czwartek, 11 listopad 2010 20:32

Odrodzenie

Napisał

Jeśli dobrze pójdzie, za kilka lat aferę Rywina uznamy za początek moralnego odrodzenia Polski i Polaków. A jeśli źle pójdzie, za kilka lat będzie jeszcze gorzej, niż jest dziś.

 

Pod koniec ubiegłego roku kryzys moralny w Polsce osiągnął dno. To nie znaczy, że jedyną możliwością była poprawa. Pod dnem zawsze może być drugie dno, pod nim jeszcze jedno i jeszcze jedno. Aż do końca.
Przy okazji mniej więcej w tym samym czasie dno osiągnął kryzys gospodarczy. Pierwsze objawy gospodarczego ożywienia dało się zauważyć już w listopadzie ubiegłego roku. Były bardzo słabe, więc niewielu je dostrzegło.

Gospodarka się odbiła

Koniunktura gospodarcza faluje, w kilkuletnim rytmie rosnąc lub spadając. Okresy spadków i wzrostów zależą po części od decyzji politycznych ? politycy przesądzają o podatkach czy biurokratycznych barierach ? ale po części są od polityki niezależne. Jeśli niekorzystne warunki podatkowe i biurokratyczne stabilizują się ? to znaczy nie jest gorzej ? firmy przystosowują się, znajdują sposoby na działanie i koniunktura zaczyna rosnąć. Tak właśnie stało się w Polsce, firmy znalazły sposoby na funkcjonowanie w restrykcyjnym systemie i gospodarka ruszyła. Rząd SLD zapowiadał wprawdzie, że ożywi gospodarkę, ale na szczęście wykonał tylko parę ruchów pozornych. Gdyby postkomuniści próbowali naprawiać ? ich pomysły były już parę razy wypróbowane, zawsze z takim samym skutkiem ? pogorszyliby warunki gospodarowania i zahamowali wzrost. Na szczęście nic nie zrobili, od kilku lat warunki są wprawdzie złe, ale stabilne, więc przedsiębiorcy coraz lepiej sobie z nimi radzą.
Trudno orzec, czy początek ożywienia koniunktury ma jakiś związek ze stanem moralnym Polaków, ale nie można tego wykluczyć. W każdym razie kiedy mniej więcej miesiąc po pojawieniu się pierwszych symptomów dźwigania się gospodarki wybuchła afera Rywina, napotkała na zupełnie nieoczekiwaną gotowość Polaków do gwałtownej reakcji.

Rywin trafił

Sama sprawa Rywina nie była w niczym nadzwyczajna. Ot, jeszcze jedna historia o tym, jak ktoś za łapówkę chciał sobie coś załatwić. Historii takich w przeszłości było niemało ? parę równie dużych jak sprawa Rywina ? donosiła o nich prasa, ale reakcji nie wywoływały. Usłyszawszy czy przeczytawszy o takich sprawach, Polacy mówili: "no to co, tak już jest, przecież wszyscy tak robią".

Dygresja o moralistach
Moralne odrodzenie Polacy zawdzięczają dwóm postaciom życia publicznego, które za wybitnych moralistów raczej uchodzić nie mogą: Rywinowi i Lepperowi.
Rywinowi, bo wstrzelił się ze swą propozycją w społeczne zapotrzebowanie na coś, co dałoby się jednoznacznie potępić. Miał pecha: chciał zarobić, a stał się symbolem.
Lepperowi, bo wtargnął do polityki z programem moralno-baśniowym. Ogłosił mianowicie, że odpowiedzialność za trudności gospodarcze spada na polityków, którzy grabią kraj, i zapowiedział, że wszystkich ich ukarze, kiedy dojdzie do władzy. Posłużył się schematem baśni, w której złego spotyka kara, i zyskał poparcie prostych ludzi tęskniących za sprawiedliwością.
Wpadł jednak we własną pułapkę, kiedy okazało się, że jego Samoobrona składa się z ludzi, którzy w baśniach byliby raczej złymi niż dobrymi, zaczął tracić popularność. Miał pecha: chciał zdobyć władzę, a rozbudził nadzieje na sprawiedliwość.
Koniec dygresji o moralistach

Rewelacje o "korupcyjnej propozycji" ujawnione przez "Gazetę Wyborczą" nieoczekiwanie wywołały bardzo ostrą reakcję opinii publicznej. Bez żadnego widocznego powodu.
Politycy tak zwanej prawicy ? nie wiem jak zwać formacje w rodzaju Platformy Obywatelskiej czy PiS-u, więc niech im będzie prawica ? zareagowali najpierw standardowo, czyli wyrazili umiarkowane oburzenie i zajęli się swoimi sprawami, ale dostrzegłszy bardziej niż zwykle gwałtowne oburzenie publiczności, poszli za ciosem. Doprowadzili do powstania specjalnej komisji sejmowej. I zaczęło się.

Dygresja o etyce dziennikarskiej
Gdyby "Gazeta Wyborcza" ujawniła propozycję Rywina wtedy, kiedy padła, sprawa prawdopodobnie przyschłaby, jak przyschła choćby moralnie podobna sprawa biopaliw. Michnik jednak zwlekał i trafił z korupcyjną rewelacją akurat w tę chwilę, w której opinia publiczna gotowa była do gwałtownej reakcji, bo właśnie przebrała się miarka.
Nie wiemy i pewnie nigdy się nie dowiemy, dlaczego Michnik zwlekał. Jego tłumaczenia nie zasługują na wiarygodność. Nie wydaje się, żeby świadomie czekał na społeczną gotowość do gwałtownego oburzenia, bo nikt tego przewidzieć nie był w stanie.
Zwlekając z ogłoszeniem faktu "Gazeta Wyborcza" złamała podstawową zasadę etyki dziennikarskiej, zakazującą ukrywania informacji przed opinią publiczną. Trafiła jednak przypadkowo w punkt.
Koniec dygresji o etyce dziennikarskiej

Żywa reakcja opinii publicznej wywołała zmianę nastawienia prasy. Dziennikarze, jeszcze niedawno zniechęceni brakiem odzewu opinii publicznej na ich publikacje o różnych machlojkach, przekrętach i świństwach władzy, znów zaczęli o nich pisać i to z rosnącą ochotą, bo zobaczyli, że teksty są czytane i komentowane, a sprzedaż numerów zawierających sensacyjne wieści z życia politycznego i gospodarczego rośnie. Powstało dodatnie sprzężenie zwrotne, prasa zaczęła ścigać się w doniesieniach o niecnych czynach polityków, a czytelnicy im więcej się dowiadywali, tym żywiej reagowali i domagali się następnych rewelacji, co znów stymulowało dziennikarzy.
Szczyt demaskatorski już minął ? jeszcze dwa miesiące temu niemal codziennie ujawniana była jakaś afera, teraz już nie ? ale osiągnął stadium plateau na poziomie znacznie wyższym niż przed aferą Rywina. Ludzie nadal z ochotą przyjmują informacje o kolejnych aferach i z wielkim smakiem oburzają się.

Polacy oburzają się
Polacy, którzy jeszcze pół roku temu byli obojętni na nieprawości władzy, teraz oburzają się. Spadają notowania SLD; 20 proc., które ma w deklaracjach ta partia, to odsetek ludzi tak czy inaczej żyjących z powiązań z władzą. Od najniższych szczebli samorządowych po najwyższe rządowe.

Dygresja o Polakach
Nie nastąpiło, oczywiście, gwałtowne ucywilizowanie się Polaków na sposób europejski, większość to nadal niewolnicy uformowani na modłę rosyjskich poddanych. Dowodem tego mogą być wyniki pierwszego sondażu przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi. Blisko trzecia cześć obywateli chce, żeby prezydentem została Jolanta Kwaśniewska; dla niewolnika to ideał dobrej i miłej pani, która pochyla się nad biednymi i skrzywdzonymi. Drugie miejsce zajmuje Lepper. Ten z kolei jest idolem niewolników zbuntowanych; nie ma wprawdzie żadnego programu politycznego, ale obiecuje, że jak dojdzie do władzy, to dowali możnym.
Nadal większość Polaków miota się między pokornym poddaniem się losowi a buntem, albo marząc o dobrym panu, albo chcąc złego pana zatłuc bez względu na konsekwencje. Nieliczni próbują po europejsku sami coś dla siebie zrobić, ale stali się odważniejsi, a może i liczniejsi.
(?)
Wojciech Jankowski
Wyświetlony 5696 razy
Więcej w tej kategorii: « Spektakl bez bisów Podróżniczka »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.