czwartek, 30 wrzesień 2010 21:31

W ogniu unijnej propagandy

Napisane przez

Publikacja "Unia Europejska po Traktacie Nicejskim" pomyślana została jako próba odpowiedzi na szereg kluczowych pytań dotyczących kierunków rozwoju Wspólnoty na okres najbliższych kilkunastu lat.

Nikt dziś już nie kwestionuje tezy, że Unia jest organizacją, której istotę stanowi zmienność, a raczej niepohamowany pęd ku bliżej nieokreślonemu celowi, którego mglistej postaci nie potrafiłby opisać żaden z unijnych komisarzy. Zdawać by się mogło, że pluralizm rozwiązań, w obliczu którego znalazły się państwa "piętnastki", przyczynić się może jedynie do wzrostu stabilności wewnętrznej oraz dalszego rozprzestrzeniania wpływów Zachodu na kraje byłego bloku wschodniego. Tymczasem, widząc skutki konsekwentnie od lat stosowanej polityki liberalnej, a także czując na każdym kroku złowrogi oddech socjalizmu, będącego fundamentem ideowym UE, przeciętny Europejczyk coraz śmielej zaczyna zerkać w stronę bezwzględnie tępionych przez System ruchów narodowych dążących do odbudowy Europy Ojczyzn. Ale o tym, w recenzowanej pracy ? ani słowa. Nie mogło być zresztą inaczej, skoro została ona wydana przez Urząd Komitetu Integracji Europejskiej, czyniąc tym samym z obiektywnej pracy naukowej propagandowe dzieło na wysokim poziomie mistrza Goebbelsa.
Artykuły Ewy Maziarz i Andrzeja Grasia skupiają się na kwestii tzw. wzmocnionej współpracy, zwanej też zasadą elastyczności, która weszła w życie z dniem podpisania Traktatu Amsterdamskiego w 1999 roku. Wzmocniona współpraca oznacza możliwość podejmowania przez grupę państw członkowskich UE współdziałania w obszarach i dziedzinach, w których taka współpraca nie byłaby możliwa przy udziale wszystkich członków UE. Wszystko wskazuje na to, że zasada elastyczności stanie się jednym z najważniejszych czynników rozwoju UE po jej kolejnym rozszerzeniu, planowanym na rok bieżący. Jak więc widać, mamy do czynienia z tworzeniem Nowej UE w strukturach Starej UE. Kryterium przynależności do, jak to nazwał Joschka Fischer, "grupy pionierskiej", teoretycznie stanowić będą wspólne interesy państw, natomiast w praktyce o "być lub nie być" danego kraju wśród unijnych prymusów decydować będą przede wszystkim ekonomiczne korzyści Niemiec i Francji, czyli państw stanowiących trzon UE i w związku z tym decydujących o kształcie i charakterze każdej unijnej struktury. Obawy te również potwierdza Ewa Maziarz, pisząc:"inicjatywa obejmie prawdopodobnie najbogatszych członków UE, natomiast mogą zostać z niej wyłączone państwa, które ze względu na poziom rozwoju gospodarczego nie będą zdolne do udziału we wzmocnionej współpracy". Kuriozalnie, Polska, wstępując w maju 2004 r. do tzw. unii europejskiej, będzie jedynie członkiem drugiej kategorii, dla którego udział w kreowaniu europejskiej polityki będzie znacznie ograniczony. Ciekawe, czy wtedy nasi polscy eurowasale też będą tak intensywnie zachwalać europejskiego molocha? Być może nawet Andrzej Graś, wbrew wszelkiej logice, udowadniał będzie, że najważniejszymi osiągnięciami państw członkowskich UE w dziedzinie współpracy wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych jest zawarcie i stosowanie ? poza strukturami UE ? Umowy z Schengen z 1985 r. oraz Umowy Schengen II z roku 1990, tak, jakby miało to dla naszego kraju wręcz niebagatelne znaczenie. Tymczasem dorobek prawny Schengen, na który składają się m.in. polityka azylowa, przyznająca prawo osiedlania się w państwach Unii wszelkiej maści imigrantom, przyczynia się do zniszczenia, opartych na tradycji narodowych kultur, które historia tworzyła przez tysiąclecia. Rzesze kolorowej ludności, które zalewają nasz kontynent, już powodują zarzewia konfliktów na szeroką skalę. Jeśli w najbliższym czasie polityka unijna nie ulegnie zmianie, możemy być świadkami krwawych samosądów wymierzonych obcym przez białych Europejczyków. Niestety, pan Graś nie dostrzega tego problemu.
Ważnym postanowieniem Umowy z Schengen jest współpraca policji w dziedzinie prewencji. Tajemnicą poliszynela jest, że owo współdziałanie skierowane będzie głównie w przeciwników UE. I nie chodzi tu o jakieś grupki szaleńców, ale o legalne, często mające swych przedstawicieli w parlamentach organizacje polityczne, których jedyną zbrodnią jest próba realizowania niezależnej polityki narodowej. We wrześniu 1999 roku Rada Europy dyskutowała na swym forum "Raport o zagrożeniach dla demokracji ze strony ekstremalnych partii i ruchów w Europie". Wśród umieszczonych tam zaleceń znalazł się nie tylko postulat prawnego zakazu "werbalnej bądź pisemnej formy wyrażania rasizmu, antysemityzmu i ksenofobii", ale także konkretny nakaz międzynarodowej współpracy i koordynacji działań policyjnych w celu powstrzymania sukcesów i rozwoju ruchów narodowych. Taka jest właśnie demokracja: kiedy władza wymyka się z rąk, "panowie świata" slogany o wolności zastępują więzieniami.
Szczegółowe wizje rozwoju UE wraz z punktem widzenia czołowych europejskich polityków zaprezentowane zostały w artykułach Zbigniewa Czachóra i Krzysztofa Chudego. Wiele do myślenia dają, przywołane przez Czachóra, najważniejsze zmiany wprowadzone do Traktatu o Unii Europejskiej. Wśród praw powszechnych w UE wymienia on prawa człowieka, relatywistyczne prawo do wolności od absolutnej Prawdy oraz demokrację, rozumianą jako ostateczną wyrocznię Prawdy i Fałszu. I właśnie te, pożałowania godne, unijne wartości zostały mocą Traktatu Nicejskiego podniesione do rangi Absolutu, a jeśli którykolwiek kraj odważyłby się je naruszyć, zostanie zawieszony w prawach członka UE, co wcale nie zwolni go z płacenia składki do budżetu UE. Czachór pisze dalej: "zmieniony art.189 Traktatu o Wspólnocie Europejskiej stwierdza, że Parlament będzie liczył 732 posłów po osiągnięciu przez UE liczby 27 państw członkowskich". Biorąc pod uwagę, że miesięczna pensja posła Polskiego Parlamentu równa się 1/3 wynagrodzenia unijnego parlamentarzysty, łatwo obliczyć, że miesięczne koszty funkcjonowania europejskiego organu legislacyjnego wynoszą co najmniej 15 mln zł. Ile szkół, domów, boisk sportowych można byłoby za te pieniądze wybudować? Ilu bezdomnym dać schronienie nad głową? Próżno jednak w artykule dra Zbigniewa szukać odpowiedzi na powyższe pytania. Przytacza on zaś podział mandatów w instytucjach unijnych po rozszerzeniu w 2004 r. Na Polaków czeka 50 miejsc w Parlamencie Europejskim, po 21 w Komitecie Ekonomiczno-Społecznym i Komitecie Regionów oraz 27 mandatów przy ważeniu głosów w Radzie. Bez wątpienia unijne propozycje dla Polski są wyjątkowo lukratywne, wobec czego już dziś jesteśmy świadkami wyścigu błaznów po brukselskie stołki. Prym wiodą, złączeni na tę okazję w braterskim uścisku, politycy SLD, PO, PiS i PSL.
Reforma zakończona Traktatem Nicejskim nie jest ostatnią. Traktat ten zapowiada "zwołanie nowej Konferencji Międzyrządowej na rok 2004. Zapowiedzi przedstawicieli instytucji wspólnotowych oraz państw członkowskich sugerują, że kolejna reforma wewnętrzna UE powinna się zakończyć przyjęciem konstytucji europejskiej lub traktatu konstytucyjnego". Mógłby stać się on nowym początkiem UE, albo, jak pisze przerażony dr Czachór, "jej końcem, jeśli nie uzyska wsparcia społecznego obywateli państw członkowskich". Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że prorocze przewidywania poznańskiego naukowca kiedyś staną się faktem.
W drugim swoim artykule, pt.:"Przygotowania do Konferencji Międzyrządowej 2004", Zbigniew Czachór poddaje analizie podstawowe pojęcia z punktu widzenia supranarodowego rozwoju UE. Główną myślą przyświecającą tej analizie jest: "liberalno-instytucjonalistyczny pogląd, iż proces integracji europejskiej zakwestionował państwowo-centrystyczną wizję rzeczywistości międzynarodowej, udowadniając konieczność upowszechniania pluralistycznego modelu uczestnictwa międzynarodowego, w którym aktywność państw będzie jednocześnie uzupełniana i zastępowana przez inne podmioty". W ujęciu koncepcji funkcjonalistycznej supranarodowa sieć organizacji staje się czymś w rodzaju pluralistycznej wspólnoty, której suwerenność ulega w jakimś stopniu ograniczeniu i podporządkowaniu kontroli międzynarodowej sieci funkcjonalnej. W ostateczności, pisze Czachór, "mamy tu do czynienia z możliwością zanikania państw narodowych". Jest to otwarta deklaracja zamachu na całą cywilizację łacińską, która stworzyła europejskie narody, nadała im lokalne koloryty i obdarzyła różnorodnością.
W utopijnej wizji funkcjonalizmu, którego autor recenzowanego tekstu jest zwolennikiem, starego człowieka przywiązanego do narodowej kultury, ojczystego języka i historii przodków ma zastąpić nowy człowiek, którego jedynymi potrzebami życiowymi będą konsumpcja i wydalanie. Powyższą hipotezę potwierdza sam Czachór, pisząc: "w miarę zaspokajania funkcjonalnych potrzeb ludzie odkrywają źródło swojego dobrobytu i kierują swe oczekiwania i zobowiązania raczej do organizacji supranarodowych aniżeli do swoich państw". Myliłby się jednak ten, kto by twierdził, że unijna antynarodowa polityka zmierza w kierunku unicestwienia pojęcia narodu. W obecnej nowomowie znaczenie tego słowa rozciąga się na wszystkich obywateli Unii Europejskiej. Mamy więc do czynienia, cytując Czachóra: "z kształtowaniem nowego narodu Europejczyków". Znaczy to mniej więcej tyle, że od 1 maja 2004 roku do grona naszych rodaków będziemy mogli zaliczyć np. G. Schrödera i T. Blaira, ale także Arabów obecnych już niemal na każdej ulicy Marsylii, wszak w świetle prawa są oni obywatelami Francji. Ciekawe, czy pomarli przodkowie naszych nowych rodaków, jak A. Hitler czy Arystoteles, w chwili przystąpienia do Unii również staną się naszymi rodakami?

(?)


Zbigniew Czachór (red.), Unia Europejska po Traktacie Nicejskim, Urząd Komitetu Integracji Europejskiej, Warszawa 2002

Piotr Jesionek
Wyświetlony 2869 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.