wtorek, 07 grudzień 2010 01:11

Wojna z "biedaszybami"

Napisał

Ta bezwzględna wojna, choć tylko lokalna, jak każda inna z biegiem czasu się staje się coraz bardziej zawzięta, bezwzględna i bezmyślna. Po stronie silniejszego wszelkie chwyty stają się dozwolone i usprawiedliwione. Stara się on narzucić dla siebie korzystne w niej rozwiązania przy pomocy przede wszystkim propagandowych racji "wojny sprawiedliwej", a nawet "obronnej", prowadzonej "w imieniu poszanowania prawa" i swoiście rozumianego "interesu społecznego". Do dziś w wyniku jej prowadzenia jest trzech zabitych po stronie oczywiście słabszej, którą w tym przypadku jest około trzy tysiące ludzi z rejonu Wałbrzycha, którzy nie pogodzili się z bezczynnością i biologiczną zagładą dla siebie i swojej rodziny, jaka ich czeka, jako bezrobotnych, bez żadnych zasiłków i dochodów.

Jak sami o sobie mówią w wywiadach dla prasy radia i telewizji, mają na utrzymaniu liczne rodziny, za los których są odpowiedzialni. Kraść nie pójdą, a żyć z czegoś trzeba. Druga strona to urzędnicy państwowi i samorządowi, którym jak na razie dobrze się powodzi i nie bardzo wiedzą, co to głód, bezrobocie i poniewierka. Zgodnie żądają oni zakazania tego nielegalnego procederu. Papierowy zakaz jednak nie skutkuje. Brak jest możliwości dla rozwiązania siłowego, gdyż kilka tysięcy zdesperowanych ludzi to problem poważny, w starciu z którymi kilkunastoosobowa załoga wałbrzyskiego komisariatu policji nie ma żadnych szans. Sytuacja na razie jest patowa. Prawo wymagające koncesji, ustanowienia użytkowania górniczego, planu ruchu itp. zezwoleń i dokumentów, których wymaga się dla eksploatacji kopaliny głównej, jaką jest węgiel kamienny, jest tu od wielu lat łamane, a wiadomo, że prawo powszechnie nie przestrzegane to złe prawo. Obowiązujące w tej materii „Prawo geologiczne i górnicze” tworzone było z myślą tylko o wielkich podmiotach gospodarczych i nie uwzględnia możliwości eksploatacji na skalę kilkuosobowego zakładu górniczego. Od 1989 roku prawo to było zmieniane już blisko dziesięć razy! Myślę, że kolejna jego zmiana nic mu już nie zaszkodzi, a wiele może pomóc. Niemniej strona rządowo-samorządowa zbiera wszystkie siły do przeprowadzenia generalnego szturmu na "biedaszyby". Tymczasem w prymitywnych wyrobiskach coraz częściej giną ludzie. Każdy taki przypadek jest osobistym dramatem, w którym ginie jedyny żywiciel rodziny. Sprawa staje się głośna w mediach, władze odpowiedzialne za ten stan rzeczy spieszą z oświadczeniami, że wkrótce będzie po wszystkim, na razie brak tylko środków na represje w odpowiednio szerokiej skali. O innych rozwiązaniach nikt nawet nie chce słuchać. Charakterystyczną cechą strony urzędniczej jest identyczność poglądów na sposób rozwiązania tej sprawy, niezależnie od wyznawanej opcji politycznej. Podobnie jest też po drugiej stronie, gdzie walka o przeżycie, o chleb, o mieszkanie łączy wszystkich w głuchym oporze i trwaniu przy swoich miejscach pracy.
Co będzie dalej, trudno zgadnąć. Biorąc jednak pod uwagę ponad 500-letnie tradycje górnicze tego regionu, wątpliwe jest, aby represje, i to niezależnie od skali ich zastosowania, przyniosły uspokojenie sytuacji. Groźby w tej sytuacji stają się mało skuteczne, bo górnicy z "biedaszybów" mają pełną świadomość, że w każdej chwili mogą stracić życie pod zwałami osuwającej się ziemi i błota. Jeżeli codziennie ryzykują życiem z konieczności i własnego wyboru, to bardzo wątpliwe, aby przestraszyli się urzędniczych gróźb, więzienia i policyjnych pałek. Cała historia tego zagłębia sama niejako przemawia za dalszym kontynuowaniem wydobycia węgla.
Tego, co dziś dzieje się w Wałbrzychu, nigdy nie było. Od połowy XV wieku, kiedy odkryto tu płytko zalegające pokłady węgla kamiennego, jego eksploatacja w kolejnych stuleciach była w coraz większym stopniu podstawą rozwoju gospodarczego całego regionu. Z tego właśnie powodu miasto Wałbrzych połączono jedną z pierwszych linii kolejowych z Wrocławiem. Budowano tu huty, stalownie, szkoły i osiedla mieszkaniowe. Fachowcy wszystkich branż mieli tu zatrudnienie. Wydobywany wysokiej jakości węgiel koksujący bez trudu znajdował nabywców na całym świecie. W okresie powojennym w wałbrzyskich kopalniach wydobywano ok. 4 mln ton węgla. Ilościowo w skali krajowej było to niewiele, lecz dla regionu i miejscowego przemysłu Dolnośląskie Zagłębie Węglowe (DZW) miało znaczenie podstawowe. W całym regionie wszystkie zakłady przemysłu ciężkiego i drobni odbiorcy mieli własny surowiec i łącznie kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy. Dziś wszystko stoi zamknięte jako nieopłacalne. Nie wnikając w ekonomiczne przyczyny likwidacji kopalń DZW, które nadal budzą wiele kontrowersji, zauważyć trzeba, że tuż przed podjęciem tych decyzji firma PeBeKa z Lubina wykonała dla potrzeb udostępnienia nowych pokładów węgla szyb "Kopernik" o głębokości 1000 m, kosztem około 1 miliarda złotych, który zaraz potem został zatopiony wraz z innymi wyrobiskami górniczymi wałbrzyskich kopalń węgla kamiennego.
Sam fakt, że stosowane metody wydobycia przez górników z obecnych "biedaszybów" niewiele odbiegają swoim poziomem technicznym od tych stosowanych w najstarszej kopalni "Joseph" w Zaciszu k. Nowej Rudy istniejącej już w 1478 r., mówi sam za siebie. Jak na owe czasy wydobycie węgla prowadzono na dużą skalę. W roku 1746 wydobyto 150 ton węgla, a na przełomie 1758/59 około 500 ton. W tym samym czasie istniała też druga kopalnia o tej samej nazwie w Jedlince (Jedlina Zdrój), gdzie w latach 1766-1768 wydobyto łącznie 370 ton węgla. Jak podaje "Słownik historyczny kopalń węgla na ziemiach polskich", takich dokładnie opisanych miejsc, w których wydobywano węgiel kamienny najbardziej prymitywnymi metodami w rejonie Wałbrzycha i Nowej Rudy, jest 142! Można postawić retoryczne pytanie, czy władze zdają sobie sprawę, że takich potencjalnych obszarów na, których mogą powstać nowe "biedaszyby" jest ponad sto! Czy nikt o nich nie wie? Bardzo w to wątpię, bo w kopalniach byli przecież zatrudnieni inżynierowie, technicy, geolodzy i górnicy, którzy trochę szerzej interesowali się swoją pracą. Zapewne lokalizacja obecnych "biedaszybów" jest również ich dziełem. Czy można te 100 miejsc pilnować dzień i noc za pomocą represji i policji? Wydaje się, że urzędnicy nie zdają sobie sprawy ze skali zjawiska i swoich ograniczonych możliwości.
Biorąc to wszystko pod uwagę, już po pierwszym wypadku śmiertelnym na "biedaszybach", w oparciu o reportaż Elżbiety Jaworowicz "Sprawa dla reportera", Stowarzyszenie Związek Dolnośląski wystąpiło do Wojewody Dolnośląskiego i Prezesa Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach, jako do osób ponoszących odpowiedzialność za gospodarkę na terenie województwa i bezpieczeństwo pracy w górnictwie, z wnioskiem o podjęcie inicjatywy legalizacji odkrywkowego wydobycia węgla kamiennego w rejonie obecnych "biedaszybów". Pomijając wszystkie wyżej zasygnalizowane argumenty społeczne i historyczne, skupiono się tylko na problematyce ekonomicznej. W tej sprawie zwrócono uwagę na to, że deficytowość kopalń węgla kamiennego w Polsce jest fikcją księgową, ekonomiczną i medialną, gdyż nie można zaakceptować sytuacji, w której koszt wydobycia jednej tony węgla wynosi ok.150 zł, a jego cena w sprzedaży detalicznej we Wrocławiu wynosi 440 zł! Jeżeli około trzykrotne przebicie ceny sprzedaży w stosunku do kosztów produkcji powoduje deficyt kopalń węgla kamiennego, to tak prowadzona gospodarka nie ma nic wspólnego ani z rzekomo powszechnie panującym kapitalizmem, ani z jego instrumentem, którym jest wolny rynek.

(?)
Adam Maksymowicz
Wyświetlony 7654 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.