sobota, 02 październik 2010 12:25

"Miłość" znaczy "obecność"

Napisane przez

Cóż niebanalnego można powiedzieć kobiecie z okazji ósmego marca? Ano, w każdym razie można spróbować. Ja powiem tak: jeżeli jednym z największych życiowych sekretów jest idealny wybór odpowiedniej partnerki, to mógłbym wybrać gorzej, ale nie mogłem lepiej. Jestem szczęściarzem, ponieważ ożeniłem się z kobietą, bez której nie mogę żyć.

Ósmy marca to stosowna pora, by nie zważając na zarzut nadmiernej ckliwości, powiedzieć to głośno. Zresztą "głośno" to jest wtedy, gdy sąsiadka przekonuje sąsiada do swoich racji. Ja krzyknę tak, by usłyszała mnie cała Polska.
Kobieta mego życia na imię ma Joanna. Joanna jest moją żoną. Moja żona ma kilka zalet. Na przykład jest ? to zaleta kardynalna. Jeszcze jeden przykład: jest matką moich dzieci. I jeszcze jeden: przy niej mogę głośno myśleć.
Tak to już zwykle bywa, że ludzie tęsknią do miłości, ale nie potrafią podjąć ryzyka miłości. Nam było dane. Spotkaliśmy się, za cały majątek mając dziewicze pragnienia, młodzieńcze rachuby, niedojrzałe szaleństwa oraz garść obietnic. Tuliliśmy się doń, obdzielając szczodrzej niż pocałunkami, a one wskazywały nam drogę. Spotkaliśmy się ? wkrótce minie ćwierć wieku ? i od tamtej pory wędrujemy, po drodze, jak ktoś powiedział: "wymieniając przyzwyczajenia". Razem jedliśmy trawę, łykaliśmy kurz i błąkaliśmy manowcami dobrobytu, zwolna utożsamiając z elementami własnych oddechów. Przeżyliśmy jawę na szczytach uniesień, głód na stokach znużeń i wypełnione pragnieniami rojenia w dolinach zniechęceń. Pielgrzymowaliśmy bezkresnymi horyzontami wyuzdania i zapadaliśmy w refleksyjne ustronia pruderii. Towarzyszył nam śpiew i muzyka, poezja i proza, słowa i milczenie. Cisza porannej jutrzni i skowyt wieczornej nawałnicy. Tęskne zachody oczekiwań znaczone kwileniem skrzypiec i krwiste poranki spóźnień kreślone potęgą organów. Świtania ulotnych wzruszeń, popołudnia bezkompromisowych obietnic, mrok zmierzchów nikczemności i katusze pośród brzasku zapewnień i przebaczeń. Uśmiechy powitań i drwina rozstań. Miłosierdzie i desperacja, pycha i skromność, zachwyt i rozgoryczenie, skrucha i rozpacz, pogarda i darowanie win: od dwóch nieświadomości po jedną dojrzałość. To wyłącznie dzięki temu chwile pospołu trawionej codzienności przeistaczają się w nierozerwalne przywiązanie.
Ta podróż nigdy nie dobiegnie końca, choć po drodze płoną setki marzeń. Wpatrujemy się wtedy w swoje łzy i nieszczęściom odpowiadamy odwagą, płosząc kruczoczarne myśli, a wyborom ślepego losu odbierając przypadkowość i dowolność.
Wychowujemy nasze dzieci, moja Właścicielka zaś jest przy mnie. Nawiasem mówiąc, uważam, że są tylko dwie rzeczy, które kobieta ofiarować może mężczyźnie: ich wspólne dzieci i obecność. Żadne feministyczne dytyramby tego nie zmienią.
(?)
Krzysztof Ligęza
Wyświetlony 4960 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.