poniedziałek, 25 styczeń 2010 18:24

W Zimbwawe jest lepiej

Napisane przez
Wróciłem z wakacji w Polsce. Zostało parę (OK, grubo ponad tysiąc) zdjęć i jakieś kartki z tym, co miało nie ulecieć pamięci. Wszystko poleciało. Najważniejsze, że są przyjaciele, którzy się nie zestarzeli, i jacyś nowi kosmiczne ludzie. To były bardzo fajne wakacje!!!


Afryka może się zdarzyć na drodze do Tczewa! I dziwactwa zupełnie jak u nas, w Warszawie jakiś chiński bar z naklejką: ZAKAZ WPROWADZANIA PSÓW na drzwiach; że nie wolno z własnym jedzeniem czy co? W pociągu, gdy minęliśmy Poznań, do przedziału wchodzi konduktor:

? Czy ktoś z państwa wsiadł w Poznaniu?

I tylko jednego żal: tyle czasu, a i tak za mało, żeby każdego spotkać i pobyć...

Na lotnisku w Johannesburgu natykamy się na zimbabwiańską reprezentację rugby. To myśmy z Małym byli przy nich byki i karki!

Po powrocie w Zimbabwe coraz lepiej, na drodze między Bulawayo a Plumtree postawili szlaban i trzeba za przejazd płacić. Logiczne! Dlaczego do tej pory tego nie było? Logiczniej może być tylko w Botswanie: na rondzie policjant ruchem kierował!!! Korek jak z filmów, bo faktycznie ten policjant zawiadywał połową ronda, a drugą połową zawiadywał drugi policjant, który akurat przez telefon gadał, ręce zajęte, machać nie może, tylko strzela oczami i wzrokiem czarnego bazyliszka karci tych, co chcą jechać.

Ale najważniejsze, że w Zimbabwe jest lepiej!

I to nie jest żart. Wszystko się zmienia w tempie, jak na Afrykę, ponaddźwiękowym! Sklepy się zapełniają, chleb można kupić bez stania dwa dni w kolejce, a benzyna to nawet tanieje czasem, i do tego jest. Też czasem.

Żeby jednak nie zapomnieć, gdzie mieszkamy i kto tu rządzi, strach, że wróci stare wciąż jest. A zmiany są takie, że po wszystkich utrapieniach z biliardową walutą miejscową teraz mamy oficjalnie i z przymrużeniem oka rządu cztery waluty jednocześnie: randy z RPA, pule z Botswany, amerykańskie dolary (nazywają się po ndebelsku jusa) i dolary zimbabwiańskie. Kupując jedną rzecz, można płacić czterema rożnymi walutami i przeliczanie tego wszystkiego jest wciąż szybsze niż zastanawianie się nad kursem dnia zimdolara. Co prawda, nie spotyka się już ciekawych zdań w stylu: po ile marchewka dzisiaj? A po trzysta dwadzieścia kwadrylionów kilo. To pani mi naważy za dwieście dziewięćdziesiąt trzy miliardy i dorzuci kopru za siedemdziesiąt pięć miliardów. I niech ktoś po takiej rozmowie z targu powie, że Zimbabwe to biedny kraj. Po uwolnieniu rynku walutowego zmiany są widoczne, ale najgorzej jest ze świadomością, która przez wiele lat ugniatana inflacyjnym tsunami pozostawiła przyzwyczajenia do dużej ilości zer. Dla przykładu: nauczyciele chcą zarabiać 2200 dolarów amerykańskich miesięcznie, a za przyjęcie do szpitala (zanim ci powiedzą, że doktora nie ma na liście zatrudnionych w tym szpitalu, a lekarstwa musisz kupić sobie sam) wołają 800 jusa. I tak zrobił się nam najdroższy kraj na świecie. A podatki wciąż oscylują wokół 100%, wedle zasady: jak ktoś zarabia, musi się liczyć z ciężarem odpowiedzialności za tych, co pracy nie mają. Taka czarna odmiana solidarności społecznej.

(...)
Wyświetlony 1619 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.