czwartek, 11 listopad 2010 16:54

Kultura na prąd? Kultura masowa  nowa "dyktatura ciemniaków"

Napisane przez

Jedne pokolenia najwyraźniej rodzą się po to, aby tworzyć, drugie, aby podtrzymywać tradycję, jeszcze inne, aby niszczyć. Żyjemy w beznadziejnych pod względem artystycznym czasach kultury masowej. Łatwość technologiczna, jeśli chodzi o tworzenie dzisiejszej "muzyki", przyczynia się do upadku muzycznej sztuki jako takiej. Wygląda na to, że jest to "koniec" muzyki rozrywkowej, koniec sensownej twórczości.

Komercyjna muzyka rozrywkowa zabrnęła na artystyczne bezdroża i umiera; umiera też z dodatkowego powodu: jest jej za dużo ? podaż przewyższa popyt! Na dodatek dziś każdy może być "twórcą", bez względu na to, czy rzeczywiście coś potrafi i czy ma coś istotnego do powiedzenia! Muzyka rozrywkowa stała się muzakiem ? dźwiękową tapetą bez znaczenia, istota zaś muzycznej sztuki została zupełnie rozcieńczona dzięki medialnej nadprodukcji. Wszystko stało się więc jak nie mechaniczne, sztuczne, plastikowe, to porażające swą trywialnością, banalnością, pretensjonalnością. Odpadki prawdziwej sztuki, by nie powiedzieć śmieci ? czyli to, co kiedyś było wyłącznie marginesem kultury ? stały się dziś jej najokazalszą częścią. Że też nie istnieją kary dla producentów śmieci za zaśmiecanie środowiska kulturowego!
Co pozostanie po naszej epoce? Nieudolne kopiowanie dawnej świetności, loopy z ukradzionymi prawdziwym twórcom dźwiękami i brzmieniami ze "starych" winylowych płyt, okraszone grafomańskimi tekstami, niewyobrażalnym bełkotem? Dziś zresztą mało kto jest zainteresowany tekstem czy generalnie sensem utworu. A przecież takie zainteresowanie, poparte pogłębioną refleksją, byłoby "ciosem w serce" dla świata producentów komercyjnej tandety! Niestety, istnienie tego świata wydaje się niczym nie zagrożone ? czynność myślenia, przede wszystkim krytycznego, jest najwyraźniej w zaniku. Przeżywamy kryzys wartości. To sytuacja idealna dla producentów szmiry, bo właśnie ów kryzys jest źródłem ich zysków!

Czy zrytmizowany bezsens, służący jedynie do podrygiwania, to znak kultury muzycznej naszych czasów?
I to może miałby być ów "nowy, wspaniały świat" o który walczyli niegdysiejsi społeczni i muzyczni kontestatorzy? Zgroza! Dziś najważniejszą umiejętnością, w miejsce prawdziwej muzycznej twórczości, stała się umiejętność kopiowania i imitacji tzw. hitów. Liczy się tylko to, jak dalece ? jako wykonawca ? jesteś zbliżony do owych wzorców obsesyjnie lansowanych przez komercyjne środki masowego przekazu. To, jak dalece brzmisz podobnie do skopiowanego "oryginału", stało się dziś warunkiem sukcesu u publiczności i podstawą pozytywnej oceny tzw. rynku. A tak niedawno jeszcze liczyły się przede wszystkim umiejętności czysto muzyczne, takie jak mistrzowskie opanowanie instrumentu (techniczne, artykulacyjne, ekspresyjne itd.), liczyły się muzyczne i kompozycyjne innowacje, liczyło się tak nowatorstwo, jak i umiejętność stylowego grania "starej" muzyki, że o umiejętności śpiewania nie wspomnę. Dziś nic z tych rzeczy, panowie i panie wykreowani przez mass media na "artystów" ? możecie spać spokojnie, upojeni błogostanem, jaki daje łatwo osiągnięta sława u niewybrednej publiki. Dziś nikt od was nie będzie tego wszystkiego wymagał, dziś liczy się jedynie imitacja powołana do życia wymogami zysku. Dziś za dobre uważane jest bowiem wyłącznie to, co się masowo sprzedaje, to, co chętnie nagłaśniać będą bezideowe, komercyjne środki masowego przekazu. Jeśli więc twój towar, "artysto", dobrze się sprzedaje, to nie ma powodu, abyś "tracił czas" i pracował nad swoją sztuką wykonawczą. Przecież już jesteś idolem mas, i to bez niezbędnych artystycznych umiejętności!

Niczego więcej nie trzeba! Jest cool, nieeeee?!
Tak więc tylko nieliczni muzycy (ich na ogół nie ma na listach przebojów) zajmują się dziś wypracowywaniem własnych środków wyrazu, tylko nieliczni interesują się historią muzyki jako całości, jej poszczególnych gałęzi i gatunków: choćby folku, bluesa, jazzu, rocka, muzyki XX wieku itd., a także przenikaniem i mozaikowymi związkami między owymi gałęziami. Jednym słowem, dzisiejszych "artystów" i ich publiczność interesuje bardziej aktualna oferta handlowa pobliskiego sklepu muzycznego, niż całe drzewo muzyki ? "informacje o muzyce" czerpią zaś z różnych "MTV" oraz równie przeżartych komercją stacji radiowych i gazet zajmujących się "muzyką". Dla wielu dzisiejszych "muzyków" i ich bezkrytycznej publiczności jest to, niestety, najczęściej jedyne źródło edukacji muzycznej i estetycznej. Na dodatek większość dzisiejszych schlebiaczy gustom mas, płaszczących się przed masami i umizgujących się do nich, a zwanych nie wiedzieć czemu "artystami" (gdzie podziała się arystokratyczna nieprzekupność artysty?), swój byt sceniczny i sukcesy estradowe zawdzięcza "walorom" pozamuzycznym, pozaartystycznym, poza-ideowym ? liczy się wyłącznie a to image, a to epatowanie swym dziwactwem (albo dziewictwem), a to pogaństwo, ilość sznytów po nożu, a to Szatan (względnie Bóg), jakieś popłuczyny po mitologii nordyckiej, płytka góralszczyzna, "inspiracje bałkańskie", knajackie bratanie się z publicznością, obwołanie "najseksowniejszym tyłkiem pośród wokalistek" (autentyczne!) lub machanie pochodniami na scenie. I ludzie właśnie "to" kupują, chociaż "to" nie jest wcale muzyką, a tylko jej jarmarcznym opakowaniem, pozamuzycznym blichtrem, transakcją wiązaną rodem ze straganu. Oto dzięki czemu dzisiejszy "artysta" zdobywa masowe uznanie!

Straganowy "artysta" rozrywkowy niczego ważnego nie tworzy,
a chłonąc wszechobecną muzyczną tandetę zajmuje się, jak już powiedzieliśmy, wyłącznie kopiowaniem tejże (recykling!). Na dodatek producenci instrumentów muzycznych także zwietrzyli doskonały interes; od dziesięcioleci produkuje się więc elektroniczne instrumenty-gadgety, które "z powodzeniem" może jednym palcem obsługiwać muzyczny analfabeta ? one grają niejako za niego; mało tego ? umożliwiają powielanie, kopiowanie "modnych brzmień" ? naciskasz klawisz i już masz gotowe poszukiwane przez publiczność "profesjonalne" brzmienia i rytmy. Bez żadnego artystycznego wysiłku! Koniec z niekłamanymi, wysokimi umiejętnościami wykonawczymi czy formotwórczymi, które zdobywa się przez lata pracy! Po co tracić na to swój cenny czas! Czyż nie lepiej poświęcić go na kolejną balangę, którą skrzętnie opisze potem "dziennikarz" z "muzycznego" pisma zajmującego się towarzyskimi plotkami i skandalami ? zajmującego się wszystkim, tylko nie muzyką?! Jakimi to umiejętnościami, stricte muzycznymi, wykazaliby się owi "muzycy", gdybyś wyciągnął im wtyczkę z kontaktu? Co potrafiliby napisać o muzyce niedowarzeni "dziennikarze muzyczni", gdyby ich "artyści" na poważnie zajęli się swą sztuką?
Niestety, w czasach zaawansowanej technologii elektropopu (kopia, sampling, looping, programming itd.)

bez żadnego trudu możesz być "artystą";
teraz liczą się ? obok umiejętności kopiowania ? przede wszystkim takie wartości muzyczne i artystyczne, jak kalendarzowa młodość (najlepiej nie mieć więcej niż 25 lat!), coś, co masy uważają za sex appeal (a jest to ? przyznajmy ? sex appeal rodem z agencji towarzyskiej!), naturalna "umiejętność" gadania od rzeczy, kompletny brak samokrytycyzmu i nieprawdopodobny tupet (nie mylić z odwagą artystyczną prawdziwych muzycznych nowatorów!) lub obrotny "menago"; najlepiej jednak dysponować tym wszystkim naraz. I teraz przez 24 godziny na dobę z głośników radia i tv sączy się nieprzerwanie muzyczny erzatz, kicz, tandeta instrumentalno-wokalna ? dzieło muzycznych grafomanów (i ich "opiekunów" o podobnym poziomie intelektualnym)! Wraz z panoszącym się kultem młodości, środki masowego przekazu zaprosiły na swe anteny niedorobionych "znawców" muzyki, różnych dj-ów i inne bożyszcza mas o żenującym poziomie intelektualnym i kulturalnym, o "żadnym" poziomie wiedzy o muzyce i sztuce. Wystarczy posłuchać samego ich języka, kiedy to "puszczają zakręcone kawałki zakręconych zespołów, które dają totalnie czadu na maxa" ? i to wszystko, co mają do powiedzenia o muzyce. I ludzie to akceptują!
Dziś recepta na radiową i telewizyjną audycję muzyczną najwyraźniej jest taka:

"trzy minuty bełkotu, trzy minuty łomotu".
A wszystko to na dodatek skąpane w niewybrednej wesołkowatości "prezentera" i podporządkowane idei bezrefleksyjnej rozrywki. Przemyślany dobór utworów muzycznych, pod kątem treści, sensu i przeżycia estetycznego, zastępuje dziś tzw. playlista ? wybór dokonywany za pomocą komputera zaprogramowanego na absolutne oddanie i "poprawność polityczną" wobec producentów szmiry. Brakowi prawdziwej prezentacji muzyki ? prawdziwej, zamiast "puszczania kawałków" ? towarzyszy zanik krytyki muzycznej w mass mediach, a już w ogóle nie do pomyślenia jest uprawianie tam antyreklamy, wskazywanie i ośmieszanie kiczu oraz jego pewnych siebie twórców! Rolą muzyki w mediach jest dziś jedynie nakręcanie koniunktury jej producentom, a nie przynoszenie jakiegokolwiek poznania czy wzbogacania świata. Redukcja funkcji poznawczych w mediach osiągana jest też poprzez informacyjne "embargo", nałożone na dorobek wcześniejszych artystów, co znakomicie uniemożliwia odniesienie dzisiejszych "osiągnięć" do historii muzyki. Uniemożliwia się w ten sposób dokonanie samodzielnej oceny dzisiejszych "hitów" przez słuchacza, niweluje się bowiem kryteria, niweluje punkty odniesienia. W ten oto sposób

komercyjne mass media produkują tzw. człowieka jednowymiarowego,
a więc pozbawionego świadomości kontekstu, nieczułego na całą paletę doznań estetycznych; jednym słowem, potencjalnego lub kompletnego ignoranta w świecie sztuki!

(?)
Eugeniusz Obarski
Wyświetlony 6420 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.