sobota, 02 październik 2010 15:55

Mróz czy oddany cios? czyli jak Czesi oceniają Polskę w kontekście klęski brukselskich negocjacji na temat tzw. konstytucji

Napisane przez

Europejski mróz nadszedł ze wschodu ? twierdzi w jednej z najpoczytniejszych czeskich gazet "MF Dnes" (13.01.2004) politolog Jiří Pehe. Jego tekst został dzień później opublikowany w prestiżowej gazecie internetowej neviditelnypes.cz i... wywołał małą burzę.

 

Ale po kolei. Czeski politolog wrócił do tematu klęski brukselskich negocjacji na temat tzw. konstytucji europejskiej. Całkowicie odrzucił tezę, że przyczyną niepowodzenia był konflikt małych i dużych państw, jego zdaniem uwidocznił się tu inny spór: "dwóch kultur ? Wschodu i Zachodu".
Jednoznaczną winę za zablokowanie brukselskich rozmów zdaniem czeskiego politologa ponosi Polska ? "nowy i najbardziej problematyczny członek ze wschodniej Europy", naruszyła bowiem, jego zdaniem, mrówczą drogę do kompromisu. A przy tym właśnie państwa wschodnie powinny dostrzegać to, że poszerzenie UE to "akt solidarności ekonomicznej oraz transfer politycznego i prawnego know-how, które mają pomóc zacofanym państwom w ich modernizacji oraz stabilizacji demokracji", a nie burzyć żmudnie osiągnięty kompromis. Pehe, utożsamiając się z "publicznością zachodnioeuropejską" wyraża swe zdziwienie, że kraje kandydujące zachowują się tak, jakby to nie one wchodziły do UE, tylko Europa zachodnia. Pehe przytacza przykłady: czeski prezydent Klaus ma czelność pouczać zachodnich polityków, były węgierski premier Orbán jest tak samo arogancki. Dzieła dokonała jednakże "biedna Polska", która "zniweczyła proces integracji". Warto przytoczyć całe zdanie, w którym Pehe (gwoli jasności, przez pewien czas był on doradcą prezydenta Havla) ocenia Polskę i nie tylko: "Polacy oraz kolejne wschodnioeuropejskie narody wprawdzie UE nie mogą nic zaoferować (ale będą dużo brały), lecz pomimo tego roszczą sobie prawo do wyraźnej asymetrii w procesie decyzyjnym, kosztem państw, które poszerzenie będą finansowały". Dalej autor zarzucił wschodnim Europejczykom, że w Unii upatrują dojną krowę, a nie widzą, iż to jest "wspólne dzieło europejskie". Sabotaż brukselskich negocjacji działa na rzecz Putina ? podsumowuje autor.
Tyle omówienie tekstu, jakich w prasie zachodnioeuropejskiej zapewne wiele. Ale tym razem autorem jest Czech (współpracownik Havla wprawdzie, ale jednak Czech). Lecz nie minęła nawet doba i w dwóch najbardziej prestiżowych gazetach internetowych pojawiły się teksty polemizujące z artykułem Jiřiego Pehe.
W gazecie internetowej www.bristkelisty.cz opublikowała tekst Petra Janskiego pt. "Polski sabotaż". Jánský wywody Pehe określa jako "ostre i dziwne" i przypomniał, że w Brukseli w rzeczywistości chodziło o co innego. Mianowicie o zasady z Nicei, z którymi kraje kandydujące ruszyły do plebiscytów. Dopiero potem pojawiła się konstytucja zmieniająca zasady na korzyść Niemiec i Francji. "Ktoś spróbował zmienić reguły gry podczas meczu. Podczas gdy republika czeska nawet się nie zarumieniła ze wstydu, nie wytłumaczyła ludziom, co się zdarzyło i milcząc zaakceptowała nowe reguły, Polska powiedziała NIE". Polska przy tym swoją pozycję oznajmiła na długo przed Brukselą. W tym przecież nie ma nic złego ? twierdzi Jánský. Smakowitsze są kolejne zdania: "Wcale się nie dziwię Polsce, która ma swe historyczne doświadczenia z Niemcami, a zawsze zachowywała się o wiele bardziej bohatersko aniżeli Czechosłowacja, że broni się przed nowym uzależnieniem od tego mocarstwa. Dziwię się republice czeskiej, że Polaków nie rozumie i nie wesprze jej".
(?)
oprac. Vladimír Petrilák
www.ccc.art.pl
Wyświetlony 9227 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.