czwartek, 30 wrzesień 2010 21:33

Polski grzech niepamięci

Napisał

Informacje o rzekomym polskim antysemityzmie są towarem cennym i ciągle poszukiwanym. W krajach, które nas zdradziły w czasie II wojny światowej, poprawiają one samopoczucie, niejako pomagając uzasadniać ówczesną haniebną politykę- militarną bezczynność w 1939 roku oraz łajdactwa Jałty i Poczdamu. Przyprawienie Polakom podłej, antysemickiej gęby - skutecznie służy deprecjonowaniu nasze-go wkładu w walkę z Hitlerem, a także budowaniu obrazu Polski, jako kraju o niższej wartości w ogóle. Oddanie w łapy Stalina niesympatycznych ksenofobów jest wszak mniejszym grzechem od skazania na taki los wiernych, wykrwawionych sojuszników. Wizerunek Polaków – antysemitów stanowi wielką atrakcję dla Niemców, gdyż w jego kontekście dokonane przez nich ludobójstwo zatraca swoją wyjątkowość. Brednie o polskim współudziale w holocauście pozwalają nawet "osiągnięciem" tym z Polakami się podzielić. Jest to też temat pożądany przez niektóre środowiska żydowskie.

 

Wielu ludzi polityki, kamery czy pióra poświęca swój talent budowaniu w świecie obrazu Polaków jako sprawców tragedii ludu Izraela. Z "Wyboru Zofii" Wiliama Styrona dowiadujemy się, że to "antysemityzm rozsławił Polskę w świecie". W serialu "Wichry wojny" polscy żołnierze września 1939 tyle samo uwagi przywiązują do obrony ojczyzny, co do prześladowania Żydów. Tę drugą skłonność tak dalece mają "we krwi", że nie potrafią jej sobie odmówić nawet pod ostrzałem hitlerowskich pocisków. "Listę Schindlera" kończy pokrętna konkluzja, z której można odnieść wrażenie, że najwięcej polskich Żydów uratował niemiecki przemysłowiec. Menachem Begin w wywiadzie dla holenderskiej telewizji w 1979 r. twierdził, że "Polacy współpracowali z Niemcami w tym, co się tyczyło Żydów. Z 35 milionów Polaków co najwyżej stu ludzi pomagało Żydom. Z dwudziestu tysięcy polskich księży żaden nie uratował choćby jednego żydowskiego życia. Dlatego wszystkie obozy śmierci były ustanowione na polskiej ziemi". Leon Uris w wydanej w 1958 r. książce pt. "Exodus" pisał, że "przez siedemset lat Żydzi w Polsce byli poddawani prześladowaniom najróżniejszego rodzaju, począwszy od maltretowania po masowe mordy". W mózgu myślącego człowieka musi się pojawić pytanie ? dlaczego w takim razie większość prześladowanego narodu na długie wieki osiedlało się właśnie w Polsce, skoro przez 700 lat spotykały go tu jedynie nieszczęścia i śmierć? Umysł amerykańskiego "pisarza" do takiej refleksji jakoś nie jest zdolny... Niedawno "Res Publica" wydrukowała majaki Henryka Grynberga, według których nawet hitlerowskie zbrodnie Nocy Kryształowej miały swoje źródło w polskim antysemityzmie. Niejedna "historyczna" książka sugeruje, że przed II wojną światową wrogość wobec Żydów była w Polsce bardziej jaskrawa i powszechna, niż w Niemczech. Nie sposób sobie wyobrazić idiotyzmu w bardziej skrajnej postaci. A jednak ? kolejne, absurdalne kalumnie nie powodują głośnego sprzeciwu. Czyżbyśmy już tak bardzo byli ogłuszeni ciosami "antysemityckiego wskaźnika", że zaczęliśmy się oswajać z narzucanym nam wizerunkiem?
Zapewne miał rację Patrick J. Dollan, który twierdził, że "nie ma drugiego kraju, o którym kłamano by tyle, co o Polsce" Słowa zapomnianego brytyjskiego polityka to jednak głos wołającego na puszczy. Obrzucani wyzwiskami, oczerniani ? dajemy się zapędzić do haniebnego, antysemickiego kąta. Tym samym ciężko grzeszymy wobec tych spośród nas, którzy oddali życie sprawie ratowania Żydów w czasach holocaustu, a których ofiara jest zapomniana. To, że "wiedzą tajemną" jest działalność "Żegoty", historia Romana Pileckiego, księdza Bucharczyka, księdza Wilka-Witosławskiego, dzieje Żydów ukrywanych w klasztorach, np. w Limanowej ? jest dzisiaj naszą prawdziwą, wielką winą. Tym większa jest zasługa Elżbiety Isakiewicz, która książką pt. "Czerwony Ołówek" wydobyła z niepamięci postać Henryka Sławika ? zupełnie dziś zapomnianego Polaka, który ocalił tysiące Żydów.
Sławik w okresie międzywojennym był posłem na Sejm Śląski, dziennikarzem, bardzo aktywnym działaczem wielu stowarzyszeń. Wiedział, że pod hitlerowską okupacją zginie w jednej z pierwszych egzekucji, więc we wrześniu 1939 roku wolał przedostać się na Węgry. Tu stał się jednym z najważniejszych organizatorów życia polskich uchodźców oraz przerzutów żołnierzy do Francji a po jej klęsce ? przez Bliski Wschód do Anglii.
(?)


E. Isakiewicz "Czerwony ołówek", Niezależne Wydawnictwo Polskie, Warszawa

Artur Adamski
Wyświetlony 3798 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.