niedziela, 03 październik 2010 21:05

Po prostu zliberalizowano prawo

Napisane przez

Aborcja jest tragiczną konsekwencją stawiania granicy człowieczeń-stwu. Istota uznawana jest za człowieka, o ile spełnia pewne arbitralnie ustanowione warunki. Tym warunkiem może być wiek. Dziecko w łonie matki staje się człowiekiem np. po zagnieżdżeniu się zarodka w macicy albo po trzech miesiącach od poczęcia. Sposobem na zobiektywizowanie tej granicy jest ustalenie normy prawnej sankcjonującej ten stan rzeczy.

Jednym słowem, jeśli prawo w danym kraju pozwala być człowiekiem dziecku w trzecim miesiącu życia płodowego, tak jest w istocie. Ten obiektywizm jest jednak pozorny i kruchy, bardzo więc łatwo o przesuwanie tej granicy. Wystarczy, że dostrzeżemy odmienność ustaleń prawnych w innym, bardziej "cywilizowanym" kraju. Stąd dziś często usłyszeć można głosy na rzecz liberalizacji prawa aborcyjnego w Polsce. Społeczna niezgoda na legalizację aborcji określana jest mianem zaściankowości i ciemnogrodu. Nowoczesność (tak pojmowana) wymaga rewizji starych zużytych prawd.

Ludzie, podludzie, przedludzie
A więc legalne postawienie granic człowieczeństwu ma być wyrazem pewnej świadomości, bycia na fali. Pozostaje jednak pytanie: kto może ustalić tę granicę? Gdzie rzeczywiście ona przebiega? Jakiś czas temu telewizja polska wyemitowała niezwykły film. Przedstawiał on rozwój dziecka od poczęcia do narodzin. Zawierał zdjęcia z wnętrza kobiecego łona, pokazywał moment poczęcia, dzielenie się komórek, a potem ruchy dziecka. W pewnym momencie, gdy zarodek był jeszcze mały porównano go z zarodkiem świni (!). Pokazano jeden i drugi, opowiadając jednocześnie o braku różnic pomiędzy nimi. Człowiek i świnia w wersji prima materia. A jednak przecież z jednego z nich powstanie zaledwie świnia, z drugiego natomiast ukształtuje się człowiek. Różnica wydaje mi się oczywista.
Był już taki moment w historii, kiedy ludzie ustalili granicę człowieczeństwa, narażając tym samym innych na ogromne cierpienia. Myślę o holokauście. Tysiące ludzkich istnień uznanych za istoty gorsze, podludzi, czyli de facto nie-ludzi. Wystarczyło ustalić, że granicę stanowi rasa. W tym stwierdzeniu zawiera się wszystko to, czego dokonano potem. Podobnie z aborcją. Jest to swoisty holokaust, dokonywany legalnie, w sterylnych szpitalnych salach, w czystych gabinetach, mord na istotach bezbronnych uznanych arbitralnie za nie-ludzi.
Ktokolwiek czytał opowiadanie Philipa Dicka pt. Przedludzie, wie o czym mówię. Rzecz dzieje się w mieście, po którym krąży karetka aborcyjna. Zabiera ona wszystkie niechciane dzieci (czytaj: dzieci bez odpowiednich dokumentów) poniżej 12. roku życia. W Stanach Zjednoczonych, opisanych przez Dicka, ustalono bowiem, że człowiekiem stajemy się, gdy pojawia się w nas dusza, a dzieje się to wraz z opanowaniem algebry. Wcześniej jesteśmy przedludźmi i możemy być likwidowani. Ustanowienie takiego prawa związane było, oczywiście, z przeludnieniem i kryzysem na świecie. Znamy te argumenty z rzeczywistych dyskusji o legalizacji aborcji. Plan poporodowej aborcji wynika z wcześniejszego prawa do usuwania ciąży, kiedy dziecko nie miało żadnych praw i mogło być usuwane jak narośl ? mówi jeden z bohaterów Dicka, Ed Gantro. ? Jeżeli wolno zabić bez wyroku sądu nie narodzone dziecko, to dlaczego nie zabijać już narodzonych? (...) ? Czym się różni pięciomiesięczny płód do tego, co mamy tutaj? ? zapytuje kierowca karetki aborcyjnej. ? W obu przypadkach mamy do czynienia z niechcianym dzieckiem. Po prostu zliberalizowano przepisy.

Jeszcze aborcja czy już eutanazja
Czytając Dicka, można odnieść wrażenie, że problem aborcji przerysował on, aby podkreślić swoje poglądy w tej sprawie. Jej zwolennicy mogliby poczuć się oburzeni. Oni przecież nie zabiliby człowieka. Tymczasem granica między aborcją a eutanazją jest bardzo płynna, a może nie istnieje wcale?
Jeszcze do niedawna, za rządów Billa Clintona, w niektórych stanach obowiązywało prawo do tzw. późnej aborcji. Zabijano więc legalnie dzieci nawet w dziewiątym miesiącu ciąży. I, jestem tego pewna, wszyscy biorący w tym udział: lekarze, kobiety, ich mężowie, byli przekonani, że likwidują niechciany płód, broń Boże nikogo nie mordując. "Rzeczpospolita" 1 XII 2003 opublikowała wywiad Grzegorza Górnego z serbskim lekarzem ginekologiem Stojanem Adaševiciem. Swego czasu dokonywał on nawet trzydziestu aborcji dziennie. Dziś radykalnie zmienił poglądy i walczy o prawo nienarodzonych do życia. Adašević opowiada m.in. właśnie o legalnej w Serbii późnej aborcji: Ponieważ nasze prawo przewiduje, że życie dziecka jest pod ochroną dopiero od zaczerpnięcia pierwszego łyku powietrza, czyli od chwili wydania pierwszego krzyku, legalne jest dokonywanie aborcji w siódmym, ósmym, a nawet dziewiątym miesiącu ciąży. Słowo "aborcja" nie jest tu nawet na miejscu, ponieważ tak naprawdę wywołuje się wczesny poród. Obok fotela ginekologicznego stoi wiadro z wodą i zanim dziecko zdąży krzyknąć, zatyka mu się usta i wkłada pod wodę. Oficjalnie jest to aborcja i wszystko odbywa się zgodnie z prawem.
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że za decyzjami o aborcji często stoją dramaty gwałtów, ubóstwa, niemożności wychowania kolejnego dziecka, czy wszystko to daje nam jednak prawo do odbierania komuś życia?
Oprócz późnych aborcji istnieje, np. w Holandii, eutanazja noworodków. Są to przeważnie dzieci dotknięte jakimś rodzajem kalectwa, np. zespołem Downa. Ich rodzice, zszokowani wiadomością o upośledzeniu dziecka, informowani są o możliwości "oszczędzenia cierpień" tej niedoskonałej istocie. Zwolennicy eutanazji posługują się przy tym językiem dewaluującym życie chorego człowieka. Śmierć okazuje się wybawieniem, które przynoszą choremu, jego rodzinie oraz całemu społeczeństwu. Niesamowite, że dzieje się to wszystko w świecie, w którym tak hałaśliwie przypomina się o prawach osób niepełnosprawnych!
Ryszard Fenigsen, autor książki Eutanazja. Śmierć z wyboru (1997), pisząc o eutanazji noworodków, porównuje argumenty znanych lekarzy, zwolenników zabijania chorych dzieci, z proklamowaną w 1934 r. przez dyrektora zdrowia publicznego w rządzie III Rzeszy dra Arthura Gütta i w 1935 r. przez dra Otmara von Verschuera zasadą leżącą u podstaw hitlerowskiej higieny rasowej. Chodzi o stwierdzenie, że wartość życia ludzkiego zależy od tego, jaką wartość inni ludzie życiu temu przypisują. Tak więc obecne dążenie do liberalizacji prawa w kwestii zabijania ludzi przekreśla wszystko, czego dokonano dla obrony ludzkiego życia od czasu holokaustu.

(?)

 

Joanna Sarnecka-Drużycka
Wyświetlony 6490 razy

Najnowsze od Joanna Sarnecka-Drużycka

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.