sobota, 13 listopad 2010 12:41

Czy bluźnierstwa należy przeczekać?

Napisane przez

Tematem listopadowo-grudniowego numeru "Zawsze Wierni" z roku 2002 była współczesna sztuka, czyli jak to trafnie ujęła Redakcja rzeczonego magazynu - "nowoczesna antykatolicka brzydota". Autorzy "Zawsze Wierni" z dużą dbałością odmalowali skalę bluźnierstw, perwersji i niemoralności, którymi karmią nas dzisiejsi artyści (?).

 

Wśród wielu cennych tekstów zamieszczonych w omawianym numerze "Zawsze Wierni" znalazł się też artykuł współpracownika "Opcji na Prawo" ? p. Romana Konika, pt.: "Przeczekać sztukę niepiękną". Pan Roman Konik słusznie oburza się w nim, na tzw. sztukę współczesną. Autor trafnie zauważa, że: za katastrofalny stan sztuki odpowiada przyzwolenie na grzech. Gdy zdjęto hamulce złu, rozpanoszyło się ono tandetą, bluźnierstwem i pustką w kulturze, dewastując wielowiekową tradycję łacińską zwykłym barbarzyństwem. Z tym zdaniem, bardzo kontrastuje jednak konkluzja, jaką p. Konik umieszcza w końcowej części tekstu: Pocieszające jest to, że na bluźnierstwo w sztuce mało kto już zwraca uwagę, wiedząc, ze tego rodzaju wybryków było już bardzo wiele ? zbyt wiele, by się na nie oburzać. Jedyną skuteczną metodą jest przeczekanie. Z tego rodzaju "sztuką" jest jak z wulgarnym napisem na płocie albo na ścianie szaletu. Za pierwszym razem szokuje, potem obojętnieje, na końcu ginie zamalowany. I nikt już o nim nie pamięta.
Zacytowana powyżej opinia dziwnie współgra z tezą promowaną przez antychrześcijańskie i liberalne mass media, które przy okazji różnych społecznych protestów wymierzonych w propagandę bluźnierstw oraz niemoralności, w kółko powtarzają, że takie akcje są tylko reklamą kontestowanych zjawisk, dlatego też jak się komuś nie podoba dany film, obraz, rzeźba itp., to powinien po prostu tego nie oglądać, zaś z organizowaniem pikiet, demonstracji, etc., niech sobie da spokój. Wierzę, że p. Roman Konik nie miał zamiaru kwestionować katolickiej doktryny i w dobrej wierze zachęcał chrześcijan do bierności względem rozsiewania bluźnierstw. Dobre intencje nie zawsze są jednak gwarancją nieomylności, co widać na przykładzie omawianego artykułu. Oczywiste jest bowiem, że opinia Autora artykułu stanowi, zarówno praktyczną, jak i teoretyczną negację tradycyjnej nauki Kościoła świętego w kwestii obowiązków katolików w życiu społecznym.
Wbrew temu, co sugeruje p. Konik, zła nie można porównać do wulgarnych napisów na ścianie toalety, które po pewnym czasie znikają zamalowane (nota bene: czasami mam wątpliwą przyjemność korzystania z publicznych ubikacji i nie mogę potwierdzić słuszności tej obserwacji). Szatan, jak uczy Pismo św., jest jak "ryczący lew", który wciąż "krąży i patrzy kogo by tu pożreć". Ten arcywróg Boga i ludzkich dusz jest gotów wyrządzić tyle zła, ile tylko będzie mógł i na pewno sam z własnej woli nie cofnie się przed rozsiewaniem nowych nieprawości. Wielką naiwnością jest zatem sądzić, że zło wygaśnie niejako samoistnie, przy braku oporu z naszej strony. Każdy, kto potrafi spojrzeć trzeźwym okiem na prawidła rządzące ludzką naturą i historią społeczeństw, przyzna, że bierność wobec zła, powoduje tylko jeszcze większy stopień destrukcji i moralnego upadku. Czy np. pijak nagle przestanie doprowadzać się do stanu upojenia alkoholowego, jeśli nie będzie szczerze żałował za swe grzechy i nie podejmie naprawdę mocnego postanowienia, które zaowocuje mężną walką z tym występkiem? Również brak oburzenia na bluźniercze wybryki nie jest zdrową chrześcijańską reakcją. Przeciwnie, postawa taka winna być pewnym sygnałem, że nasza miłość do Boga została już zniszczona albo przynajmniej znacznie osłabiona. Przykazanie miłości Boga wymaga bowiem szczerej nienawiści do wszystkiego, co obraża Wszechmogącego. Kiedy zaś czegoś nienawidzimy, jest to dla nas obrzydliwe, wstrętne i oburzające ? nigdy zaś obojętne. Gdy zło przestaje nas szokować, faktycznie oznacza to, że zaczęliśmy traktować grzech jako coś normalnego i uprawnionego. Dla zobrazowanie tej prawdy można podać przykład grzesznika, który popełniając występek po raz pierwszy, czuje się podle i brzydzi się sobą, jednak za każdym następnym popełnionym grzechem jego wyrzuty sumienia stają się coraz słabsze, aż w końcu jego serce ulega zaślepieniu, traktując zło jak dobro.
Z tych to powodów, Papieże i Święci wciąż nauczali o obowiązku aktywnej walki (także w sferze społecznej) z wszelkimi przejawami herezji, bluźnierstw, niemoralności i fałszywych doktryn. Leon XIII w encyklice "Sapientiae christianae" pisze: Obrona wiary jest bez wątpienia w pierwszym rzędzie sprawą tych, których Bóg uczynił zwierzchnikami swego Kościoła, atoli każdy chrześcijanin jest zobowiązany wyznawać wiarę, innych w niej pouczać lub wzmacniać i odpierać napaści niewiernych. Przed nieprzyjacielem ustępować albo zamilknąć, kiedy przeciwko prawdzie na ogół powstaje krzyk tak głośny, jest tchórzostwem, albo sprawą tych, którzy o prawdzie wątpią. Ale cokolwiek stać się może, jest to zniewagą i obrazą Boga, zgubnym dla zbawienia duszy jednostek i ogółu, przynoszącym jedynie korzyść nieprzyjaciołom wiary, których odwagę i zuchwałość przez takie zachowanie się umacnia i pomnaża.
Z kolei św. Maksymilian Maria Kolbe ucząc o powinnościach Rycerzy i Rycerek Niepokalanej stwierdza: Nie jest więc obojętny na szerzące się zło, ale nienawidzi całym sercem i prześladuje przy każdej sposobności, na każdym miejscu i w każdym czasie wszelkie zło zatruwające dusze ludzkie. Mimo to, pobieżnie rzecz biorąc, słuszny może wydawać się pogląd twierdzący, że sprzeciw wobec zła zwiększa jego zasięg i popularność. Czyż bowiem, mimo protestów, nie potęguje się wciąż niszczenie tradycyjnych wartości Cywilizacji Chrześcijańskiej? Może rzeczywiście powinniśmy zrezygnować z walki na polu społecznym, troszcząc się tylko o to, żeby tylko nasze rodziny żyły bogobojnie i cnotliwie? Odpowiedzią na te wątpliwości niech będą słowa wybitnego filozofa katolickiego XX wieku, prof. Plinio Correa de Oliveiry: Rewolucjonista jest na ogół drażliwy, gadatliwy i zuchwały, gdy nie ma przed sobą przeciwnika lub gdy ten jest słaby. Kiedy jednak napotka oponenta, który śmiało i dumnie stawi mu czoła, cichnie i organizuje kampanię milczenia... Zbyt często walka w słusznej sprawie kończy się porażką albo w ogóle się nie zaczyna, gdyż bardziej od zwycięstwa dla Pana Jezusa, miłujemy tzw. święty spokój, a więc: sławę, luksus a często tylko codzienne drobne przyjemności, osobiste dobre imię, dobre kontakty ze znajomymi itp. Jest sprawdzoną prawdą, że ten, kto chce wygrać walkę, musi okazać większą od przeciwnika zaciętość, odwagę i zdecydowanie. Popatrzmy tylko na muzułmanów. Dlaczego tak mało jest książek, obrazów, rzeźb i filmów, które jawnie i bezpardonowo obrażałyby Mahometa? Odpowiedź jest tyle prosta, co oczywista. Albowiem autor "Szatańskich wersetów" ? Salman Rushdie do dziś drży o swe życie, a każdy księgarz, który chciałby rozprowadzać tą książkę, musiałby liczyć się z poważnym ryzykiem spalenia przez miejscowych islamistów jego księgarni. Na szczęście, również ilekroć chrześcijanie okazują nieco więcej odwagi i zdecydowania, tylekroć udaje się przynajmniej ograniczyć oddziaływanie zła. Przykładowo, gdy na ekrany kin wchodził bluźnierczy film "Dogma" fala protestów w USA sprawiła, że w wielu tamtejszych stanach jego rozpowszechnianie zostało zakazane, a wytwórnie Disney i Miramax wycofały się z dystrybucji tej produkcji.
Kończąc te rozważania, warto przytoczyć tu słowa działacza Stowarzyszenia Obrony Tradycji Rodziny i Własności (TFP), Roberta Ritchiego, który przytaczając przykład Weroniki ocierającej zakrwawione oblicze cierpiącego Chrystusa, tak odpowiada na wątpliwości chrześcijan odnośnie sensowności publicznej obrony czci Pana Jezusa, Niepokalanej Dziewicy i Prawa Bożego: Weronika nie wahała się! Zobaczyła ona Naszego Pana poranionego i krwawiącego. Jej miłość do Jezusa popchnęła ją do tego, aby wziąć chustę i otrzeć Jego twarz. Mogła się wycofać, zastanawiając się czy nie spowodowałaby swoim czynem jeszcze większej furii przeciwko Naszemu Panu. Lecz ona po prostu to zrobiła! I miała obowiązek uczynić to, do czego wzywała ją łaska Boża. Jest to coś więcej niż taktyka!
Mirosław Salwowski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 6454 razy
Więcej w tej kategorii: « Dwie Polski Zachować rozwagę »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.