sobota, 02 październik 2010 15:56

Gdzie jest dzisiaj Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk?

Napisane przez

Podczas 3 dnia 66 sesji Sejmu IV Kadencji, w dniu 9 stycznia b.r., poseł Prawa i Sprawiedliwości Ludwik Dorn zreferował najnowszy poselski projekt ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu RP. Polski parlament ma już zapewnione miejsce w Księdze Rekordów Guinessa, bo w żadnym innym kraju nie dokonywano tak często zmian ordynacji wyborczej do najważniejszej władzy, jaką niewątpliwie jest stanowiący prawo Sejm.

Przypomnijmy bowiem, że chociaż to jest dopiero 14 lat demokratycznej formuły państwa, mamy Sejm IV kadencji i tyle samo było ordynacji wyborczych do Sejmu. Nie ulega wątpliwości, że kolejny sejm zostanie wyłoniony według jeszcze innego prawa wyborczego, bo powszechna krytyka dotychczasowego sposobu wyłaniania posłów, zmusi naszą elitę do poszukania nowych przepisów. Nie tylko przecież Ruch na rzecz JOW domaga się pilnej reformy prawa wyborczego, ale konieczność reformy dostrzegają różne partie polityczne i politycy wszystkich ugrupowań. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że skoro Polska i Polacy chodzą wciąż jeszcze do przedszkola czy szkółki demokracji ? twierdzą, że my się przecież dopiero demokracji uczymy ? a 14 lat prób i błędów nie przyniosło zadowalającego rezultatu, to pójdą wreszcie po rozum do głowy i spróbują zaadaptować jakieś rozwiązanie, które jest z sensem stosowane gdzie indziej! Nic podobnego. Nasi geniusze polityczni, samorodne talenty wyrosłe pomiędzy Odrą i Bugiem, zdecydowani są demokrację wymyślać od nowa. Niemcy już dawno ukuli obraźliwe określenie na polskie talenty gospodarcze i w świecie funkcjonuje już nazwa "Polnische Wirtschaft" ? gospodarka po polsku ? teraz zapewne dojdzie jeszcze równie pochlebne "Polnische Politik" albo "Polnische Demokratie" ? a więc polityka i demokracja po polsku. W rzeczy samej, pomysł ordynacji wyborczej autorstwa posła Dorna, jest pomysłem wielce oryginalnym i nigdzie na świecie jeszcze nie zastosowanym. Przewiduje nową i oryginalną wersję jednomandatowych okręgów wyborczych: pierwszy raz będziemy bowiem mieli okręgi jednomandatowe, w których zwycięscy kandydaci mogą nie zdobyć poselskich mandatów! Do tej pory wszędzie, gdzie były stosowane okręgi jednomandatowe, bez względu na to czy były to ordynacje wyborcze, w których 100% mandatów rozdzielano w okręgach jednomandatowych, jak w Wielkiej Brytanii i Kanadzie, czy tylko w części, jak np. w Niemczech czy w Rosji, zwycięzca jednomandatowego konkursu "brał wszystko" (w Ameryce ten system nazywają "winner takes all" ? zwycięzca bierze wszystko), bo taki jest właśnie sens jednomandatowego okręgu wyborczego. W Polsce jednak, gdyby doszło do uchwalenia projektu Dorna, tak by nie było. Poselski projekt PiS-u, przewiduje okręgi jednomandatowe z pięcio- i ośmioprocentowym progiem, a więc mandaty uzyskiwaliby jedynie kandydaci tych partii, które przekroczyły, w skali całego kraju, 5% głosów poparcia, podczas gdy w przypadku kandydatów koalicji partyjnych konieczne byłoby przekroczenie 8%. Jest więc projekt PiS-u projektem ordynacji par excellence partyjnym, projektem, który całkowicie rozmija się z obywatelskimi oczekiwaniami. Jak wykazują wszystkie sondaże opinii publicznej ponad 70% Polaków ma dość głosowania na partie polityczne, Polacy chcą głosować na znanych sobie ludzi. Taki stan oczekiwań społecznych nie robi jednak większego wrażenia na politykach ani z lewa, ani z prawa i, tak jak poseł Dorn i jego partyjni koledzy, uważają, że Polska, w wyniku nieobliczalnego kaprysu dziejów, została im oddana w pacht i mogą sobie w niej poczynać jak im się podoba. Nie ulega więc wątpliwości, że projekt Dorna wychodzi na przeciw życzeniom wszystkich partyjnych baronów, którzy niczego innego nie oczekują jak tylko, żeby mieli dożywotnie prawo pokazywania palcem, kto zostanie posłem i z jakiego okręgu.

Długiemu, obszernemu wystąpieniu posła Dorna, aczkolwiek słuchało go na sali sejmowej nie więcej niż kilkanaście osób, towarzyszyła wielogodzinna dyskusja. Znaleźli się posłowie, jak poseł Gabriela Masłowska czy poseł Gabriel Janowski, którzy poddali tę propozycję surowej krytyce, zwracając uwagę właśnie na ten fakt, że gdy Polacy domagają się ograniczenia partiokracji, to projekt PiS-u ją pogłębia, oraz że jednomandatowe okręgi wyborcze, jakie proponuje Dorn, nie mają wiele wspólnego z tym, czemu hołdują Amerykanie, Anglicy i co od lat postuluje Ruch na rzecz JOW. Poseł Dorn im odpowiadał, że ograniczenia wpływu partii na życie publiczne mogą chcieć tylko ci, którzy się swoich partii wstydzą. Ani on, ani inni posłowie "Prawa i Sprawiedliwości" swojej partii wstydzić się nie potrzebują, wobec tego jest rzeczą słuszną, żeby możliwości tej partii i jej wpływy były większe a nie mniejsze, i temu właśnie służyć ma przedłożony projekt. Jednomandatowy okręg wyborczy, w którym zwycięzca nie zdobywa mandatu, to jest wyższa, partyjna jakość okręgu jednomandatowego, która powoduje, że poseł przestaje być ? jak w kiepskich demokracjach anglosaskich ? reprezentantem jakiegoś zaścianka, jakimś "posłem z jakiegoś powiatu", ale staje się, zgodnie z Konstytucją RP, "reprezentantem całego Narodu". To nie szkodzi, że jego kandydatury nie popierają wyborcy, "naród" to nie są wyborcy. Co to takiego jest ten "naród", który będzie reprezentował taki poseł? Tego już poseł Dorn, przez grzeczność, nie wyjaśniał.
(?)
Jerzy Przystawa
Wyświetlony 6451 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.