środa, 03 listopad 2010 01:20

Michał Bobrzyński jako konserwatysta

Napisał

Prof. Michał Bobrzyński (1849-1935) był jednym z najsłynniejszych polskich zachowawców. Niedawno, w ostatnim dniu września, minęła rocznica urodzin tego wybitnego konserwatywnego historyka, polityka i myśliciela politycznego. Na obecny rok, a dokładniej na lipiec, przypada również siedemdziesiąta piąta rocznica jego śmierci.

 

Postać Bobrzyńskiego kojarzy się przede wszystkim z pojęciem ?silnego rządu?, propagowanym przezeń właściwie przez całe jego czynne życie publiczne. W 1879 r. Bobrzyński opublikował książkę, która uczyniła go już na zawsze sławnym: ?Dzieje Polski w zarysie? ? do dziś najbardziej znaną syntezę polskich dziejów, jaka kiedykolwiek została napisana. Autor, jako pierwszy z polskich konserwatystów, przedstawił w niej rozważania nie o żadnym Ładzie, którego źródłem jest religia lub tradycja, lecz tylko o roli ?silnego rządu? ? lub jego braku ? w historii państwa, a także o warunkach sprawności i skuteczności tego rządu. Taka zeświecczona pespektywa wywołała szok u innych polskich zachowawców. Z ich strony posypały się na Bobrzyńskiego oskarżenia o bezkrytyczną apologię władzy, kult siły, statolatrię, makiawelizm, heglizm i tym podobne. O. Walerian Kalinka CR (1826-1886), ultramontanin i inicjator konserwatywnej krakowskiej szkoły historycznej, dopatrzył się na przykład w jego dziele następującego przesłania: (?) najwyższym celem każdego państwa jest siła, a criterium każdego działania ? powodzenie. Tylko to ma prawo do życia, co ma siłę, i tylko to, co się udało, zasługuje na pamięć i chwałę. Vae victis. Każdy przeto naród powinien dążyć do najsilniejszego rządu, każdy rząd ? do największych zaborów; jakimi środkami ? mniejsza o to; nie cel, ale sukces usprawiedliwia środki.

Innymi słowy, Bobrzyńskiego posądzono o polityczną bezbożność ? i jeśli tak rozumieć zarzuty podnoszone przeciw niemu przez innych zachowawców, to z pewnością okazały się one nietrafne. Bobrzyński był prywatnie żarliwym katolikiem. Do kościoła na Mszę i nabożeństwa zawsze chadzał z Biblią w języku greckim, ponieważ ? bardzo tradycjonalistycznie ? nie uznawał przekładów Pisma Świętego na języki współczesne i pragnął obcować z jego oryginalnym tekstem. Katolicyzm Bobrzyńskiego nie zamykał się przy tym w jego życiu prywatnym, ale uwidaczniał się również w jego działalności publicznej. Sprawując w Austro-Węgrzech funkcję cesarskiego namiestnika Galicji w latach 1908-1913, Bobrzyński prowadził politykę prokatolicką i prokościelną: z rządowych subwencji hojnie wspierał budowę kościołów, kaplic i seminariów, fundował stypendia na utrzymanie uboższych kleryków w krajowych seminariach, dla najzdolniejszych zaś polskich alumnów ? stypendia na studia zagraniczne (w Rzymie czy w austriackim Innsbrucku). W sferach postępowych przylgnęła do niego nawet opinia polityka klerykalnego. Jeszcze zanim objął stanowisko namiestnika Galicji, mógł zostać ministrem oświaty w rządzie Austro-Węgier. Gdy jednak pojawił się taki pomysł, wrzask przeciw niemu podnieśli wiedeńscy liberałowie; jęli przypominać mowy parlamentarne Bobrzyńskiego, w których wpływ Kościoła na szkołę przedstawiał on jako potrzebny, i gorączkowo protestowali przeciw nominacji klerykała jego pokroju na stanowisko austriackiego ministra oświaty.

Wracając do zarzutów kierowanych przeciw Bobrzyńskiemu przez innych polskich zachowawców, oskarżenia o polityczną bezbożność w jego przypadku na pewno nie były zasadne. W jego myśli faktycznie jest natomiast widoczny pewien kult państwa, ale kult państwa dobrze pojęty ? statokratyzm, mówiąc językiem współczesnych nauk politycznych. Bobrzyński przychylał się do poglądu, że to państwo tworzy naród, a nie odwrotnie: (?) państwo dłuższy czas istniejące i zdrowo się rozwijające wywiera ogromny wpływ na całą ludność, która do niego należy. Jeżeli ludność ta nie jest zbyt od siebie oddzieloną różnicą pochodzenia, charakteru i mowy, to w takim razie zacierają się drobniejsze różnice, tworzy się jednolity, piśmienny język, cała ludność poczuwa się do ścisłej politycznej jedności, do wspólnego rozwoju i życia. Tak politycznie wykształconą ludność nazywamy narodem. Jako historyk z pasją tropił ? w duchu Tomasza Hobbesa ? wszystko, co mogło prowadzić do osłabienia władzy państwowej, wskazując, że każde jej osłabienie wiedzie konsekwentnie do pozbawienia narodu bytu państwowego, to znaczy do rozbioru państwa przez sąsiadów, takiego, jaki niegdyś spotkał Rzeczpospolitą. Analizując dzieje Europy, doszedł też do wniosku, że do warunków zaistnienia w państwie ?silnego rządu?, o jakim pisał, należy stworzenie przez jego władze stałej i licznej armii ? jego myśl państwowa ujawniała więc pewne zabarwienie militarystyczne. Z tych wszystkich zapewne powodów przeciwnik polityczny Bobrzyńskiego, lewicowy publicysta Wilhelm Feldman, nakreślił jego portret jako zadeklarowanego zwolennika rządów silnej ręki, pisząc ironicznie: Przede wszystkim jest rząd, silna władza, społeczeństwo jest giętkim, plastycznym materiałem. On więc, namiestnik-rząd, za społeczeństwo myśli i działa.

(...)

Wyświetlony 2599 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.