piątek, 12 listopad 2010 11:05

John Coltrane "A Love Supreme" (Deluxe Edition)

Napisane przez

Bardzo niezręczną sytuacją jest pisanie o muzyku, postrzeganym jako najważniejszy saksofonista w historii jazzu, którego dokonania stały się przedmiotem wielu opracowań i naukowych rozważań, a przede wszystkim ogromną inspiracją dla kolejnych pokoleń muzyków jazzowych.

Jeszcze trudniej pisać o nagraniu, które jest uważane za najważniejsze dzieło Johna Coltrane'a, nagraniu w pełni poświęconym Bogu (chyba jedyny taki przypadek w historii jazzu). Płyta "A Love Supreme" jest ważna również z innego powodu. Wielu krytyków uważa, że była ona początkiem rewolucyjnego etapu w muzyce saksofonisty, pełnego szału i gniewu, dla większości śmiertelników kompletnie niezrozumiałego i "niezdatnego" do słuchania. Część fanów jazzu widziała w potokach brudnych i krzykliwych dźwięków wsparcie buntów murzyńskich w latach 60. Inni spostrzegali wyłącznie artystyczną niemoc, zniszczonego heroiną i alkoholem saksofonisty.
Pozostawię jednak ocenie innych, która z tych teorii jest prawdziwa, a zajmę się najnowszym, dwupłytowym wydaniem albumu "A Love Supreme", który wydaje się jazzowym rarytasem, jako że po raz pierwszy światło dzienne ujrzała koncertowa wersja coltrane'owskiej suity, a także wydobyte z rodzinnego archiwum artysty nagranie w sekstecie. Pierwotna, studyjna wersja zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, kiedy po raz pierwszy miałem okazję jej wysłuchać. Gdy umilkły ostatnie dźwięki utworu, przez długi czas nie mogłem się otrząsnąć z hipnotycznego letargu. "A Love Supreme" jest dla mnie kompilacją wszystkiego, co najznamienitsze w muzyce Johna Coltrane'a.
Początkowe dźwięki pierwszej części suity (Acknowledgement) snują mistyczną aurę, wypełnioną mocnym ostinatem basowym, atomowymi akordami McCoy Tynera i przepiękną solówką Johna Coltrane'a. Zwieńczeniem są powtarzane ochrypłym głosem przez saksofonistę słowa a love supreme, a love supreme.
Drugą część (Resolution) rozpoczyna ekstatyczny, niezwykle czysto zagrany temat, który stanowi wstęp do fortepianowej improwizacji, która swym poziomem artystycznym po prostu wgniata w fotel. Nasycone emocjami frazy, karkołomne funkcje harmoniczne na tle drapieżnego "walkingu" Jimmiego Garrisona robią niesamowite wrażenie, a gdy pałeczkę przejmuje Coltrane, to chyba lepszej jazzowej uczty nie można już sobie wyobrazić.
Trzecia część (Pursuance) szybko jednak rewiduje owe wyobrażenia. Improwizacja Jonesa na perkusji jest asumptem do jeszcze większej, przecudownej feerii dźwięków. Ciało samoczynnie porusza się w rytm kontrabasu i akordów fortepianu. Coltrane rozdziera przestrzeń muzyczną typowymi dla siebie "sheets of notes" i doprowadza atmosferę do wrzenia. Zapierający dech w piersiach Jazz ? przez duże "j"!
Wielkie coltrane'owskie dzieło wieńczy hymniczny, stonowany "Psalm", którego melodia stanowi tło do treści modlitwy umieszczonej na okładce płyty i rozpoczynającej się słowami:
I will do all I can to be worthy of Thee
O Lord
It all has to do with it
Thank you God
Peace...

Moje podejście do nagrania "A Love Supreme" jest niezwykle emocjonalne, przeto byłem niezmiernie ciekaw koncertowej wersji owej misteryjnej suity (Festival Mondial du Jazz Antibes, Juans-les-Pines, 1965). Prawdę mówiąc lekko się zawiodłem. U Coltrane'a widać już wyraźne symptomy atonalizmu i jazgotliwego grania "free", McCoy Tyner gra na lekko rozstrojonym fortepianie, a Jimmy Garrison nie jest tak przekonujący jak na nagraniu studyjnym. Uczciwie należy jednak stwierdzić, że poziom artystyczny nadal robi wielkie wrażenie.
Dużo ciekawiej prezentują się alternatywne wersje studyjne albumu "A Love Supreme". W zasadzie mógłbym je równie frenetycznie komplementować, jak oryginalne nagranie dzieła saksofonisty. Szkoda tylko, że akustykom nie udało się do końca oszlifować poczynań muzycznych sekstetu, gdzie Coltrane wraz z tytanem ówczesnej sceny awangardowej Archie Sheppem rozpętują imponującą jazzową "zawieruchę".
Nie bez powodu krążek "A Love Supreme" zapisał się złotymi zgłoskami w historii jazzu. Wraz z albumem "Kind of Blue" Milesa Davisa (nagranym nb. wraz z Coltranem) stanowią kanon współczesnej muzyki jazzowej. Dwupłytowa wersja suity, zawierająca unikatowe nagrania, stanowi wspaniały hołd dla saksofonowego giganta, a wielu fanom jazzu dostarczy niezapomnianych muzycznych wrażeń.

Patricia Barber ? śpiew, fortepian, organy Fender Rhodes
John Coltrane ? saksofon tenorowy
McCoy Tyner ? fortepian
Jimmy Garrison ? kontrabas
Elvin Jones ? perkusja
Archie Shepp ? saksofon tenorowy
Art Davis ? kontrabas
Strona poświęcona Coltrane'owi: www.johncoltrane.com

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wyświetlony 5107 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.