wtorek, 07 grudzień 2010 00:45

Dlaczego wyginęły mamuty? Dramat ekologiczno-psychologiczny

Napisał

Słońce świeciło radośnie, ale bez tej dotkliwej zapalczywości okresu letniego. Ot, wykonywało swoje obowiązki, wszak bez nachalności.

Rozłożystą równinę wśród gór pokrywała zielona, soczysta trawa. Wietrzyk przydawał krajobrazowi lekkości. Nic dziwnego, że przechadzający się swobodnie mamut miał lekki, wręcz taneczny krok. Co jakiś czas zresztą wykonywał malowniczy podskok, zupełnie jakby nucił coś pod nosem ? pardon ? trąbą. Z przyjemnością spoglądał na otoczenie, pozbył się najwyraźniej właściwej mamutom melancholii. Jednak los bywa okrutny ? oto ten mamut-optymista nieostrożnie podszedł do zasłoniętej krzewami stromej skarpy i... bezsilnie spadł w przepaść. Skręcił kark. Po paru tysiącach lat uszczęśliwi kilku badaczy. Co z tego, skoro jemu samemu szczęście nie dopisało.
Teraz wszakże jesteśmy w kłopocie, skoro już w pierwszym akapicie nasz bohater nieoczekiwanie zszedł ze sceny. Trzeba będzie znaleźć innego.
I jest! Dostojnie, wręcz ospale i już nie tak wesoło, jak poprzednik, kroczył przez łąkę inny mamut. Zatrzymał się. Nigdzie mu się nie spieszyło, a frustrował go nadmiar wyborów: mógł iść do przodu, do tyłu, na lewo albo na prawo. Bądź tu mądry! Heroicznie odrzucił wszystkie te możliwości i ruszył... przed siebie. Zobaczył, że przy kępie smakowitych krzewów pożywia się piękna mamucica. Pod jedwabistą sierścią prężyły się młode mięśnie. Z gracją przestępowała z nogi na nogę, jakby świadoma obserwatora. Podszedł więc cichcem i zaczął ją głaskać trąbą po grzbiecie.
Piękność obejrzała się. Karesy obcego (albo on sam) najwyraźniej nie przypadły jej do gustu. Z rozmachem wymierzyła mu... hm... policzek. Nagle z boku wyłonił się jeszcze inny mamut ? jak się okazało, mąż smakoszki. Widząc co się dzieje, przyłożył intruzowi, aż ziemia zadrżała.
Smutny mamut oddalił się jak niepyszny, poszedł zapić. Niedaleko akurat było jezioro. Tymczasem obrońca mamucicy zwrócił się w kierunku małżonki. Badania naukowe dowiodły, co prawda, niezbicie, że mamuty nie posługiwały się mową, ale dajemy głowę, że między tą parą wywiązał się następujący dialog:
? Ciebie to tylko zostawić na chwilę, a zaraz prowokujesz smarkaczy!
? Co ty gadasz, stary! Zniknąłeś na cały tydzień, a ja tu sama, wystawiona na niebezpieczeństwa. A jak...
? Jakie niebezpieczeństwa! Zgłupiałaś chyba.
? A jakby tu były myszy? ? z satysfakcją znalazła powód do lęku mamucica. ? Taka byłam samotna, a ty ciągle tylko się włóczysz z tymi kumplami. Pewnie na dziwki chodzicie ? zjadliwie zakończyła.
? Jak się spotkam raz z kolegami, to zaraz na dziwki! ? obrona była ewidentnie słaba, mamut przeszedł więc do ofensywy:
? A gdzie podziałaś juniora?
? Wzoruje się na tatusiu. Włóczy się gdzieś z koleżkami. Pewnie skończy jak jego stary...
I tak od słowa do słowa toczył się dialog. Nie było, oj, nie było szczęścia w tym stadle.
Wróćmy jednak do naszego odrzuconego amanta. Doczłapał właśnie do jeziora. Kiedy już miał przystąpić do picia, nagle ujrzał spoglądającą na niego z głębin jeziora odrażającą gębę. Aż odskoczył do tyłu, po czym ostrożnie zajrzał w toń ponownie. Odrażająca gęba znowu patrzyła na niego ? tym razem jakoś ostrożnie. W końcu z przerażeniem pojął: "To ja tak wyglądam?!".
Wpadł w rozpacz. Poczuł się samotny, odtrącony, szkaradny. Beznadzieja... Bezwiednie zrobił kilka kroków do wody, niszcząc swoje odrażające odbicie. Wkrótce zamknęło się nad nim lustro wody. Odbijało się w nim obojętne na wszystko słońce... Zanim przejdziemy do konkluzji (która niewątpliwie nastąpi), dorzućmy jeszcze parę wypadków, jakie zaszły na tej samej równinie. Pewien mamut tak pogrążył się w melancholii, że zaplątał się we własną trąbę i nabił sobie sporego (nawet jak na mamuty) guza. Inny, głęboko zamyślony został niespodziewanie zaatakowany przez jakieś małe dwunogie stwory i nagle z nieruchomego, ale żywego mamuta stał się mamutem martwym.
Nieszczęść było znacznie więcej, ale nasz obraz już staje się klarowny. Podliczmy: pech, rozkład rodziny, samotność i rozpacz. Wszystko sprowadza się praktycznie do braku szczęścia. To właśnie ów niedostatek wypełniał życie nieszczęsnych mamutów. I właśnie dlatego wyginęły: z braku szczęścia.
Zaskakujące, że tak wielu uczonych bezskutecznie dotąd poszukiwało rozwiązania tej zagadki, błąkając się po bezdrożach teorii, a było ono wręcz oczywiste. By to odkryć, wystarczy trochę zwykłego współczucia. A przecież już Karol Darwin stwierdził niezbicie, że zwycięzcami w turnieju ewolucji są tylko gatunki szczęśliwe. Te nieszczęśliwe muszą przegrać.
Mimo oczywistości rozwiązania zagadki, oczekujemy, że nagroda Nobla zostanie przekazana na konto "Opcji na Prawo". Przecież odkrycia dokonaliśmy jako pierwsi na świecie. A rozwiązania genialne są zwykle właśnie proste.

Romuald Lazarowicz
Wyświetlony 4703 razy
Więcej w tej kategorii: « "Plastikowe standardy"
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.