piątek, 12 listopad 2010 11:06

Gorąca faza zimnej wojny

Napisane przez

W styczniu 1949 r. Sekretarz Stanu i faktyczny głównodowodzący aliantów podczas II wojny światowej George Marshall podał się do dymisji.

Jego następcą zostaje Dean Acheson. Był to pełen dobrej woli liberał, który chciał obronić Zachód, nie zakłócając mu snu (W 1945 roku chciał udostępnić Sowietom konstrukcję Bomby). Jego wspomnienia zdradzają spory talent literacki ? natomiast jego działalność na jednym z najważniejszych stanowisk na świecie przypomina raczej poczynania niezbyt rozumnego gimnazjalisty.
Acheson umacniał w swoim szefie moralne i polityczne wątpliwości, jakie rodziła w nim perspektywa wojskowej konfrontacji ze Stalinem. Wszystko to jednak miało być wiadome później. On też był jednym z autorów histerii atomowej, wedle której odpalenie bomby jądrowej w celu wymuszenia zgody komunistów na rokowania oznacza koniec świata.
Oczywiście, skutki wybuchów nuklearnych ? choć bomb było wtedy jeszcze za mało na ogólną katastrofę ? byłyby fatalne. Jednak z pewnością nie jest najmądrzejszą rzeczą zapewniać wroga, z którym trwa się w śmiertelnym klinczu, że nie ma się żadnej nadziei na zwycięstwo w otwartej walce.
W tym samym miesiącu prez. Truman powołuje tajny zespół pod przewodnictwem Paula Nitze, który ma ocenić militarną sytuację Stanów. 7 kwietnia 1950 r. przedstawia on raport oznaczony jako NSC 68.
Dokument ten stwierdzał, że Sowieci dysponują wszędzie miażdżącą przewagą, poza bronią nuklearną ? ale także w tej w ciągu czterech lat dorównają USA. Jego konkluzja jest szokująca: budżet wojskowy z 14 miliardów dolarów winno się zwiększyć do 50 mld. Zaleca się także przyspieszenie badań nad nową bombą, zwaną wodorową. Inaczej USA znajdą się w "katastrofalnej sytuacji".
Wymowa tego raportu jest tak jednoznaczna, że cieszy się on złą sławą u dominującej wśród sowietologów skrajnej lewicy. Nawet Christopher Andrew, starający się o dystans wobec nich, określa go jako "groźny i nieco prostacki". Nie należy się spodziewać innych ocen w tym środowisku, albowiem Nitze i jego współpracownicy sformułowali wyraźną tezę, której zaprzeczaniu "postępowi historycy" poświęcili całą swoją energię: a mianowicie, że Moskwa ma plan całkowitego obalenia lub zniszczenia mechanizmów rządzenia i struktur społecznych w niesowieckich krajach świata i zastąpienia aparatem i strukturą podległą i kontrolowaną przez Kreml. Część elit amerykańskich po raz pierwszy dostrzegła wtedy prawdziwą rzeczywistość międzynarodową.
Ale Truman nadal nie chciał jej ujrzeć. Prezydent przychyla się tylko do ostatniego wniosku. Uważa, że nie jest tak groźnie, skoro udało się uratować Berlin, Włochy i Grecję, choć komuniści szykowali się już tam do przejęcia władzy. Nie zamierzał zaczynać wojny ze związkami zawodowymi o wyższe podatki. Ekipa New Dealu oddawszy Chiny pozostawała pełna optymizmu. Nie zdawano sobie sprawy ze skali zbrojeń sowieckich. Tymczasem w lutym roku 1950 nowy Sekretarz Stanu, pragnąc uspokoić opinię publiczną, ogłasza, że sytuacja w Azji ustabilizowała się ? czego dowodem jest fakt, że z obu Korei oba supermocarstwa, zgodnie z uprzednimi porozumieniami, wycofały swoje wojska. Oświadcza też, że USA nie dostrzegają potrzeby wojskowej interwencji w sprawy azjatyckie, a Korea Południowa, podobnie jak Tajwan, nie mieszczą się w sferze "systemu obronnego" Stanów Zjednoczonych.
Niejako w drwiącej odpowiedzi 25 czerwca armia Korei Północnej naciera na całej granicy.
Po latach Acheson przyzna: Napaść na Koreę ocaliła nas.
Po 24 godzinach wypełnionych naradami, Truman decyduje się na obronę dalekiego półwyspu po drugiej stronie Pacyfiku. Ponieważ od paru miesięcy delegacja sowiecka bojkotowała obrady Rady Bezpieczeństwa, uchwala ona pod jej nieobecność, że zgodnie z Kartą ONZ, państwa członkowskie będą bronić Korei przed agresją (Drugi raz ten artykuł zastosowano dopiero 40 lat później, w wojnie z Irakiem). Armia Kim Ir Sena spycha wojska Korei Południowej coraz bardziej na południe. W ciągu paru tygodni trwa gorączkowa improwizacja, dzięki której jedna dywizja amerykańska utrzymuje skrawek nadmorskiego terytorium. Flota dobrana z przypadkowych okrętów i tych, które w Japonii czekały na złomowanie, wiezie posiłki.
Teraz prezydent już nie wahał się: zalecenia komisji Nitze'a zostały ? z nadwyżką ? przyjęte. Jak wielkie było napięcie w Waszyngtonie, świadczy fakt, że Sekretarz Marynarki Wojennej Francis Matthews w sierpniu 1950 r. poparł publicznie sugestię Bertranda Russella, że prewencyjny atak atomowy na ZSRR może okazać się konieczny i pożądany.
Truman nie uznał tej wypowiedzi za kompromitującą i mimo nacisków części prasy trzymał go na stanowisku przez przeszło dwa lata.
Tymczasem jednak inwazja komunistyczna przyniosła rezultat zupełnie nieoczekiwany dla jej autorów: Stalina, Mao i Kima. Wiemy dziś bowiem, że od chwili zajęcia Szanghaju Mao szykował inwazję Tajwanu ? a Stalin rozmieścił bazy lotnicze na chińskim wybrzeżu. Pierwotna polityka Achesona, zakładająca, że Tajwan nie będzie broniony przez USA, ośmieliła Chińczyków i spowodowała, iż uzyskali oni aprobatę Kremla dla swojego planu. Zapewne samoloty z chińskimi oznaczeniami, a pilotowane (tak jak to było w Korei i Wietnamie) przez pilotów z ZSRR i krajów satelickich, miały też odegrać rolę w tej "reunifikacji".
Jednak już 27 czerwca rząd USA ogłosił Cieśninę Tajwańską strefą neutralną i zapowiedział jej ochronę. Natychmiast wyruszyły tam okręty US Navy. Jednocześnie zwiększono pomoc dla Francuzów walczących z Ho Szi Minhem. W sierpniu Mao odwołał przygotowania do inwazji.
Zważywszy na fakt, że demokratyczna administracja, w której było jeszcze wielu zwolenników ugodowej polityki epoki Roosevelta, nie miała ochoty walczyć w obronie Czang Kai Szeka ? amerykańscy generałowie twierdzili zaś, że wszelka inna pomoc dla niego utonie w bagnie korupcji ? Mao miał wszelkie szanse sukcesu; gdyby nie wojna w Korei.
Tak to Kim Ir Sen, najbardziej dogmatyczny ze wszystkich tyranów komunistycznych, uratował największego antykomunistę w Azji.
Komuniści mieli jednak tajną broń: 21 zdrajców brytyjskich zwerbowanych jeszcze w latach 30. w Oxfordzie i Cambridge, a obecnie zajmujących najwyższe stanowiska. Dane strategiczne Amerykanie przekazywali sojuszniczemu korpusowi brytyjskiemu, wywiady zaś i służby dyplomatyczne obu państw ściśle ze sobą współpracowały, odtwarzając czy kontynuując sojusz antyniemiecki. Pod koniec 1950 r. kryptografom amerykańskim udało się złamać niektóre szyfry sowieckie. Okazało się, że z Londynu płyną do Moskwy stosy meldunków, wszystkie najwyższej wagi. W lipcu 1951 r. dyrektor jednego z wydziałów w brytyjskim Foreign Office, Donald Maclean, w ostatniej chwili ucieka do Moskwy. Jego wspólnikowi z wywiadu, Guy Burgessowi, puszczają nerwy ? i dwie doby później także on witany jest na gościnnej ziemi sowieckiej.
Teraz śledztwo koncentruje się wokół Kima Philby, szefa wydziału sowieckiego w Intelligence Service. Zwodzi on jednak przesłuchujących (niższej rangi od niego) i choć zostaje odsunięty, pracuje wciąż dla MI6 aż do 1963 r. Wtedy to, gdy pętla w końcu się zaciska, znika z Bejrutu ? by wkrótce odbyć konferencję prasową w Moskwie. Wszyscy trzej zapili się tam na śmierć.
Było też drugie dno, którego Brytyjczycy nie chcieli odsłaniać przed Amerykanami: Philby, Burgess, McLean oraz Anthony Blunt ? zdemaskowany dopiero w 1964 r. ? byli absolwentami prestiżowych szkół prywatnych, gdzie kształcili się członkowie elity Imperium Brytyjskiego. Ich zdrada oznaczała pośrednio kompromitację wielu osób, które dopuściło ich do wysokich stanowisk wyłącznie na zasadzie poręki znajomych ? choć ich studenckie powiązania z kręgami komunistów były powszechnie znane w uniwersyteckim środowisku (!).
W rezultacie Philby został jedynie odsunięty na niższe stanowiska rezydenta wywiadu w Bejrucie ? co bardzo zdenerwowało Amerykanów. Bo też trudno zrozumieć, jak można trzymać w tajnej służbie kogoś, komu "trochę się nie dowierza". Od tego czasu CIA nabrała ostrożności w kontaktach z brytyjskimi kolegami.
Zwłaszcza że w kolejnych latach odkryto innych zdrajców; jednym z nich był John Caincross, wysoki oficer wywiadu w czasie wojny, który przyznał się, że został zwerbowany przez Sowiety w roku 1932. Odegrał on złowieszczą rolę w historii Polski, bowiem jego najbliższym przyjacielem był doradca wojskowy Churchilla, dla którego opracowywał raporty o sytuacji w Polsce. Pisał w nich, że AK jest organizacją owładniętą paranoiczną nienawiścią do ZSRR i zajmuje się głównie zabijaniem komunistów i Żydów, lekceważąc walkę z Niemcami.
Ponieważ rząd brytyjski śmiertelnie bał się następnych skandali, wyciszono jego sprawę i jedyną karą było "zesłanie" do ONZ.
W 1992 r. Moskwa na krótko odtajniła część swoich archiwów i historycy zachodni poznali niesamowity rozmiar penetracji przez wywiad sowiecki tajnych służb brytyjskich. Można powiedzieć, że w latach 1939-1951 były one całkowicie przezroczyste dla Sowietów.
Później okazało się, że dobrze urodzeni zdrajcy brytyjscy mieli wielu towarzyszy w innych krajach: szczególnie dobrze spenetrowane okazały się Francja, a potem RFN.
Ale zaraz po ucieczce Macleana i Burgessa najważniejszy był fakt, że wszystkie decyzje dowództwa wojsk ONZ w Korei były już po 48 godzinach znane Moskwie.
Znano więc także plan MacArthura desantu w Inchon, drugiej takiej operacji w historii wojen po lądowaniu w Normandii. Stalin przekazał wiadomość Mao, który ostrzegł Kim Ir Sena.
Ten jednak zlekceważył wiadomość. Jego wojska panowały już niemal nad całym Półwyspem. Był aparatczykiem i oprawcą, już wtedy ogarniętym megalomanią ? na pewno jednak nie zasłużył na miano stratega. Najprawdopodobniej nie był psychicznie w stanie przyjąć do wiadomości tej groźnej nowiny i wycofać z południowego frontu części armii w chwili, gdy zwycięstwo wydawało się już w zasięgu ręki. Zachował się tak samo jak Stalin w czerwcu 1941 r., a potem Hitler, bezmyślnie pchający korpus za korpusem w pułapkę pod Stalingradem. Pamiętać też trzeba, że Mao zachowywał się chwiejnie, gdy na początku roku Kim zabiegał o jego zgodę na rozpoczęcie wojny. Teraz więc Koreańczycy mogli nie mieć do niego pełnego zaufania. Wreszcie plan MacArthura był niezwykle ryzykowny, tylko bardzo dobrze wyszkolone oddziały mogły go zrealizować, i to pod warunkiem sprzyjającej pogody.
W rezultacie więc we wrześniu MacArthur w mistrzowsko wykonanym manewrze wysadza desant 60 tysięcy żołnierzy na dalekich tyłach wroga. Po dwóch tygodniach oswabadza Seul. Na początku grudnia niemal cały półwysep jest już wolny od komunistów.
I wtedy Mao wprowadza do wojny 414 tys. "ochotników". Jak podaje komunikat Kwatery Głównej Wojsk ONZ z 28 grudnia, następne 906 tys. czeka na rozkaz wymarszu za granicą chińską. Spychają oni z powrotem wojska ONZ ? uczestniczyło w nich 16 państw ? na południe, do dawnej linii demarkacyjnej. Ten sukces osiągnięty jest za cenę hekatomby: według Amerykanów, tylko od 25 stycznia do 9 lutego zostało wyeliminowanych 70 tys. żołnierzy komunistycznych. W rezultacie impet ofensywy słabnie i w końcu lutego zamiera.
MacArthur, choć oskarżany jest o poprzednie zdecydowane niedocenianie przeciwnika, znów wydaje pokrzepiające oświadczenia. 24 marca ogłasza: Operacje rozwijają się zgodnie z planem. (...) Zostało jasno wykazane, że nowy nieprzyjaciel, czerwone Chiny, których potęgę wojskową oceniano tak przesadnie, nie posiada potencjału przemysłowego, który by umożliwił prowadzenie nowoczesnej wojny...
Zwolennicy generała w Kongresie pytają, czemu rząd nie zgadza się na stworzenie drugiego frontu przez 800-tysięczną armię Czang Kai-Szeka, który zgłosił MacArthurowi swoją gotowość.
5 kwietnia kongresmen Edwin Martin ogłasza list generała, w którym ten zwierza się, że bezskutecznie prosi Naczelnego Dowódcę o prawo do bombardowania baz i mostów chińskich ? i pyta, po co USA mają bomby atomowe, skoro nie wolno ich użyć w obronie swoich obywateli i wolnego świata (Już po śmierci generała w 1964 roku opublikowano jego wypowiedź dla zaufanego dziennikarza, że gdyby dano mu wolną rękę, wygrałby wojnę w ciągu 10 dni: Trzydzieści do pięćdziesięciu bomb atomowych, zrzucone wzdłuż północnego brzegu rzeki Jalu (...) byłoby aż nadto). Truman uznaje to za jawną niesubordynację. Zakazuje lotnictwu nalotów na Chiny i dymisjonuje sławnego generała. W ciągu tygodnia po tej decyzji Biały Dom otrzymuje kilkaset listów i depesz z poparciem ? i 64 tysiące potępiających Naczelnego Dowódcę (jakim jest w Stanach prezydent) za tchórzostwo i kunktatorstwo. Jego popularność w sondażach spada na łeb.
Dziś historycy uważają, że pod koniec 1952 r. Stalin dysponował najwyżej 50 bombami jądrowymi. Tymczasem USA na początku 1951 roku miały ich ponad 300. Rok później już prawie 700.
Dlaczego ich nie użyto?

 

(?)
Piotr Skórzyński
Wyświetlony 5183 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.