piątek, 12 listopad 2010 11:50

Piękna pani Steinbach i chłopy mowne

Napisane przez

Z mieszanymi, mówiąc delikatnie, uczuciami i bez sympatii wysłuchałem debaty na temat Centrum Wypędzonych, jaką w nocy z 16 na 17 września, z inicjatywy gazety "Rzeczpospolita", transmitowała Telewizja Polska.

Pan Zagłoba twierdził, że jest w naturze rzeczy, żeby kot był łowny, a chłop mowny. Dlatego nie poruszyły mnie wcale ani buńczuczne i zatroskane miny, ani patriotyczne oracje występujących tam ochotniczo i służbowo przedstawicieli polskiej racji stanu. Obserwując zdegustowaną minę pięknej pani Eryki Steinbach, deputowanej do Bundestagu i szefowej niemieckiego Związku Wypędzonych, odnosiłem wrażenie, że ona, tak jak ja, wie doskonale, że w dzisiejszej rzeczywistości politycznej od takiego gadania tylko kartofle w piwnicy gniją, w polityce międzynarodowej natomiast liczą się realne elementy rachunku sił. W tym realnym rachunku sił, po upadku Związku Sowieckiego i wycofaniu sowieckich wojsk z Polski, w wyniku agenturalnej, lokajskiej i wasalnej ? a także głupiej i naiwnej ? polityki polskich elit, uzależnienie ekonomiczne i polityczne naszego kraju od Niemiec już dawno przekroczyło wielkość i zasięg uzależnienia Polski od niezwyciężonego Kraju Rad. Prawie całość polskiego zadłużenia zagranicznego jest dzisiaj w rękach niemieckich, ogromna większość tzw. sektora bankowego jest w rękach niemieckich, w rękach niemieckich jest dzisiaj większość tytułów prasowych i innych mediów prywatnych, polskie wojsko na swoje uzbrojenie przejmuje niemiecki złom, policja niemiecka swobodnie goni przestępców po terytorium państwa polskiego, a polskich granic, na wschodzie i zachodzie, pilnują już wspólnie niemieccy pogranicznicy razem z polskimi, a nawet bez nich. Parę dni temu, przy przekraczaniu granicy polsko-niemieckiej, już tylko niemieccy strażnicy i celnicy zainteresowali się tym, kto i po co wjeżdża moim samochodem do Polski. Polscy strażnicy i celnicy zajęci byli czym innym. Dlatego z miny pani Steinbach było widać, że wie ona dobrze, iż sprawa Centrum zostanie rozwiązana tak, jak chcą tego Niemcy, a jej obecność i udział w debacie jest niczym więcej jak kurtuazyjnym gestem, co zdawało się umykać uwadze polskich dyskutantów.
Na wiosnę 1946 roku, ja i moja rodzina, zostaliśmy wypędzeni ze Lwowa, załadowani do wagonu towarowego i przetransportowani do Wrocławia, gdzie, wśród ruin, znaleźliśmy jednopokojowe mieszkanie, w okolicach późniejszego "Trójkąta Bermudzkiego". Sprawa wypędzenia jest więc dla mnie sprawą bliską i osobistą, nie zapomniałem ani mego domu we Lwowie, ani miasta i ziemi, o których zapomnieć nie sposób. Lwów do końca moich dni pozostanie moim miastem i wiem, że podobnie myślą, jeśli nie wszyscy, to na pewno większość wypędzonych lwowiaków. Dlatego doskonale rozumiem uczucia Niemców z Breslau, dla których to miasto było nie tylko domem, ale i ośrodkiem, w którym przez wiele setek lat rodziła się i rozwijała niemiecka kultura. Wiem, że tak jak ja znam wiele poruszających i wspaniałych pieśni, piosenek i wierszy o Lwowie, tak oni znają ich odpowiedniki o Breslau. To wszystko jest ludzkie i zrozumiałe i tu nie ma między nami różnicy. Różnica, i to zasadnicza, polega na zupełnie niewspółmiernej pozycji mojej i wszystkich Polaków z pozycją Niemców i niemieckich wypędzonych. Niemcy zostali pobici i przegrali wojnę, ale dzisiaj są najpotężniejszym państwem na kontynencie europejskim, pierwszym pod względem gospodarczym i dobijającym się podobnej pozycji politycznie. My zostaliśmy pobici i przegraliśmy wojnę, ale tylko liczbą ludności i rozmiarem zajmowanego terytorium plasujemy się na wysokim miejscu w Europie, pod każdym innym względem zepchnięto nas na sam dół europejskiej drabiny i na jej oślą ławkę. Z tej oślej ławki czasem rozlega się nasze tęskne rżenie, ale ci, którzy się liczą natychmiast przywołują nas do porządku. Warto pamiętać, jak Prezydent Francji, bez ogródek posłał nas do kąta, przy okazji wojny w Iraku. Nasi "elici" wydają się liczyć na to, że Ameryka o nas nie zapomni i wyciągnie z kąta, bo nawet nasz wielki amerykański rodak, prof. Zbigniew Brzeziński, nie pozostawia żadnych złudzeń: Ameryka może mieć różne problemy z Niemcami, ale do ich załatwiania w najmniejszym stopniu nie jest jej potrzebne pośrednictwo i usługi Polski! Albowiem w polityce, silni liczą się i rozmawiają tylko z silnymi, słabych jedynie wykorzystują dla swoich celów, tak jak np. Amerykanie nas w Iraku. Jeżeli zaś chodzi o kwestię wypędzonych i niemiecką robotę na tym odcinku, to najtrafniej rzecz ujął parę lat temu marksistowski filozof, Adam Schaff: "my byśmy też tak robili, gdyby nas było na to stać"!
Nasze, pookrągłostołowe elity uczyniły wszystko co możliwe, aby nas nie było stać na jakiekolwiek partnerstwo i jakikolwiek poważny udział w debacie o wypędzeniach i innych sprawach z tym się wiążących. Jest znamienne, że debata z udziałem p. Steinbach toczy się, kiedy sprawa naszej akcesji do UE została przesądzona i zamknięta. Bo sprawy, o których jest mowa, to nie jest przedmiot do popisów oratorskich, tylko takie rzeczy załatwia się konkretnymi regulacjami prawnymi, gwarantowanymi przez odpowiednio przygotowane siły i środki. To tam, gdzie wpisują się i znikają na pozór nic nie znaczące słowa jak "lub czasopisma", czy "i inne rośliny", zapadają decyzje rozstrzygające o losie regionów i narodów. Kto, w imieniu Polaków, rozstrzyga o tych kwestiach? Jeden z głównych wczorajszych mówców, Józef Oleksy, którego proces lustracyjny nie chce się nijak zakończyć, czy siedzący cicho na sali prof. Jan Truszczyński, nasz główny europejski negocjator, jawny współpracownik tajnych służb komunistycznych? Kilka dni temu ta sama "Rzeczpospolita" opublikowała tekst, którego autor donosił, że w archiwach IPN znaleziono dowody, że w latach osiemdziesiątych miał miejsce lawinowy przyrost szeregów agentów esbeckich, w tempie przekraczającym 10 tysięcy nowo zwerbowanych agentów rocznie! Gdzie oni dzisiaj są, jakie prominentne, polityczne i gospodarcze stanowiska dzisiaj pełnią? Ilu z nich zasiada teraz w Sejmie i Senacie? Kto jest dzisiaj na żołdzie niemieckim, kto amerykańskim, a kto rosyjskim?
(...)

Jerzy Przystawa


 

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina,Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 18 września 2003)

 
Wyświetlony 6211 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.