sobota, 13 listopad 2010 12:57

Ekskrementy mediów

Napisane przez

Życie człowieka owocuje zwykle wzbogacaniem zbiorowości efektami jego pracy. Wytworów tych jest więcej, lub mniej. Mają one też różną wartość -bywają np. produktami wysokiej jakości, genialnymi patentami, albo też udziałem w produkcji masowej, powielanej i schematycznej. Z funkcjonowaniem człowieka wiąże się też wytwarzanie tego, co jest dla niego zbędne - odpadów, śmieci czy odchodów. Jednostki, które nie są obciążone żadną wyrafinowaną patologią, te ostatnie produkty starają się z codziennego życia usuwać. W zależności od ich cywilizacyjnego poziomu - porzucają je w mniejszym lub większym oddaleniu od swych siedzib, ukrywają, utylizują lub przetwarzają.

Nie inaczej jest z działaniami społeczności. Każda wytwarza cały szereg produktów najrozmaitszego zastosowania, przeznaczonych do zaspokajania najróżniejszych potrzeb. Nieustannie powstają wytwory służące celom najbardziej egzystencjalnym, jak i te poświęcone zaspokajaniu potrzeb wyższych ? intelektualnych, estetycznych czy duchowych. Rzecz jasna ? zbiorowości, czy tego chcą czy nie, produkują też dużą ilość tego, co ze względu na swe walory może być jedynie porzucone na odludziu, recyklingowane, albo np. dzięki użyciu systemu kanałów ? przeznaczone do użyźniania pól. Zbiorowości, podobnie jak niektóre jednostki, również nie są wolne od zjawisk patologicznych. Ich wyrafinowanym przykładem jest skłonność do eksponowania tego, co w zachowaniach zdrowych, wrażliwych i zrównoważonych ? jest ukrywane.
To, jak odróżnić dzieła wysokiej jakości od urągających godności jego odbiorców ? było przedmiotem szeregu sporów i tematem wielu opasłych tomisk. Ja ograniczę się tu do jednego, najprostszego, elementarnego kryterium. Zna je każdy, kogo w dzieciństwie zastanowiło, czy przeczytana książka była dobra czy zła. Czy kończąca się właśnie kreskówka na dobranoc jest cacy czy be? Owocem takiej infantylnej refleksji jest zwykle pierwszy sensowny pogląd dotyczący wartościowania wytworów kultury. Brzmi on mniej więcej tak, że dobry film (książka, sztuka, bajka etc.) to taki, który wzbudza w nas pragnienie bycia lepszymi. Wynika to z celów obranych przez bohaterów (literackich, filmowych itp.), ich etosu, zachowań w sytuacjach trudnych itd.
Kilka tysięcy lat rozwoju cywilizacji na naszej planecie zaowocowało powstaniem szeregu dziedzin sztuki i wieloma formami przekazu. Rozwinęły się media zaspokajające wyższe i niższe potrzeby, skierowane do odbiorców o różnych ilorazach inteligencji oraz rozmaitej wrażliwości. Wytworom kultury towarzyszy również powstawanie zjawisk, które przez istoty zdrowe i myślące są wypierane na margines, w rejony nieuczęszczane, by nie budziły odrazy, nie psuły smaku, nie szkodziły. I są też patologiczne zwichrowania, których objawy można metaforycznie zobrazować jako eksponowanie tego, co jest wrzodem, pęcherzem z ropą czy efektem udanego wypróżnienia.
Na początku ery kenozoicznej któryś z bardziej bystrych poprzedników gatunku homo sapiens zauważył, że kość opróżniana ze szpiku wydaje dźwięk. Być może w ten sposób narodziły się pierwociny instrumentów muzycznych, które od pokoleń ubogacają nasze życie. Blisko trzy tysiące lat temu Tespis wpadł na pomysł, by jeden z uczestników rytuału odegrał też przemyślaną scenkę, dając tym prapoczątek greckiej tragedii i całej historii teatru w naszej części świata. Podobnie ? czyjś geniusz dał nam film, malarstwo olejne, widowiska "światło i dźwięk" itd. Nie dało się jednak uniknąć i tego, że pojawiły się gatunki będące owocem wynaturzenia. Nie mające skłaniać do refleksji, koić serc, pobudzać do katharsis moralnym wstrząsem. Ich cele są odwrotne ? zasmakować w podglądactwie, skupić uwagę na ułomności, wyeksponować fizjologię, nagrodzić podłe intryganctwo i najbardziej nachalny ekshibicjonizm. Zainfekować odbiorców pragnieniem obserwowania gry opartej na antyzasadach. Stworzyć reguły, według których to najgłębsze niziny umysłowe i indywidua najbardziej upośledzone moralnie mają największe szanse na sukces. Zorganizować transmisję z zawodów, w których odbywa się swoisty wyścig. Wygrywa ten, kto pierwszy efektownie się obnaży. Odbędzie przed kamerą najbardziej spektakularny stosunek płciowy w godzinie najlepszej oglądalności. Zdobędzie się na zawarcie związku małżeńskiego z kimś, kogo poznał przed chwilą. Zaimponuje najbardziej zdecydowanym "robieniem sobie jaj" z całego swojego i cudzego życia. Na planie telewizyjnego nagrania ukryje się przed ścigającym go wymiarem sprawiedliwości.
Producenci tego nurtu mediów oceniają, że zapotrzebowanie na "zwielokrotnione podglądactwo" jest ogromne. Nie żałują środków na kamery, które są instalowane nawet w sedesach. Nie szczędzą grosza na systemy mikrofonów wychwytujących każdy szept. Pomimo iż trudno nazwać wypowiedziami nagrywane tu dialogi. Zwykle zasługują one najwyżej na określenie jako "zachowania werbalne". Scenarzyści nie ustają w wymyślaniu okoliczności, tła i prawideł realizowanych akcji. Grupa wiernych ojców rodzin na tropikalnej wyspie, otoczonych półnagimi uwodzicielkami. Wygrywa ten, kto ulegnie pokusie, skrzywdzi swą prawdziwą żonę i zaryzykuje unicestwieniem swej rzeczywistej rodziny. Przy odrobinie szczęścia małżonka, dzieci i wszyscy znajomi zobaczą w TV transmisję na żywo z cudzołóstwa popełnianego przez najbliższego im człowieka.

 

(?)


 
Artur Adamski
Wyświetlony 6379 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.