wtorek, 07 grudzień 2010 16:10

Kontrabanda

Napisał

Powoli, ale systematycznie, pociąg zbliżał się do miasta.

Wagon, w którym siedziałem, zapełniali ludzie w różnym wieku i rozmaicie ubrani: były okutane staruszki z różańcami i modni młodzieńcy z plecaczkami, dziewczyny ze słuchawkami na uszach i nobliwie wyglądający panowie z laskami, młode matki z niemowlętami i dzieci z najnowszymi pokemonami. Coś wszakże łączyło tę całą socjologiczną rozmaitość. Czuło się jakąś nić porozumienia, jakąś tajemniczą wspólnotę.
Rozmowy dotyczyły właściwie wyłącznie niebezpieczeństw podróży i metod unikania ich (niebezpieczeństw, a nie podróży).
? Ja zwykle udaję głuchą i niedołężną ? z ożywieniem mówiła rześka staruszka siedząca na stercie tłumoków. ? Zwykle pomaga.
? A ja udaję ślepego ? opowiadał pan spod okna. ? Dlatego ta laska jest biała.
? Lepiej wcześniej wysiąść. Jest takie miejsce ? dzielił się swoimi doświadczeniami młodzian z kolczykiem w nosie ? gdzie pociąg trochę zwalnia. Tam łatwo wyskoczyć.
? Eee tam ? z leniwą nonszalancją rzuciła dziewczyna w bardzo krótkiej spódnicy. ? Ja ich zawsze przekupuję...
? No tak. Jak się ma czym... ? wtrącił ktoś i zabrzmiało to równie dwuznacznie, co wypowiedź dziewczyny.
Nooo ? potwierdziło z powagą jakieś dziecko nieokreślonej płci ? ja zawsze mam zapas pokemonów.
? A gdzie najbardziej łapią? ? spytał zapewne jakiś nowicjusz, wywołując lawinę informacji:
? Wiadomo, na dworcu.
? Na peronie, ale zaraz za schodami...
? Koło targu...
? W tramwajach...
? Tam, gdzie jest mało ludzi...
Nie odzywałem się. Co prawda kilka razy już wyjeżdżałem, ale nie uważałem siebie za wytrawnego "turystę". Słuchałem, bo mogło mi się to bardzo przydać. Stworzyłem sobie tym razem legendę zapalonego narciarza wracającego z gór, ale nie wiedziałem, jak się to sprawdzi.
Za oknem przemknęły już pierwsze działki. Zaczęło się pospieszne pakowanie, dopinanie toreb, poprawianie zamaskowanych schowków. Starsi w zadziwiający sposób nagle tetryczeli, dzieci stawały się infantylne, dziewczyny bardziej seksowne. Cykl cudownych przemian, sprowokowany bliskością dworca...
Zakolczykowany przepchnął się do drzwi i w pewnym momencie wyskoczył. Podziwiałem go, bo pociąg zwolnił bardzo nieznacznie. Życzyłem mu powodzenia. Będzie mu potrzebne, jak każdemu z nas. Z daleka widziałem, jak schylony przeskakuje kolejne tory i niknie w zmierzchu.
Sam odważyłem się skoczyć tuż przed peronem. Było to ryzykowne, bo ciążył mi plecak i przeszkadzały ważne dla mojej legendy narty. Jednak udało się.
Teraz szybko, jak najdalej od dworca, od kolei. Tu przecież będzie zaraz gorąco. Pośród różnych okopconych zabudowań (ciekawe, że kolej od dziesiątków lat nie korzysta z parowozów, a jej obiekty nadal jakby pokrywa sadza!) przedostałem się w zaułki uliczek wokół dworca, jakieś podjazdy, sterty pak, ciężarówki.
Dochodziłem już do głównej ulicy, kiedy wychodząc zza rogu wpadłem wprost na policjanta. "No to koniec" ? pomyślałem zrezygnowany.
? A dokąd to? ? zadał niezbyt zaskakujące, ale mrożące mi krew w żyłach, pytanie funkcjonariusz z żółtymi gwiazdkami na ramieniu.
? Wracam z nart. Wspaniale wypocząłem...
? Tak? No to może pokażcie, co tam macie w plecaku.
Powstrzymałem odruch obejrzenia się, bo błyskawicznie wpadłem na to, że ironia z pewnością mi nie pomoże w tej opresji.
? Aaa ? klepnąłem się w czoło ? właśnie sobie przypomniałem. Tam z tyłu znalazłem pieniądze. Leżały na ulicy. Po drodze miałem odnieść na posterunek, ale skoro pan tu już jest, to może przekażę je panu? ? Podałem mu dwa banknoty wyciągnięte z kieszeni.
? Powiada pan ? gdy to usłyszałem, nabrałem optymizmu ? że leżały na ziemi... A nie było tego więcej?
? A ile ja panu dałem? Dwa? Oj, przepraszam, to były trzy banknoty. Już panu daję.
? No! ? policjant pokiwał pałką, ale tak bardziej z nawyku, niż z przekonania. ? Przed władzą nic się nie ukryje. Do widzenia.
Z ulgą poszedłem spokojnym krokiem, choć miałem ochotę biec. Po drodze, widziałem z daleka rozmaite grupy ludzi wokół bramek na ulicach i kontrolujących ich funkcjonariuszy, ale szczęśliwie sam uniknąłem już przygód.
W domu zastałem wszystkich. Dopiero wahali się, czy zacząć się niepokoić, więc mój powrót wywołał duży, a nie wielki, entuzjazm. Babcia, jak zwykle po "akcji", pocałowała mnie w czoło. Zaraz potem powstrzymała wzrokiem dziadka, który już szykował się do snucia opowieści, jak to on też..., że w podziemiu..., że ryzyko... Ciekawe, że ta moja dobra babcia opanowała sztukę hipnotyzowania z perfekcją niektórych groźnych węży...
? No, pokazuj, coś zdobył. ? Wszyscy skupili się w kuchni, gdzie przystąpiliśmy do rozpakowywania plecaka.
? Kiełbasa. ? To nie brzmiało jak "kiełbasa" po prostu. Było w tym coś z modlitwy.
? Kiełbasa ? powtórzył z rozmarzeniem ojciec.
? Kiełbasa ? szeptem powtórzyła mama.
? Teraz szynka ? babcia poddała kolejne hasło, a za nią litanię powtarzał nabożnie zgromadzony "lud".
? Pokaż! Krucha? Nie za mokra?
? A pachnie?
? Pachnie! I krucha. A jaka duża!
? Pokażcie, ja też chcę zobaczyć. ? Z tyłu przepychał się Jaś.
I tak kolejno wyjmowaliśmy te skarby, które zaczęły piętrzyć się na stole. Śmietana, ser, masło, ogórki kiszone, kapusta, woreczek z makiem...
Niewątpliwie byłem bohaterem.
Poszedłem do pokoju. Włączyłem telewizor. Spóźniłem się trochę na Wiadomości.
? ...posłowie rozpatrują projekt obniżenia najwyższej obowiązującej kary za morderstwa: z dożywocia, które uznano za niehumanitarne, do 25 lat. Specjaliści ustalili bezsprzecznie, że większa kara bynajmniej nie działa odstraszająco wobec przestępców, a kara dożywocia ma charakter odwetu. Nie sposób tego zaakceptować w nowoczesnym społeczeństwie.
? Przeprowadzony sondaż ? kontynuował spiker ? wykazał, że ponad 70 proc. Polaków przeciwnych jest karze dożywocia za najgroźniejsze zbrodnie. ? Na ekranie pokazano kolorowe słupki wykresów.
? Tylko ? dodał z rezygnacją dziadek ? nie powiedzą, że są przeciwni dożywociu, bo są za karą śmierci.
? Zakończył się kolejny dzień akcji policji i służb specjalnych ? mówił spiker ? przeciwko przemytowi nielegalnych produktów. Schwytano wielu przestępców. ? Kamera pokazała grupę ludzi otoczonych umundurowanymi funkcjonariuszami. Wśród zatrzymanych zobaczyłem zapłakaną dziewczynę w krótkiej spódniczce, którą zapamiętałem z pociągu. Cóż, widocznie trafiła na heteroseksualne funkcjonariuszki...
? Skonfiskowane przedmioty przestępstwa zostały komisyjnie zniszczone. ? Kamera zrobiła najazd na olbrzymi walec miażdżący stertę szynek, kiełbas, jakieś słoje, ale też płyty i kasety. ? Mimo wysiłków funkcjonariuszy, przemyt towarów niezgodnych z normami unijnymi trwa. Rozważa się zaostrzenie kar dla najgroźniejszych przemytników. Ten proceder trzeba powstrzymać...
Zostałem więc kryminalistą. Ale święta będą takie, jak być powinny. Z prawdziwą, nie "plastikową" unijną szynką, z makowcem, z prawdziwym sernikiem...

Romuald Lazarowicz
Wyświetlony 6292 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.