piątek, 12 listopad 2010 15:36

Wójt w gminie: demokracja czy dominacja?

Napisane przez

Jak pisze Chantal Delsol w książce niezwykle trafnie opisującej kondycję współczesnego człowieka: Każdy świat kulturowy zawiera pokusę dominacji. Każda konieczna władza może stać się opresywna. Autorka wiąże tę tendencję z niedoskonałością człowieka, wszelkich jego usiłowań czy dzieł. Można podążyć tropem jej rozważań i uznać, że nasza nie-idealność, zwana w terminach biblijnych grzechem pierworodnym, jest rodzajem "nieprzystosowania" – człowiek chce nieśmiertelności i zawsze umiera, chce dobra, a czyni zło. Ta fundamentalna cecha ludzka byłaby odpowiedzialna za to, że najbardziej wzniosłe idee w realizacji stają się kalekie.

Jak się wydaje, idea demokracji nie jest tu wyjątkiem i podobnie jak inne jest podatna na skarlenie, a właściwie na rodzaj erozji, dokonywanej powoli przez zakorzenioną w człowieku "pokusę dominacji". Proces erozji spróbujmy prześledzić na przykładzie jednej z mazurskich gmin w znamiennym momencie wprowadzenia "Ustawy o samorządzie terytorialnym" (08.03. 1990), tj. w chwili ustanowienia prawnych ram umożliwiających zaistnienie demokracji na poziomie lokalnym.

Urzędnik ? car i boh
W 1990 r wójt zastąpił w gminie wiejskiej dawnego naczelnika gminnej rady narodowej, przy czym drastycznie zmieniły się jego kompetencje i pozycja w lokalnym układzie władzy. Władzą decyzyjną stała się rada gminy, władzą wykonawczą zarząd, któremu przewodniczy wójt. Zarząd składa się z kilku radnych, którzy pełnią swe obowiązki społecznie. Zarząd ma za zadanie koordynowanie działań koniecznych, by wykonywać postanowienia rady. Wójt jest więc formalnie funkcją bardzo podległą ? z pomocą urzędu gminy wykonuje uchwały rady i polecenia zarządu. W świetle Ustawy z 1990 r. stanowisko wójta plasuje się na pograniczu sfery publicznej i administracyjnej ? jest uzyskiwane w wyniku dwustopniowego wyboru: wójt najpierw musi zostać radnym (w powszechnych wyborach lokalnych), a potem w wyborach pośrednich uzyskać zaufanie członków rady, którzy wyłonią go spośród siebie. Z drugiej strony wójt jest jedynym w radzie pracownikiem etatowym, łączy więc funkcję obieralną z etatem urzędnika państwowego. Przyglądając się tak zaprojektowanej strukturze władzy lokalnej, należy dość do wniosku, że wójt jest jedynie wykonawcą projektów tworzonych przez lokalną społeczność, która za pośrednictwem swoich reprezentantów ubiega się o ich wdrożenie. Jednak nawet pobieżne badania, czy zwykłe towarzyskie rozmowy szybko przekonają nas, że tak nie jest. Jak wielkie zmiany muszą nastąpić w demokratycznie skonstruowanym układzie zależności, skoro w rozmowach z mieszkańcami padają stwierdzenia: władza pryncypała jest absolutna; wójt w gminie jest jak car i boh; osiągnięcia wójta są bardzo wielkie?
Próbując odpowiedzieć na to pytanie, przyjrzyjmy się funkcji wójta z różnych punktów widzenia, spójrzmy na nią oczami radnych ? zwolenników i przeciwników, a także zwykłych mieszkańców. Należy przy tym pamiętać, że na wsi nie sposób rozmawiać o abstrakcyjnej kondycji wójta ? mówi się zawsze o kimś realnym, kto tu i teraz tę funkcję sprawuje. Oczywiście, łączy się z tym subiektywizm mówiącego i jednostkowość postaci aktualnego wójta, a mimo to widać w wypowiedziach pewne prawidłowości bardziej ogólne, przybliżające nas do odpowiedzi na pytanie, jak odbywa się przejście od demokracji do dominacji.

Magia pozyskiwania dóbr
Przegląd opowieści o wójcie zacznijmy od rozmówców najsłabiej wykształconych. Jak było powiedziane w poprzednich tekstach drukowanych w "Opcji", dystans, z jakiego patrzą na lokalna scenę polityczną, jest największy, przy czym niedostatek wiedzy jest uzupełniany wyobraźnią. Wyobrażenia, które powstają w ten sposób, wyolbrzymiają pewne cechy zjawisk i postaci. Nieznajomość mechanizmów i struktur władzy powoduje, że zyskuje ona nimb tajemniczości i często postrzegana jest jako sfera "magiczno-kuglarska". Dzieją się tam rzeczy niepojęte dla zwykłego rolnika ? zasad ich działania nie rozumie, widzi tylko skutki ? stąd wrażenie magii.
W tym schemacie wyobraźnia kreuje wójta na prestidigitatora ? maga, który potrafi "wyczarować" przeróżne dobra. Ich źródłem w czasach PRL-u, były dobre kontakty w władzami wojewódzkimi, które owocowały dotacjami dla gminy, wielokrotnie wyższymi niż dla sąsiednich gmin. Ludzie niewykształceni nie rozumieli mechanizmów uzyskiwania tych przywilejów, wiedzieli jednak, że są i że wójt jest ich sprawcą, bowiem "siły wyższe" patrzą na niego łaskawym okiem. Opowiadając o nich, nazywali je "układami", a czasem "mętlikiem", które to określenie najlepiej ukazuje, jak odległa, a przez to "nierozróżnialna" była dla nich ta sfera.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wyświetlony 6106 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.