wtorek, 07 grudzień 2010 12:02

Klaus na Hradzie

Napisane przez

28 lutego w Pradze zdarzyło się coś nieprawdopodobnego. Parlament, w którym nieznaczną przewagę ma obecna centrolewicowa koalicja, wybrał na prezydenta prawicowego kandydata VĂĄclava Klausa. A miało być inaczej- po hańbiących porażkach w poprzednich elekcjach (15 i 24 stycznia) koalicja rządząca tym razem chciała mieć pewność, że to jej kandydat będzie miał murowane poparcie swojego obozu.

 

Socjalistyczny premier Spidla znalazł wprawdzie w swoim cudownym kapeluszu superkandydata, który przed wyborami uzyskał duże poparcie koalicji, ale rzeczywistość płata figle. Owym kandydatem, który w przeciwieństwie do swoich poprzedników miał uzyskać stuprocentowe poparcie centrolewicowej koalicji rządzącej, był profesor Jan Sokol. To on miał być tym antyKlausem, który zjednoczy skłóconą Socjaldemokrację i wejdzie na praski Hrad. Premier uzbierał tym razem rekordową liczbę podpisów pod kandydaturą Sokola (90) i wydawało się, że Klaus nie ma najmniejszych szans. Ale podczas przesłuchania rządowego kandydata w klubie komunistów ? ważnej ze względu na ilość posłów siły parlamentarnej ? wyszło na jaw, że kandydat lewicy nie może liczyć na głosy komunistów! Dla nich przeszkodą nie do pokonania była postawa Sokola wobec powojennego wypędzenia Niemców Sudeckich z Czechosłowacji. Sokol bowiem należy do tych światłych i postępowych intelektualistów czeskich, którzy chcą Niemców za wszelką cenę przepraszać. Natomiast jego kontrkandydat Klaus, mimo że podpisał z Niemcami wspólną kompromisową deklarację o pojednaniu, nie zgadza się na kolejne jednostronne gesty i sprawę uważa za zamkniętą. W tej kwestii czeskich komunistów można zaliczyć do sił patriotycznych i właśnie ta orientacja w końcu zadecydowała o wyborze nowego prezydenta.
28 lutego elektorzy zebrali się w Sali Hiszpańskiej praskiego Hradu po raz trzeci. Atmosfera w sali była nie tyle podniosła, co raczej duszna. Według informacji anonimowych informatorów partyjnych premier odgrażał się, szantażował, bo bardzo mu zależało na zwycięstwie Sokola. Na próżno. Na Sokola zagłosowało tylko 124 z 281 elektorów, natomiast Klaus uzyskał 142 głosów i został prezydentem.
Koalicja rządowa poniosła już trzecią z rzędu porażkę, co zmusiło premiera do tego, by zwrócił się do Izby Poselskiej o wotum zaufania. Swe trudne chwile szef Partii Socjaldemokratycznej, Spidla przeżyje także podczas zjazdu stronnictwa pod koniec marca ? sporo działaczy uważa, że odpowiedzialność za rozłam w partii, za spadek notowań (według sondaży wybory wygrałaby obecnie ODS, czyli partia Klausa) ponosi właśnie on i jego wierni.
Obecna napięta sytuacja w koalicji rządzącej może teoretycznie doprowadzić nawet do przedterminowych wyborów, ale opozycja na razie nie jest tym zainteresowana. Jedno jest pewne ? negatywny wynik euroreferendum będzie ostatnim gwoździem do trumny centrolewicowego gabinetu.
A właśnie taki rezultat głosowania nad przystąpieniem Czech do Unii Europejskiej uprawdopodobnił się wraz z wejściem Klausa na praski Hrad. Czeski prezydent nie należy bowiem do euroentuzjastów. W swoich przemówieniach podkreśla, co prawda, konieczność integracji ? opowiada się więc za wejściem, lecz nigdy nie zapomina dodać, że obecny kształt Unii jest nie do przyjęcia. Sam siebie określa jako "eurorealista", jest patriotą, czyli przeciwnikiem ograniczania suwerenności państw narodowych, mocno się sprzeciwia wizji federalizacji Europy. Warto zauważyć, że chyba żadne państwo europejskie nie ma za przywódcę polityka, który potrafiłby się tak wyraziście sprzeciwić socjaldemokratycznej i chrześcijańsko-demokratycznej wizji integracji europejskiej. Wolnorynkowiec Klaus (nie zapominajmy, że jest to ojciec czeskiej reformy gospodarczej) na pewno wykorzysta nowe stanowisko do głoszenia swych przemyśleń i poglądów. Posada prezydencka zapewnia mu niebywały posłuch i trzeba się liczyć z tym, że idee głoszone z praskiego Hradu nie pozostaną bez echa.
Sam prezydent w wywiadzie dla wysoko nakładowej czeskiej gazety "MF Dnes" (3.3.2003) zauważył: "W brytyjskiej gazecie The Guardian przeczytałem zdanie: Czy Klaus poprzez swój eurosceptycyzm nie zarazi reszty Europy?... Zdradza to olbrzymią niepewność samej Europy. Nie mają pewności, czy idą w dobrym kierunku. W tym sensie czuję obowiązek dyskutowania o przyszłej Europie i rozważania różnych wariantów integracji".
Klaus, w przeciwieństwie do innych polityków, jest wierny swoim ideałom ? głosił je nawet wówczas, gdy w Czechach zaczęto całe zło kojarzyć z jego osobą. Była to zasługa byłego prezydenta Havla i środków przekazu (na marginesie: pomimo tego obecny prezydent potrafił przerwać swe inauguracyjne przemówienie, by podejść do Havla i podać mu rękę w geście podziękowania za wszystko, co zrobił dla kraju). Nowy czeski prezydent chce przede wszystkim pracować na rzecz czeskiego państwa. Ten frazes w jego ustach nie brzmi sztampowo, w przeciwieństwie do swego poprzednika Klaus nie jest wyznawcą kosmopolityzmu, wszechogarniającej tolerancji czy też niepolitycznej polityki, która to idea mocno nabroiła w czeskim systemie politycznym.
Od 7 marca znów nad Hradem powiewa flaga prezydencka, na której widnieje napis Prawda zwycięża. Václav Klaus to doskonały przykład na to, że te słowa mistrza Jana Husa są nadal aktualne. Po licznych porażkach (dwukrotnie w wyborach parlamentarnych w 1998 i 2002 roku) ten czeski polityk konserwatywny odniósł zwycięstwo w polityce największe ? został prezydentem. Jestem przekonany, ze względu na zalety nowej głowy państwa czeskiego, że nasz południowy sąsiad na tym mocno skorzysta.
Vladimír Petrilák
Wyświetlony 7071 razy
Więcej w tej kategorii: « Chore sumienie Rosji Setu »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.