czwartek, 11 listopad 2010 18:09

"Kuba śmiechu"

Napisane przez

Pewnego razu nad ciepłymi falami Morza Karaibskiego zepsuł się samolot. Nieświadomy niczego siedziałem w środku i podziwiałem pejzaż za owalnym okienkiem. Jak okiem sięgnąć, woda, zachodzące słońce oraz kilka maleńkich wysepek porośniętych palmami kokosowymi. A dookoła mnie wyje przeraźliwie i stęka rozklekotany Ił. Skonstruowano go na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Dwadzieścia lat później Rosjanie uznali, że jest już kompletnie wyeksploatowany i musi iść na złom. Co się stało dalej? Nic nadzwyczajnego- przekazali go w darze Ukraińcom.

 

Ukraińcy latali kolejne kilka lat i ? po ponownym kompletnym wyeksploatowaniu ? oddali samolot narodowi kubańskiemu, który latał nim do chwili, którą właśnie zacząłem opisywać, czyli do trzeciego już kompletnego wyeksploatowania, nad ciepłymi falami Morza Karaibskiego.
Dla porządku dodam, że "kompletne wyeksploatowanie" za każdym razem oznaczało, że maszyna ABSOLUTNIE nie kwalifikuje się do remontu i MUSI być złomowana. Natychmiast! Sposób złomowania przyjęto dość specyficzny, ale jednocześnie typowy dla gospodarki socjalistycznej ? Rosjanie złomowali na Ukrainie, Ukraińcy na Kubie, a Kubańczycy najwyraźniej postanowili złomować tam, gdzie akurat spadną. To, że siedziałem w środku, nie miało dla nich znaczenia.
Lewy silnik przestał wyć, zaklekotał niepokojąco, a potem coś z niego wypadło. Awaria nastąpiła w chwili, gdy pilot uprzejmie zawiadamiał, żeby zapiąć pasy i przygasić cygara, bo właśnie podchodzimy do lądowania... Jakoś nie wspomniał, że odbędzie się ono dziobem w dół. W ciepłych falach.

***

...przygasić cygara... Najlepsze na świecie są zwijane na spoconych udach kubańskich kobiet ? wszyscy mówią, że to legenda, a ja tę legendę widziałem na własne oczy. Nawet mogę pokazać, przy której uliczce w Hawanie. Ba, założę się, że ta spocona Murzynka do dnia dzisiejszego siedzi pod tym samym spłowiałym szyldem wymalowanym na kawałku dykty: "Cygara PRAWDZIWE".
Coś takiego szkoda gasić i wyrzucać w połowie ? dlatego się jedynie przygasza, a potem zapala ponownie.
Nie jestem palaczem i nigdy nie byłem, a jednak cygar wypaliłem całe setki. To ze względu na specyficzne zasady obowiązujące na pokładach kubańskich linii lotniczych: zamiast posadzić palaczy z tyłu, a resztę z przodu i oddzielić te dwie grupy jakąś zasłonką, Kubańczycy zastosowali podział wzdłuż osi samolotu ? lewa strona pali, prawa nie pali, a dym ma to wszystko w nosie i leci gdzie mu się żywnie podoba. Zresztą on nie bardzo miał gdzie latać, bo było go tyle, że się raczej tłoczył niż latał.
Jednej ze stewardess zadałem podchwytliwe pytanie: co będzie gdy otworzę drzwi do toalety? ? Czy przypadkiem nie zostanę obsikany wodą przez automat przeciwpożarowy?
? Spokojnie, companiero, wszystkie czujki zostały odłączone.
? A gdyby wybuchł jakiś pożar, to co go ugasi?
? Na naszych pokładach nie może wybuchnąć.
? ???
? Są CAŁKOWICIE NIEPALNE ? dodała rzeczowo i oddaliła się bokiem, to znaczy pupą do palaczy, a przodem do mnie.

***

Dlaczego szła bokiem? Bo widzicie, Kubanki bywają grube i chude, piękne i brzydkie, ale wszystkie mają bardzo szerokie kości miednicy. Tak szerokie, że nie mieszczą się w normalnym przejściu między fotelami samolotu. To znaczy może by się zmieściły w Boeingu, ale mają do dyspozycji wyłącznie Iły, a Iły projektowano bez uwzględnienia takiego parametru jak "komfort".
Fizyczny przymus poruszania się wyłącznie bokiem miał swoje konsekwencje przy serwowaniu posiłków: najpierw karmiono pasażerów siedzących po jednej stronie, bo dopiero gdy stewardessy doszły do ogona, mogły się odwrócić przodem do pozostałych. Zawsze mnie kusiło, żeby im rozdać stroje do krakowiaka.

***

Wylądowaliśmy. Z łomotem i bardzo twardo. Aż nam wszystkim żołądki grzmotnęły o pięty ? najwyraźniej resory pod nami właśnie przeszły w stan spoczynku. Za to hamulce działały wyśmienicie ? gdyby nie ciasno zapięte pasy, pasażerowie powylatywaliby przez kabinę pilotów. Okazało się, że stanęliśmy tak gwałtownie ze względu na przejeżdżający pociąg. (Za pierwszym razem to się każdemu wydaje niedorzecznością ? tory kolejowe w poprzek pasa startowego, a do tego szlaban, który zatrzymuje samoloty... ? unikat w skali światowej. Kubańczycy powinni na to sprzedawać bilety). Czekaliśmy dobre dziesięć minut, zanim ociężała stalowa gąsienica złożona z przerdzewiałych cystern przetoczy się na drugą stronę.

***
Za oknem typowa styczniowa pogoda ? silny wiatr, gęste chmury i około 30 stopni Celsjusza powyżej zera. Kilka reflektorów w oddali oświetla gigantyczny napis: AEROPUERTO INTERNACIONAL JOSE MARTI HAVANA CUBA Litery zrobione z blachy przyspawano do potężnej żelaznej konstrukcji, która pierwotnie miała być chyba mostem kolejowym albo horyzontalną wersją wieży Eiffela. Całość robiła wrażenie jakby ktoś planował co najmniej kosmodrom, a potem się rozmyślił. Pod napisem kulił się wstydliwie niepozorny, piętrowy baraczek.
To Budynek Portu Lotniczego ? znany mi z kilku wcześniejszych wizyt. Podobno postawili go jeszcze Amerykanie w latach 50., a używali najprawdopodobniej jako schowka na szczotki. Teraz mieścił salkę odpraw i poczekalnię ? na parterze, a na piętrze ? salkę tranzytową, sklepik i barek. Wszystko maciupkie, szczególnie w kontekście napisu ponad nami.
(?)
Wojciech Cejrowski
www.ccc.art.pl
Wyświetlony 7169 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.