wtorek, 07 grudzień 2010 14:06

Syberyjskie Święta

Napisane przez

Choć w Tomsku i na Syberii bywałem w ciągu ostatnich lat bardzo często, nie miałem dotychczas okazji spędzać tu Świąt Bożego Narodzenia, a także Nowego Roku. Jak wiadomo, prawosławni chrześcijanie obchodzą wszystkie kościelne święta wedle starego stylu kalendarzowego, więc ich Boże Narodzenie wypada dwa tygodnie po naszym, a zatem tydzień po Nowym Roku. I oficjalnie świętuje wtedy cała Rosja, zapełniają się cerkwie (w ciągu całego roku prawie puste) ludzie mają okazję do rodzinnych odwiedzin, suto zastawionego stołu jadłem i - przede wszystkim - mocnymi trunkami.

Trudno jednak w tym kraju nazwać Boże Narodzenie świętem przeżyć religijnych, duchowych. Sowiecki antyludzki despotyzm wymiótł prawie całkowicie z ludzkich dusz te pojęcia, a ci, co wierzyli w Boga (obojętnie, czy byli to prawosławni, katolicy, muzułmanie czy buddyści), doznawali od władzy przez ponad 70 lat gwałtów i cierpień. Co prawda zmieniło się nieco po upadku Związku Sowieckiego, ale przyzwyczajenia społeczeństwa rosyjskiego i jego mentalność pozostały. Dalej przekłamuje się historię powszechną w szkołach i środkach masowego przekazu, poniża obywateli innych narodowości.
Władze rosyjskie preferują w Rosji religię prawosławną, w ostatnich latach czyniąc z niej religię oficjalną, co stało się hamulcem rozwoju pozostałych konfesji, w tym katolickiej. Widać to na przykładzie z ostatnich parunastu miesięcy, gdy rosyjscy pogranicznicy nie wpuścili do Rosji kilkunastu katolickich kapłanów, w tym ordynariusza Irkucka ? biskupa Jerzego Mazura. W Tomsku zaś duchowni prawosławni i klerycy miejscowego seminarium otrzymali od swych zwierzchników całkowity zakaz kontaktów z duchownymi katolickimi. Do tego momentu prywatne spotkania duchownych obu religii były nader częste i serdeczne ? dysputy (nie tylko teologiczne), obchodzenie wspólne świąt i katolickich, i prawosławnych. I nagle przepaść. Jedno odgórne polecenie ? a wolno rozkręcający się dialog międzykonfesyjny został zadławiony brutalnie i zgasł w połowie drogi. Dlaczego? Ambicje, polityka i zazdrość. Zazdrość patriarchów prawosławnych o wzrastającą popularność Kościoła katolickiego w Rosji i regionach jej podporządkowanych.

W półmilionowym Tomsku katolików jest kilkuset, głównie są to potomkowie Polaków, Niemców, Ormianie, Asyryjczycy. W ostatnich latach do kościoła przychodzi coraz więcej Rosjan, Ukraińców i Białorusinów, którzy rozczarowali się do pasywnego prawosławia. Tutaj pomaga się biednym i chorym, nie pytając ich o przynależność religijną (m. in. przy kościele działa bezpłatny mini-szpital i stołówka dla bezdomnych, prowadzone przez siostry ze zgromadzenia Bł. Matki Teresy z Kalkuty), tu pracuje się z młodzieżą w przykościelnym gimnazjum, wysłuchuje się problemów ludzi, którzy popadli w depresję. Kościół odzyskano po 1990 roku ? w okresie władzy sowieckiej urządzono w nim planetarium i już nikt nie wierzył, by kiedykolwiek katolicy odzyskali swą własność. Nie wierzono też w oddalonej od Tomska o 180 km polskiej wiosce Białystok (Biełostok), gdzie w latach 30. odebrano wiernym drewniany kościółek, zamieniając go na klub i magazyn. Teraz odnowiony, czeka co jakiś czas na księdza z Tomska, który przybywa tu odprawić mszę, ochrzcić nowo narodzonych czy pochować zmarłego. We wsi mało zostało Polaków, katolików. W roku 1937 NKWD rozstrzelało prawie wszystkich mężczyzn (za rzekomą przynależność do Polskiej Organizacji Wojskowej, a więc szpiegostwo na rzecz białej Polski), pozostały kobiety z dziećmi i staruszkowie. W ostatnich czasach młodzież ucieka do miasta w poszukiwaniu wykształcenia i pracy, a do Białegostoku napływa ludność innych narodowości i wyznań.
W tomskim kościele swoje obowiązki pasterskie wypełniają dwaj księża ? proboszcz Antoni (potomek Niemców z Taszkientu) oraz przybyły parę lat temu z Polski ks. Andrzej. Do pomocy mają osiem sióstr zakonnych, w tym pięć sióstr od Bł. Matki Teresy z Kalkuty. Swym zasięgiem obejmują obszar większy od terytorium Polski.
Zima na Syberii jest uciążliwa i długa, krótkie lato tutejsi mieszkańcy skrzętnie wykorzystują do robót na działkach, gdzie główną uprawą są ziemniaki. Bez nich życie rosyjskiego społeczeństwa nie jest możliwe, od urodzaju kartofla zależy zamożność zimowego stołu. Udaje się tu wychodować nawet paprykę, natomiast wszelkie szlachetne odmiany jabłek, grusz oraz czereśni i wiśni wymarzają. Trzymają się tylko dziczki (malutkie jabłuszka, nazywane renetką). Zapas zimowej witaminy utrzymują przetwory z porzeczek, agrestu, oblepichy (rokitnik ? w ogóle to rośnie także w Polsce, lecz nie jest użytkowany). Daczę (działkę) mają prawie wszyscy mieszkańcy miasta i w dni wolne od pracy solidarnie udają się tam całymi rodzinami. Na działkach prócz małych domków letnich, zazwyczaj buduje się ruską banię ? jest to swego rodzaju sauna ? i w soboty lub niedziele, całymi rodzinami działkowicze zażywają kąpieli parowych.
Wigilia roku 2002 zapełniła kościół do granic możliwości, wierni nagrzali świątynię swymi ciałami tak, że powietrze falowało jak w gorący, letni dzień.
(?)
Piotr Hlebowicz
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 7338 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.