie dziwi, że na prezydenckich imieninach spotykają się wszyscy bohaterowie głośnej afery, a gabinet premiera, majsterkujący przy ustawie medialnej bynajmniej nie poczuwa się do odpowiedzialności ani nie myśli o dymisji. Co więcej, towarzysze ochoczo zabawiają się w dupaka ? przepraszam, salonowca ? na oczach szerokiej publiczności, a wydawcy brukowych i manipulatorskich pism mizdrzą się jako obrońcy wolności słowa i przeciwnicy korupcji.
Tak głębokiego i gorącego zaangażowania we współczesność, jakie wykazali artyści, opłakując śmierć Stalina, próżno szukać w bieżących manifestacjach twórczych. Jałowość awangardowych eksperymentów, doraźna publicystyka antykatolicka, wszechobecna komercja wydają się raczej ucieczką artystów od współczesności. Tak mało jej w plastyce, teatrze, filmie. Jeżeli już pojawia się, to jako patologiczne marginesy. A rzeczywistość serialowa, kreowana z uporem godnym lepszej sprawy ? mimo sugestywności obrazu ? to przecież tylko przedrzeźnianie rzeczywistości, w której żyjemy. Telewizja, zwana kiedyś sztuką bieżących zdarzeń, kleci fantomy, przemycając w nich propagandowe przesłania, jak hollywoodzka fabryka snów. Nie widać, by artyści (jak to już bywało) dociekali mechanizmów, kształtujących współczesność, by próbowali ukazać dramatyczne uwikłanie człowieka w historię, nierzadko fałszowaną. Kiedyś korzystali z mecenatu komunistycznego quasi-państwa. Teraz z kapitału uwłaszczonej nomenklatury i aferzystów. To chyba jednak nie tłumaczy, dlaczego rzeczywistość pozostaje nieopisana i nieosądzona.

(?)
Jerzy Pawlas
Wyświetlony 5730 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.