poniedziałek, 25 styczeń 2010 20:07

Porwane dzieci

Napisane przez
Zacznijmy banalnie. Chińczycy to naród rodzinny, bardzo rodzinny. W języku chińskim państwo to guojia ? pierwszy znak oznacza państwo, drugi rodzinę.


Życie chińskiej rodziny, jak i każdej innej, zazwyczaj koncentruje sie wokół dzieci, przyszłego pokolenia, skarbu rodziny. Bezcenny to skarb. Pamiętam, w zeszłym roku, podczas lekcji angielskiego w fabryce, gdy rozmawiałem z uczestnikami o skandalu ze skażonym mlekiem w proszku, usłyszałem: Odpowiedzialni za to powinni być skazani na śmierć. Dzieci to nasza przyszłość. Powiedziała mi to kobieta, pracownica działu księgowosci, matka o współczującym i łagodnym obliczu (właśnie usłyszałem w telewizji, że dwóch skazanych na śmierć w zeszłorocznym procesie zostało już straconych). Zdecydowana większość jej rodaków ma identyczne odczucia.

Od czasu do czasu natykam się na rozmowy sasiądów, chwytam fragmenty, w których bardzo często dzieci sa głównym tematem. Dzieci to radość, szczególnie syn: potomek, dziedzic. Ach, jaki on śliczny, jaki mądry, jak je, rośnie, ile już rozumie! Dzieci to także masa trosk. Mama, babcia, dziadek zamartwiają się, czy małe nie jest chore, głodne, czy nie jest mu zimno, czy nie stoi w przeciągu, czy się nie poci, czy nie chce siusiu. Pot trzeba wytrzeć, małego nakarmić, toteż mamy, babcie, dziadkowie biegają za maluchami z ręczniczkami, z jedzeniem, wycierają, karmią. Niektóre mamy panicznie boją sie przeziębień. Krytyczny moment to kąpiel, prysznic. Mały zagapi się lub niedokładnie wytrze, wyjdzie z łazienki, zawieje go i kłopot murowany. Stawiając czoła temu niebezpieczeństwu niektóre mamy myją dzieci, nawet gdy te osiagają wiek, w którym mogą sie myć same. Inne boją się tak bardzo, że w chłodne dni dzieci nie myją.

Gdy dzieciak zachoruje, na rodzinę pada blady strach ? co dalej? Rodzice wiedzą, co nastąpi, ale sądzą, że nie mają wyboru. Wskutek ?starań? chińskich lekarzy rodzinny budżet ulegnie poważnemu uszczupleniu, a pociecha może potrzebować wielu kroplówek i prawdopodobnie aż dwóch miesięcy na wyzdrowienie.

Dzieci rosną i pojawia się nowy problem ? szkoła. Szkoły są płatne i drogie. Rzecz jasna, jest jeszcze tzw. szkoła państwowa, ale by tam posłać dziecko, trzeba otrzymać wpierw miejscowy hukou (tzw. rejestr rodzinny), by móc je weń wpisać.

Beznadziejne szkoły, fastfoody, producenci lodów, kolejny wyjazd do Hongkongu po importowane mleko w proszku (mieszkańcy Dongguanu nie ufają mleku w proszku made in China), szpitale żerujące na nadopiekuńczych rodzicach i dziadkach, a dodatkowo jesienny chłód i świńska grypa ? oto świat trosk chińskich opiekunów.

W tym tygodniu (początek grudnia 2009) świat trosk rodziców zwiększył się o kolejny, choć znajomy element. Chodzi o strach przed utratą dziecka, o którym przypomniał wysłany do większości rodziców w Shenzhen SMS o nastepującej treści: Dla bezpieczeństwa dzieci, od dziś aż do końca semestru, prosimy o wyznaczenie stałej osoby do odprowadzania i odbioru dzieci. Od dziś nie wolno innym osobom odbierać dzieci w zastępstwie. Ta wiadomość to odpowiedź szkoły na serię porwań dzieci, które zdarzyły się tu w ostatnim czasie ? dwa z nich ponoć zakończyły się śmiercią porwanych.

Mały Yi miał jedenaście lat i był uczniem szóstej klasy Szkoły Języków Obcych w Nanshan. 20 października zaginął. Jak co dzień opiekunka odprowadzała go do szkoły po popołudniowej drzemce. Tym razem, być może spiesząc się, pożegnała się z nim 200 metrów od szkolnej bramy. Mały Yi został uprowadzony. Musiał być pod obserwacją od dłuższego czasu.

(...)
Wyświetlony 2242 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.