wtorek, 07 grudzień 2010 10:18

Sumienie Herberta Hupki

Napisane przez

Nadanie wspomnieniom tytułu "Niespokojne sumienie" rodzi nadzieję, że sędziwy autor zmienia poglądy, których głoszenie przez dziesięciolecia sprzyjało budowaniu klimatu niechęci między sąsiadującymi narodami. Sumienie Herberta Hupki obciąża niewątpliwie wiele politycznych działań owocujących jedynie pogarszaniem relacji między Polakami a Niemcami.

My, Polacy dobrze rozumiemy, co znaczy utrata rodzinnej ziemi. Śmiem przypuszczać, że odebranie nam Lwowa, który dla naszej kultury był przez stulecia jednym z dwóch, a najwyżej trzech najważniejszych ośrodków, jest raną bardziej bolesną od "linii Odry i Nysy" dla Niemców. A jednak nie pojawiły się u nas nigdy głosy tak histeryczne, nie są u nas znane stany zacietrzewienia o skali reprezentowanej przez Herberta Hupkę. O Polakach mawia się, że politykami są marnymi. Okazuje się jednak, że w przeciwieństwie do niemieckich "wypędzonych" nie ścigamy uparcie celów nieosiągalnych. Potrafimy bowiem oceniać sens i skutki politycznych działań, a eskalowanie nienawiści naszym celem po prostu nie jest.
Cała polityczna biografia Herberta Hupki to uparte kwestionowanie legalności obecnych granic. Dziś już wiadomo, że ten kilkudziesięcioletni trud, skutkujący wyłącznie krzewieniem niechęci i podziałów, leży w gruzach. A jednak z lektury "Wspomnień" można doczytać się pewnego rodzaju dumy z tego, że jeszcze do niedawna autorowi udawało się sprawiać, iż w niemieckich atlasach i podręcznikach zachodnia część Polski zaznaczana była jako "obszar Niemiec tymczasowo pod administracją polską". Próby drukowania map z innym kształtem granic okrzykiwał jako zakłamywanie i fałszerstwo.
Z "Niespokojnego sumienia" dowiadujemy się też, że do 1975 roku w jednym z najbardziej eksponowanych miejsc Bundestagu wisiała wielka mapa Niemiec w granicach sprzed ostatniej wojny. Jej przeniesienie do mniejszego pomieszczenia spowodowało stanowcze protesty posła Hupki. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych drukował on w masowych nakładach plakaty z mapą Trzeciej Rzeszy i komentarzem, że "114 tysięcy kilometrów kwadratowych Niemiec nie można oddać w podarunku". Rocznicę bitwy pod Legnicą w 1991 roku czcił plakatem z hasłem "750 lat wspólnej niemieckiej historii i kultury". Trudno się oprzeć wrażeniu, że temat granic w ujęciu Hupki i jego przyjaciół jest jedną wielką groteską. Sam Hupka należy do krzykaczy umiarkowanych, gdyż żąda granic jedynie z roku 1937. Skromnością tego żądania naraża się zwolennikom Reichu zawierającego Sudety. Jeszcze inni twierdzą, że i Gdańsk zasługuje na "właściwe miejsce". Nie brakuje też zwolenników akcji, która włączała do Niemiec Kłajpedę. Wśród tych dywagacji znajduje swe miejsce i "problem polskiego korytarza". Skoro "wypędzeni" nie uznają oderwania Prus Wschodnich, logiczne jest wszak połączenie ich z Rzeszą. Są środowiska jeszcze bardziej "patriotyczne". Te żądają granic z... 1913 r.! Hupka przyznaje, że "zgodnie z prawem międzynarodowym" ? przed wojną Górny Śląsk Polsce się nie należał. W innym miejscu wspomina, że i odebranie Niemcom kolonii w Afryce też było bezprawne. Zaiste, cykliczne rozpętywanie wojen w imię "narodowych racji" i "zdobycia niezbędnej przestrzeni życiowej" skutkuje sporymi komplikacjami. Mimo że granice zostały już wytyczone przez ofiary kolejnych agresji, które jednak stały się zwycięzcami, od natłoku dylematów aż kipi. Które granice wybrać, wszak z inicjatywy różnych władców Niemiec zmieniały się tak często? Z 1939, 1938, 1937, a może 1913 roku? Sprzed pierwszej czy drugiej wojny? Bardziej właściwa jest linia graniczna przed czy po aneksji "Sudetenlandu"? Przed zagarnięciem rejonu Memla czy po nim, etc. O Polakach mówi się czasem, że "gdzie dwóch, tam trzy opinie". Rzadko chyba jednak opinie te są tak bezczelne, głupie i jałowe, jak w przypadku zwolenników różnych "orientacji granicznych" w kraju naszych zachodnich sąsiadów. W myśl obiegowych opinii ? zarówno w życiu, jak i w polityce ? ma ich cechować trzeźwość i pragmatyzm. Przynajmniej Hupka i jemu podobni na pewno na te komplementy nie zasługują. Przeciwnie ? znaczna część ich politycznej aktywności polega na ciągłym powtarzaniu zaklęć w rodzaju "Rzesza Niemiecka istnieje" i upartym nagłaśnianiu fałszywych informacji jakby w nadziei, że dzięki temu staną się rzeczywistością.
Po polityku, który zamiast budować rozsądny program woli odmawiać mantrę ? nie można oczekiwać ani mądrych, ani uczciwych ocen. Dlatego nie dziwią brednie w rodzaju "polski nacjonalizm oparty jest na nienawiści do Niemców" lub "dzisiejszy polski nacjonalizm nie jest wcale lepszy od niemieckiego z wczoraj". Zaraz potem jednak Hupka przypomina sobie też, że Polacy to przecież antysemici i wątek ten będzie kolejną jego obsesją. Przy opisywaniu różnych wydarzeń historycznych jego spojrzenie także cechuje się swoistym wyważeniem proporcji. Tak jest np. przy okazji układu monachijskiego, który, gdyby opierać się tylko na informacjach niemieckiego publicysty, polegał przede wszystkim na zajęciu przez Polskę Zaolzia. Hupka uwielbia fotografować się na tle szaf z książkami, a tematem, nad którym rozwodzi się najczulej i najobszerniej, jest jego własny dorobek naukowy. Jeśli jednak odpowiada on swym poziomem merytorycznej zawartości "Wspomnień" ? należałoby przykryć go kurtyną litości. Obawiam się bowiem, że brak elementarnej wiedzy, ewidentne błędy, mylenie faktów i nazwisk ? to stała cecha "warsztatu naukowego" doktora Hupki. Towarzyszy mu zdumiewający prymitywizm myślowy, np. wielokrotne utożsamianie granicy na Odrze z komunizmem czy określanie działalności polskich księży na Dolnym Śląsku jako kolaboracji z reżimem. Wojciecha Korfantego, któremu nie sposób odmówić ogromnych politycznych osiągnięć, nazywa "polskim demagogiem". O prymasie Glempie pisze po prostu, że to "człowiek ograniczony". Jana Pawła II krytykuje za "stopienie polskiego nacjonalizmu z powinnościami papieskiego urzędu". Odnotowuje zdanie prof. Władysława Bartoszewskiego: "w 1945 r. nie można było oczekiwać od Polaków, by chcieli koegzystować z Niemcami", ale czyni to tylko po to, by dodać komentarz: "To tak, jak Hitler, który mówił, że Niemcy nie mogą koegzystować z Żydami"!
Lektura "Wspomnień" Herberta Hupki jest zdumiewającą przygodą. Rzadko spotkać można dzieło tak nasycone obelgami w rodzaju "komuniści", "kłamstwa", "fałszowanie" oraz westchnieniami do prawdy, prawa, sprawiedliwości. A zarazem ? pełne przekłamań, przemilczeń, niekonsekwencji, naginania faktów według najgorszych propagandowych wzorów. To naprawdę wyjątkowe, że przez kilkadziesiąt lat człowiek z dyplomem wyższej uczelni, należący do politycznej elity europejskiego kraju ani razu nie zdobył się na głębszą refleksję nad celem i sensem swoich działań.
Obszerna książka nie odnotowuje żadnej próby znalezienia dystansu, zrewidowania swych poglądów, najprostszego zastanowienia się nad racjami drugiej strony. Gdyby odgadnąć, co Herbert Hupka rozumie pod pojęciem "prawo", najbliższą definicją będzie wypowiedź Kalego z "W pustyni i w puszczy". Coraz częściej załamujemy ręce nad zjawiskami społecznymi w Polsce, które polegają na skupianiu dużego poparcia dla ludzi niepoważnych, niekompetentnych i nieuczciwych. Fakt, że Hupka potrafił być liderem ruchu liczącego kilka milionów, dowodzi, że w Niemczech pod tym względem jest znacznie gorzej.

Herbert Hupka, "Niespokojne sumienie. Wspomnienia", tłum. Eugeniusz Cezary Król, Wydawnictwo Rytm, Warszawa 2001

Paweł Ślęzak
Wyświetlony 4666 razy

Najnowsze od Paweł Ślęzak

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.