wtorek, 07 grudzień 2010 00:17

Propagandą w gołowąsa

Napisane przez

"Dla każdego Unia Europejska jest instytucją, która jednoczy Europę. Każdy widzi w niej zło i dobro. Zło dostrzegają ludzie starsi, dobro zaś młodzież, która wkracza w dorosłe życie (...) Dla młodych ludzi UE jest szansą, jest 'przepustką' do każdego kraju unijnego. To przede wszystkim wygoda podróżowania bez paszportów itd.". Takie oto frazesy znalazłem na stronie internetowej Młodzieżowego Klubu Europejskiego Liceum Ogólnokształcącego w Dynowie.

Podobne kluby działają w większości polskich liceów, a sofistyczna wymowa treści propagowanych przez członków klubów świadczy o niezwykłym sukcesie propagandy unijnej w wykonaniu obecnego, jak i poprzednich rządów. Skuteczności rządowej indoktrynacji można pozazdrościć. Cóż, w przypadku, gdy ma się dużo pieniędzy, a dzieci liczą gwiazdki na unijnej fladze w "Domowym Przedszkolu", łatwo o rząd dusz. Uderzający jest brak refleksji młodych ludzi w stosunku do "piętnastki", a najczęściej zwykła ignorancja. W przytoczonym przeze mnie przykładzie dowodem na to jest fakt, że ani słowem nie jest wspomniana w kontekście podróżowania bez paszportów kwestia Traktatu z Schengen.
Studenci, będący pod presją rychłego wejścia na rynek pracy, nie widzą Unii Europejskiej w tak kolorowych barwach. Na uczelnianych korytarzach można usłyszeć sporą ilość krytycznych opinii dotyczących etatyzmu i absurdalnych regulacji. "Po wejściu do Unii pracodawcy w Irlandii nie będą chcieli zatrudnić Polaków, z tej racji, że prawo nakazuje im zapewnienie tej samej płacy minimalnej, co Irlandczykom" ? to tylko jeden z wielu zasłyszanych głosów.
Mając na uwadze to krytyczne spojrzenie, twierdzę, że wielu studentów zasiliłoby kręgi eurosceptyków, gdyby ktokolwiek zarysował im alternatywę wobec UE. Niestety, elita rządząca, śliniąca się na myśl o intratnych unijnych posadkach, nie raczyła tego zrobić i przypuszczam, że słysząc hasło „Europejski Obszar Gospodarczy” (EEA), przeważająca część żaków zrobi wielkie oczy. Nikt nie mówi o tym, że wejście do tego obszaru wiąże się jedynie z niewielką opłatą, a jak wiadomo, składki unijne będą ogromnym obciążeniem dla polskiego budżetu.
Niestety, większa część braci studenckiej widzi już siebie w ładnie skrojonym garniturze (czy kostiumie), kroczących po marmurowych schodach, by zacząć kolejny dzień w agendzie unijnej, choćby miała się ona zajmować standaryzacją długości prezerwatyw. Ich największym życiowym marzeniem jest przebrnąć przez rekrutacyjne sito biura EPSO (European Personnel Selection Office), by potem z dumnie wzniesionym czołem mienić się eurokratą. Dla tych studentów nieistotne jest, czy ich praca będzie przynosiła korzyść krajom unijnym, co więcej, przyjmują oni a priori, że instytucje "piętnastki" są stworzone do niesienia dobrobytu i wiecznej szczęśliwości.
Rośnie nam więc pokolenie bezideowych, mdłych i pozbawionych kręgosłupa moralnego technokratów, których jedynym zajęciem będzie płodzenie norm, regulacji i dyrektyw. Mając przed oczyma tę pesymistyczną wizję, nie sposób nie zacytować wybitnego brytyjskiego filozofa, lorda Johna Actona, który pokusił się o niezwykle trafną analizę istoty biurokracji. "Wiedzione duchem szczególnego posłannictwa, biurokracje prawników, duchownych, fizjologów, ekonomistów, nauczycieli, filozofów, paternalistycznych administratorów zawsze miały dla chorej ludzkości jakieś panaceum, specjalne lekarstwo, które należało wepchnąć, czy tego chciała, czy nie (...) zaspokajają one wszelkie lub co najmniej wszystkie istotne potrzeby w zakresie ciała i ducha. Wynika z tego, że inni ÂťdostawcyÂŤ są zbędni. Jeśli to, co mogą oferować, jest niezgodne z panującą ideologią ? należy ich bezzwłocznie wyeliminować, a zwolnione przez nich miejsce wypełnić w taki sposób, by przywrócona została harmonijna równowaga systemu. Ten przykład ilustruje nietolerancję, monopolistyczne zapędy i wścibską naturę prawdziwej biurokracji ? cechy, które odróżniają ją od prostackiej dyktatury wojskowej lub rządów policyjnych".
Pozostaje wiązać nadzieje z rychłym, jak mi się wydaję, rozpadem Unii Europejskiej, do której nasz akces jest już praktycznie przesądzony. Wydaje się, że tylko wielki wstrząs polityczny może obrzydzić Polakom uwielbienie wszędobylskiego, opiekuńczego państwa, wkraczającego w życie rodzin i nadającego kierunek życiu narodu. Nurtujące jest jednak pytanie, kto wówczas zapoczątkuje ideowy ferment, wolną konkurencję myśli i odnowę moralną?

Krzysztof Nestor Kuźnik
Wyświetlony 8098 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.