sobota, 02 październik 2010 12:21

Feministki zwijają sztandary?

Napisała

Wyzwolone Amerykanki

Obecnie amerykańskie kobiety mają wszystko to, o co chcą walczyć teraz polskie feministki. Mają aborcje, są traktowane priorytetowo przy zatrudnianiu, mogą być żołnierzami (żołnierkami?). System opieki dziecięcej day care powoduje, że zostawiają dziecko tu czy tam bez większego problemu. Gdziekolwiek pójdą ? do restauracji czy sklepu ? czekają na nie wszelkie udogodnienia dla dzieci: wózki, krzesełka czy ubikacje. Już od dawna ich mężowie nie oczekują, że będą sprzątały w domu czy gotowały obiady. Kiedy chcą, wychodzą z koleżankami na babskie wychodne. Wywalczyły więc chyba wszystko, co mogły.

W liczbach sytuacja tych najbardziej ambitnych i najzdolniejszych wygląda tak: w 2003 r. na uniwersytecie Yale 50% absolwentów na poziomie licencjata to kobiety, w Berkeley Law School w 2004 r. będzie ich 63%, w Harvardzie 46%, a na uniwersytecie Columbia 51%. 47% studentów uczelni medycznych to także kobiety, do tego 50% w szkołach biznesu na poziomie licencjackim (tylko 30% chce robić magisterium z biznesu). Te właśnie kobiety zatrudniane są przez najlepsze firmy. Nie można więc powiedzieć, że kobiety są dyskryminowane na uczelniach wyższych. Wygląda na to, że pędzą one do przodu. Ale potem... zupełnie nagle zwyczajnie się wycofują,. I to właśnie odkryła, ku własnemu zdziwieniu, dziennikarka "New Jork Times'a" Lisa Belkin.

"New York Times Magazine" o aspiracjach amerykańskich kobiet
Artykuł "The Opt-Out Revolution" pióra Lisy Belkin wywołał prawdziwą burzę medialną. Do tego, został także umieszczony na stronie internetowej The White House Project, organizacji, która walczy o to, aby kobiety mogły zajmować wysokie stanowiska w polityce i biznesie. Jest to coś w rodzaju naszego Biura Pełnomocnika ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn. Jeśli zaś przyjmiemy, że "New York Times" to taka amerykańska "Gazeta Wyborcza", to "New York Times Magazine" to takie "Wysokie Obcasy". Czy jest szansa, żeby podobny tekst znalazł się w tym polskim dodatku?
Tekst Lisy Belkin oparty został na jej kilkuletnich własnych spostrzeżeniach i obserwacjach koleżanek i kobiet, z którymi przeprowadzała wywiady. Jej koleżanki to absolwentki najlepszych amerykańskich uniwersytetów: Columbia, Princeton czy Harvard.

"Myślałyśmy, że będziemy miały w końcu kobietę-prezydenta"
Szefowa Ms. Foundation for Women i White House Project, pani Marie Wilson (czyli taka Jaruga-Nowacka, walcząca od 1975 r. o to, aby kobiety pięły się po szczeblach kariery) mówi: "Myślałyśmy, że kobiety będą stać na czele połowy firm w USA i będą stanowić połowę w zarządach czy różnych radach". Belkin pisze, że spośród świetnie wyedukowanych kobiet tylko 16% staje się potem pracownikami korporacji na najwyższych szczeblach, a tylko osiem firm ma za szefów kobiety. W USA na 435 członków Izby Reprezentantów są 62 kobiety, a w stuosobowym Senacie ? tylko 14. Liczby te spowodowały rozczarowanie feministek, a dalsze badanie przyczyn tego zjawiska ukazało, jak bardzo feminizm oderwany jest od rzeczywistości.

Macierzyństwo dyskutowane na nowo
W latach 90. i przedtem amerykańskie feministki mówiły o tym, że kobiety nie mogą osiągnąć tego, czego chcą, dlatego, że są kobietami. Potem dla feministek stało się jasne, że przeszkodą jest macierzyństwo. Rzeczywistość pokazuje jednak coś innego. Amerykański spis powszechny pokazał, że w ostatnich latach liczba kobiet pozostających w domu ze swoimi dziećmi wzrosła o blisko 13%. A liczba kobiet powracających do pracy po urlopie macierzyńskim spadła z 59 do 55% w 2000 r. Prawdą jest, że kobiety pracują mniej niż mężczyźni, ale nie z powodu dzieci czy recesji gospodarczej. Wśród tych, które Belkin cytuje najczęściej w swoim długim artykule, są głównie absolwentki najlepszych uniwersytetów, prawniczki, biznesmenki czy dziennikarki i inne. Panie te nie mają problemu ze znalezieniem pracy i sposób, w jaki, pracują, jest ich własnym wyborem. W USA wśród białych kobiet z tytułem magistra tylko 67% pracuje w pełnym wymiarze godzin, w tej samej kategorii jest za to 95% mężczyzn. Kobiety, jeśli nie rzucają pracy całkowicie, pracują w niepełnym wymiarze godzin (mniej niż 40 godzin tygodniowo), tylko 5% kobiet pracuje więcej niż 50 godzin tygodniowo. Kobiety wydają się porzucać pracę zawodową, albo ją ograniczyć, bo nie daje im ona wystarczającej satysfakcji. Wiele z nich uważa, że taką satysfakcję daje macierzyństwo i przebywanie z dziećmi. "Nie chcę być sławna, nie chcę podbijać świata, nie chcę takiego życia" ? stwierdziła Sarah McArthur Amsbary, artystka teatralna i nauczycielka, magister języka angielskiego, która przestała pracować po urodzeniu córki. Dla niej urodzenie dziecka jest naturalnym, wdzięcznym i wygodnym wyjściem. Pozwala to zatrzymać życie i ma pozytywny wpływ na zdrowie kobiety, a takiego komfortu nie mogą mieć tak łatwo mężczyźni. Amsbary nie jest w swych pragnieniach odosobniona, należy raczej do kategorii typowej.
(?)
Natalia Dueholm
Wyświetlony 5403 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.